witamy! I active image I kataog I NEWS I harmonogram I cennik I parametry techniczne I kontakt

NEWS 1 ___ NEWS 2 ___ NEWS 3 ___ NEWS 4 ___ NEWS 5 ___ NEWS 6

2016-12-22

Niebezpieczeństwa przy wigilijnym stole - sprawdź, na co uważać

W Wigilię zawsze z niecierpliwością wypatrujesz pierwszej gwiazdki, by wreszcie móc zacząć pałaszować te wszystkie pyszności? Nie możesz sobie odmówić karpia, którego jesz jednocześnie dyskutując z bliskimi, kolejnej porcji pierogów albo kawałka makowca, który jest posypany sporą ilością orzechów? Sprawdź, jakie nieprzyjemne, a często i niebezpieczne dla zdrowia dolegliwości możesz sobie w ten sposób zafundować. Gwarantujemy, że na suto zastawiony świąteczny stół spojrzysz w tym roku zupełnie inaczej.

Jak na (zł)ość
W Wigilię na większości polskich stołów królują ryby. To z kolei oznacza konieczność zmierzenia się z ościami - sprawę można ułatwić sobie co prawda filetem, ale i wtedy lepiej zachować ostrożność. Ość, która utkwi w gardle nie tylko irytuje, ale może powodować ból, dławienie, a nawet problemy z oddychaniem. Jak skutecznie się jej pozbyć? - Przede wszystkim nie próbować jej usuwać samodzielnie i "na oślep". Takie manipulacje najczęściej kończą się tym, że spycha się ciało obce niżej albo wbija je głębiej w ściany gardła, co przynosi efekt odwrotny od pożądanego - ostrzega dr Monika Dąbrowska-Molenda, dietetyk ze Szpitala Medicover. Wbrew pozorom najlepszym pomysłem nie jest też domowy sposób zagryzania chlebem, bo gdy przełykamy mięśnie naszego gardła się zaciskają, a to może spowodować, że ość wbije się jeszcze głębiej. Co więc zrobić? Można poprosić drugą osobę o to, by spróbowała wyciągnąć "intruza" na przykład pęsetą. Jeśli to się nie powiedzie, należy niezwłocznie udać się na oddział pomocy doraźnej. - Jeśli to podstępne ciało obce zatrzymało się w gardle, znieczulamy miejscowo i wydostajemy je kleszczykami, a pacjent może praktycznie od razu wrócić do domu - wyjaśnia dr Monika Dąbrowska-Molenda. - Jeżeli natomiast dotarło aż do przełyku, wówczas sytuacja jest poważniejsza. Musimy przede wszystkim zlokalizować ość - w tym celu wprowadzamy tam miniaturowe urządzenie z kamerą, a w wyjątkowych przypadkach robimy RTG z kontrastem. Następnie wydostajemy ość, ale pacjent zwykle musi zostać w szpitalu na obserwacji i przez kilka dni być na diecie - dodaje. By zminimalizować ryzyko tych nieprzyjemności nie musimy rezygnować z ryb, ale jedzmy je powoli i dokładnie przeżuwajmy. O uważności pamiętajmy także wtedy, gdy na stole pojawia się mięso - drobne kostki też mogą wyrządzić szkody.

Uczulamy na uczulenia
Ryby są podwójnie niebezpieczne, bo mogą być również silnym alergenem. Jednak produktów, które podczas Świąt mogą uczulić, jest znacznie więcej - to na przykład często goszczące na naszych stołach cytrusy, orzechy i korzenne przyprawy. Reakcja alergiczna jest szczególnie prawdopodobna w Boże Narodzenie także dlatego, że serwuje się wtedy stosunkowo dużo bardzo różnych dań, a do tego świąteczny rozgardiasz osłabia naszą czujność i sprawia, że możemy zjeść jakiś niepożądany składnik po prostu przez przypadek. - Często już niewielka ilość uczulającego produktu wystarczy, by wywołać nieprzyjemną reakcję. Jest to szczególnie niebezpieczne w przypadku dzieci, bo ich skóra i układ oddechowy są dużo wrażliwsze niż u dorosłych - w efekcie na przykład organizm reaguje nie po zjedzeniu mandarynki, a już w trakcie jej obierania i kontaktu ze skórką - mówi dr Monika Dąbrowska-Molenda ze Szpitala Medicover. Gdy cierpimy na jakąkolwiek alergię, zawsze miejmy pod ręką przepisane przez specjalistę leki bądź inhalator - nie zwalniają nas z tego nawet Święta. Jeśli nie będziemy o tym pamiętać, Wigilia może skończyć się nie tylko pokrzywką na skórze, kichaniem, pieczeniem ust, wymiotami czy biegunką, ale też poważniejszymi dolegliwościami, a nawet wstrząsem anafilaktycznym. Jeśli natomiast zauważymy u siebie bądź współbiesiadników niepokojące objawy, jedźmy na pogotowie lub wezwijmy karetkę.

Za dużo jedzenia i trunków
Według tradycji podczas Wigilii powinno się skosztować każdego dania - ma to zagwarantować pomyślność w nadchodzącym roku. Niestety, jeszcze w tym bieżącym może przynieść więcej szkody niż pożytku - ból brzucha, zgaga, wzdęcia i niestrawność to przecież nic przyjemnego, zwłaszcza w Święta. Jeśli rzeczywiście chcemy spróbować wszystkiego, nakładajmy sobie na talerz niewielkie porcje. Do poszczególnych potraw dodajmy też ułatwiające trawienie przyprawy - na przykład kminek czy majeranek (podobnie działa kompot z suszu). A najważniejsze - zachowajmy umiar i dwa razy zastanówmy się nad dokładką. Jeśli natomiast sobie pofolgujemy, doraźnie możemy ratować się popijając ziołowy napar (na przykład z mięty, melisy czy kopru włoskiego) albo mocną czarną herbatę. Dajmy też naszemu układowi pokarmowemu odpocząć - zróbmy sobie przerwę w jedzeniu, odejdźmy od stołu, a najlepiej wyjdźmy na spacer. Jeśli dolegliwości nie ustąpią bądź będą się nasilać, zgłośmy się do lekarza. Pamiętajmy również, że nie tylko brak umiaru w jedzeniu może skończyć się nieprzyjemnie. Podobnie jest z trunkami z procentami - alkohol uszkadza komórki wątroby, pobudza apetyt, a w nadmiarze skutkuje dodatkowo nieprzyjemnym samopoczuciem następnego dnia.

Świąteczne biesiadowanie to spore wyzwanie dla naszego organizmu, a w szczególności dla układu pokarmowego. Aromatyczne i smakowite dania kuszą, ale do ich konsumowania warto podchodzić z rozsądkiem i umiarem. Wówczas ości, alergie pokarmowe czy przejedzenie będą nam niestraszne i będziemy mogli w pełni cieszyć się gwiazdkowymi spotkaniami z bliskimi.


2016-12-20

Jak lekko strawić te Święta?

Im bliżej Bożego Narodzenia, tym częściej w rozmowach pojawia się temat świątecznego menu i obawy o to ile przytyjemy w tym roku. Nadprogramowe kilogramy są niestety bardzo prawdopodobne, bo podczas Świąt jedzenie praktycznie ciągle nam towarzyszy. Jak więc jeść, by się nie przejeść? O kilka rad poprosiliśmy dietetyka.

Odchudź menu
Nie wyobrażasz sobie Świąt bez ryb w panierce smażonych w głębokim tłuszczu, sałatki jarzynowej z majonezem i ciast? To znaczy, że na własne życzenie stawiasz na stole prawdziwe bomby kaloryczne. Tego rodzaju dania to żelazne punkty w bożonarodzeniowym menu w wielu domach i trudno je całkowicie wyeliminować, ale można sprawić, że będą nieco bardziej fit. W jaki sposób? - Podstawowa kwestia to zastąpienie majonezu, którego jedna łyżka ma aż 166 kcal, czymś lżejszym i zdrowszym - jogurtem naturalnym albo typu greckiego - podkreśla dr Monika Dąbrowska-Molenda, dietetyk ze Szpitala Medicover. Ryby najlepiej z kolei upiec w folii w piekarniku. Jeśli już musisz smażyć, zrezygnuj z panierki albo przygotuj jej zdrowszą wersję, na przykład z płatków owsianych. A co z deserami? - Ciasta najlepiej byłoby upiec samodzielnie, bo wówczas ma się większą kontrolę nad składnikami niż w przypadku sklepowych wypieków. Warto też wypróbować nowe przepisy, na przykład zrobić piernik, ale na bazie ciasta marchewkowego. Jego przygotowanie nie jest skomplikowane, a odpowiednio dobrane przyprawy zapewniają charakterystyczny korzenny aromat i smak - radzi dietetyk dr Monika Dąbrowska-Molenda.

Przyprawiaj
Skoro już o przyprawach mowa - warto wiedzieć, że ich używanie nie tylko pozwala dodać smaku potrawom, ale jest też świetnym sposobem, by ograniczyć ilość soli i cukru, a do tego przyśpieszyć przemianę materii i zapobiegać nieprzyjemnym wzdęciom oraz zaparciom. - Dania dobrze jest posypywać koperkiem, który łagodzi zaburzenia pracy jelit, pobudza wydzielanie soków żołądkowych i neutralizuje nieprzyjemne skutki spożywania ciężkostrawnych potraw. Warto sięgać również po pozytywnie oddziałujące na układ trawienny cząber, jałowiec, estragon, kminek, lubczyk, majeranek czy rozmaryn - wymienia dr Monika Dąbrowska-Molenda ze Szpitala Medicover. Przyprawiać można nie tylko dania główne, ale też desery i napoje - oczywiście niekoniecznie pieprzem czy bazylią. Do ciast, a także kompotu, herbaty czy kawy możesz natomiast dodawać na przykład cynamon (zapobiega wzdęciom) i anyż (wspomaga pracę jelit).

Nie siadaj do stołu "na głodniaka"
Na pewno znasz tę sytuację z codzienności - po pracy, w której przez cały dzień twoim jedynym "posiłkiem" była kawa plus batonik, wracasz do domu i praktycznie rzucasz się na lodówkę. W efekcie na twoim talerzu ląduje znacznie więcej jedzenia niż powinno. Nie pozwól, by ta sytuacja przeniosła się również na wigilijną kolację. Według tradycji to dzień postny, więc zaplanuj tego dnia kilka lżejszych, ale regularnych posiłków. Dzięki temu, gdy zaświeci pierwsza gwiazdka, odczujesz delikatny, a nie wilczy głód i ze smakiem zjesz wieczerzę.

Kolejność ma znaczenie
Siadasz przy stole, rozglądasz się i zastanawiasz, od którego przysmaku rozpocząć? Wbrew pozorom, to dość istotna decyzja. Zacznij od tych lżejszych i mniej kalorycznych potraw ze świątecznego menu, a więc na przykład barszczu, ryby w occie, surówki bądź jakiegoś dania gotowanego czy duszonego. W ten sposób zaspokoisz pierwszy głód i zjesz mniej tych cięższych i tłustszych rzeczy. Żeby dodatkowo zmniejszyć ryzyko przejedzenia, warto ze świątecznej zastawy wyeliminować te najobszerniejsze elementy, bo im większy talerz, tym więcej sobie na niego nakładamy i więcej zjadamy.

Delektuj się
Na pewno obiło ci się o uszy, że sygnał o zaspokojeniu głodu dociera z żołądka do mózgu po około 15-20 minutach. Jeśli jesz szybko, przez ten kwadrans w twoim brzuchu możne znaleźć się sporo nadprogramowych porcji świątecznych dań i przekąsek. Żeby ten proces wydłużyć, dokładnie wszystko przeżuwaj - wówczas nie tylko będziesz jeść po prostu wolniej, ale dodatkowo pałaszując ryby zmniejszysz ryzyko połknięcia ości. - Warto też wiedzieć, że trawienie zaczyna się już w jamie ustnej - nasza ślina zawiera bowiem odpowiednio działający enzym - amylazę. Dobre rozdrobnienie pożywienie już wtedy ułatwia także dalsze etapy tego procesu - mówi dietetyk dr Monika Dąbrowska-Molenda.

Nie podjadaj
Już po posiłku, a ty nadal myślisz o tych kilku pierogach czy kawałku sernika schowanym do lodówki? Stop! Podjadanie to prosta droga do nadmiaru kilogramów, a do tego nadprogramowe przekąski potrafią całkowicie rozregulować metabolizm. Pamiętaj o tym także w trakcie gotowania. - Próbując wszystkich przygotowywanych potraw nawet w niewielkiej ilości można dostarczyć sobie sporo kalorii, w dodatku zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy. Tymczasem każda (nawet najmniejsza) łyżka sałatki czy kawałeczek ryby liczy się do całkowitego kalorycznego bilansu - podkreśla dr Monika Dąbrowska-Molenda ze Szpitala Medicover.

Poruszaj się trochę
Nie zmuszamy do tego, by podczas świąt intensywnie trenować, natomiast spacer na świeżym powietrzu każdemu dobrze zrobi. Pozwoli spalić trochę kalorii, pobudzić pracę układu trawiennego, poprawić krążenie i - co też jest nie bez znaczenia - zmusi do tego, by odejść od stołu i sprawi, że stracimy z zasięgu wzroku (i rąk) te wszystkie kuszące smakołyki. Same plusy!


2016-10-24

Walcz z jesienną depresją i chandrą, zadbaj o to co jesz
Kasia Wójs - dyplomowany dietetyk radzi

Większość Polaków zna dobrze ten stan, kiedy pojawia się sezonowa depresja. Brak energii, osłabienie, rozdrażnienie, trudności z koncentracją, senność, niechęć do działania, w końcu nostalgia, a może nawet i smutek. To objawy jesiennej depresji wywołanej brakiem promieni słonecznych, dzięki którym nasz organizm dobrze radzi sobie ze zmienną pogodą. Można zmienić ten stan dbając o odpowiednią dietę.

Polacy szczególnie są podatni na depresje sezonowe jesienią i zimą, kiedy warunki pogodowe wpływają na nasze samopoczucie. Na szczęście, niektóre badania potwierdzają, że stosując odpowiednią gamę produktów w jadłospisie można złagodzić objawy, polepszyć stan zdrowia, poprawić nastrój.

Kasia Wójs

Przeciwutleniacze i wolne rodniki
- W okresie wzmożonej podatności na stany depresyjne warto zadbać o ochronę naszego organizmu przed nadmiernym zniszczeniem przez wolne rodniki przy pomocy przeciwutleniaczy, które odpowiadają za ochronę starzejących się komórek - podpowiada Kasia Wójs, dyplomowany dietetyk - Badania pokazują, że najbardziej narażony jest nasz mózg i chociaż nie ma sposobu na całkowite wyeliminowanie wolnych rodników, można zmniejszyć ich destrukcyjny wpływ poprzez włączenie w dietę więcej witamin typu C i E oraz beta-karoten - dodaje. Produkty bogate w beta-karoten to: morele, brokuły, kantalupa, marchew, brzoskwinie, dynia, szpinak czy słodkie ziemniaki. Witaminę C znajdziemy jagodach, brokułach, grejpfrutach, kiwi, pomarańczach, papryce, ziemniakach, truskawkach i pomidorach. Natomiast w witaminę E, bogate są orzechy, nasiona, oleje roślinne, kiełki pszenicy czy awokado.

Inteligentne węglowodany
Kiedy praca zawodowa wymaga od nas stałej aktywności i kreatywnego podejścia, musimy zadbać o odpowiednią ilość węglowodanów w naszej diecie. Wielu badaczy uważa, że spożywając większą ich ilość nasz mózg produkuje serotoninę, która pozwala walczyć z marazmem, brakiem chęci do działania, a także wpływać na nas uspokajająco. - Wybierając węglowodany warto wybierać mądrze, czyli ograniczyć pokarmy bogate w cukier prosty i te z wysokim indeksem glikemicznym. Zamiast tego warto wybrać produkty o niskim lub średnim indeksie, czyli warzywa i rośliny strączkowe, kasze bezglutenowe oraz w najmniejszych ilościach owoce - mówi Kasia Wójs.

Proteiny bogate w tryptofan
Trzecim sprzymierzeńcem na naszej liście jest białko. Najlepiej zawarte w tuńczyku, indyku, kurczaku, ponieważ zawierają znaczne ilości aminokwasu o nazwie tryptofan, który wspomaga produkcję serotoniny. - Białko warto włączyć w naszą dietę nawet kilka razy dziennie, zwłaszcza gdy chcemy zwiększyć swoją energię. Dobrym źródłem zdrowych białek jest również fasola, groch, chuda wołowina, ser o niskiej zawartości tłuszczu, ryby, mleko, drób, produkty sojowe i jogurt - radzi Kasia Wójs.

Witaminy z grupy B, D oraz selen
Dr Hoffer, współautor książki "Niacin - The Real Story", wskazał, że depresja to w większości przypadków skutek braku witaminy B w ustroju, głównie niacyny (wit. B3). Z jego badań wynika równie, że większe prawdopodobieństwo wystąpienia depresji wykazują także osoby z niskim stężeniem witaminy D. - Witaminy można suplementować sztucznie lub wprowadzić do diety. Rośliny strączkowe, orzechy, owoce ciemnozielone warzywa są źródłem kwasu foliowego. Witaminę B12 można znaleźć we wszystkich chudych i niskotłuszczowych produktach zwierzęcych, takich jak ryby i niskotłuszczowe produkty mleczne. Owoce morza (ostrygi, małże, sardynki, kraby, ryby morskie, słodkowodne i ryby) są doskonałym źródłem selenu - wymienia Kasia Wójs.

Warto pamiętać również o kwasach tłuszczowych z grupy omega-3. Podobnie jak w przypadku witamin jest wiele dostępnych suplementów, które z łatwością uzupełnią nam niedobory wynikające z braku w naszej diecie ryb, które są źródłem między innymi kwasu alfa-linolenowego (ALA). - Jedzmy tłuste ryby, jak anchois, makrela, łosoś, sardynki, tuńczyk, bo zawarte w nich kwasy tłuszczowe pomogą nam w walce z objawami sezonowej depresji - radzi Kasia Wójs - Kwasy omega-3 znajdziemy również w oleju rzepakowym, sojowym, orzechach, zielonych warzywach liściastych, także stosując siemię lniane.

dieta-zdrowie.com


Kasia Wójs - absolwentka Instytutu Żywności i Żywienia im. prof. dr med. Aleksandra Szczygła (Poradnictwo dietetyczne - postępy w żywieniu człowieka) oraz Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach na kierunku: Biologia. Kasia posiada wieloletnie doświadczenie w zakresie doradztwa dietetycznego, analizy badań morfologicznych i fizjologicznych dla osób ze schorzeniami pokarmowymi oraz sportowców wytrzymałościowych na poziomie amatorskim i profesjonalnym. Promuje zdrowy sposób żywienia wśród dzieci i młodzieży. Organizuje wyjazdy edukacyjne dotyczące zdrowego stylu życia, a także bierze udział w licznych imprezach sportowych jako ekspert w zakresie odżywania. Stale współpracuje z mediami jako ekspertka w dziedzinie zdrowego odżywiania, diety sportowej.


2016-10-24

Sześć skutecznych sposobów na chrapanie

Chroniczne zmęczenie, rozdrażnienie, kłótliwość, mniejsza wydajność w pracy i trudności z koncentracją - temu wszystkiemu winne może być chrapanie, które, jak szacują naukowcy, dotyczy już aż 45% z nas. Choć jest wdzięcznym tematem żartów, to w rzeczywistości stanowi poważny problem, bo w parze z nim występuje często bezdech senny, który zwiększa ryzyko wystąpienia chorób serca i układu krążenia, cukrzycy, a nawet udaru mózgu. Jeśli więc bliscy narzekają, że chrapiesz, sprawdź, co możesz zrobić, by to zmienić.

Oczyść nos
Chrapiemy przede wszystkim wtedy, gdy oddychamy nie przez nos, a przez usta - a do tego jesteśmy zmuszeni, gdy jama nosowa jest "zatkana". Warto więc zadbać o jej oczyszczenie, ułatwiając tym samym powietrzu swobodny przepływ. Jak to zrobić? Przede wszystkim sprawdzając, co jest przyczyną tej nieprzyjemnej dolegliwości - może nią być na przykład zbagatelizowana infekcja, alergia czy stan zapalny zatok. Doraźnie pomoże wzięcie przed snem gorącego prysznica lub kąpieli czy domowa inhalacja - dzięki temu para udrożni górne drogi oddechowe (by wzmocnić jej działanie, można do wody wlać kilka kropli olejku sosnowego albo eukaliptusowego).

Unikaj spania na plecach
- Spanie na wznak sprzyja chrapaniu, ponieważ język opada wówczas ku tyłowi. Zwęża w ten sposób drogi oddechowe i blokuje swobodny przepływ powietrza, które przedostając się przez taką utrudnioną "trasę" wprawia w wibracje wiotką część podniebienia i nasadę języka, generując nieprzyjemne dźwięki - tłumaczy dr n. med. Marta Held-Ziółkowska, specjalista otolaryngolog ze Szpitala Medicover. Warto więc przede wszystkim wyrobić u siebie nawyk układania się do snu na boku, a za plecami położyć poduszkę, która w nocy będzie utrudniała przewrócenie się na wznak.

Zadbaj o wilgotność powietrza
Chrapanie nasila się, gdy śpimy w pomieszczeniu, w którym powietrze jest suche. Z tego powodu warto zadbać o jego dobre nawilżenie. Nie trzeba od razu inwestować w profesjonalny nawilżacz - wystarczy na przykład rozwiesić w pomieszczeniu wilgotne ręczniki bądź ustawić w pokoju naczynie z wodą, która będzie naturalnie parować.

Miej wagę pod kontrolą
- Nadwaga i otyłość oznaczają odkładanie się zbędnej tkanki tłuszczowej nie tylko na brzuchu czy udach, ale też w okolicy szyi. Podczas snu uciska ona drogi oddechowe, a ich zmniejszona drożność sprawia, że powietrze musi przedostawać się przez gardło pod znacznie większym ciśnieniem. To może sprawić, że zaczynamy chrapać bądź będzie wzmagać ten problem, jeśli mieliśmy z nim do czynienia już wcześniej - tłumaczy dr n. med. Marta Held-Ziółkowska. Dlatego zarówno ze względów ogólnozdrowotnych, jak i w celu wyeliminowania nieprzyjemnych sennych odgłosów, warto zadbać o utrzymywanie prawidłowej masy ciała. Poprawę często daje utrata już kilku nadprogramowych kilogramów.

Uważaj na używki
Alkohol uważany jest za jeden czynników sprzyjających chrapaniu, ponieważ dodatkowo obniża napięcie i tak już rozluźnionych podczas snu mięśni gardła (podobne działanie mają niektóre leki, m.in. te nasenne, uspokajające i antyhistaminowe, które stosuje się przy leczeniu alergii). Specjaliści zalecają, by napojów z procentami nie pić przynajmniej przez trzy-cztery godziny przed snem. Spokojnym (i cichym) snom nie sprzyja też palenie tytoniu, ponieważ dym podrażnia błonę śluzową wyścielającą jamę nosową i gardło, powoduje jej przekrwienie i może prowadzić do stanów zapalnych oraz obrzęków, które skutkują zwężeniem dróg oddechowych.

Skorzystaj z pomocy lekarza
Lekarze mają dziś do dyspozycji co najmniej kilka skutecznych sposobów na to, by na stałe wyeliminować chrapanie, a wybór konkretnej metody uzależniony jest od przyczyny problemu. Jeśli winne są przerośnięte migdałki, skrzywiona przegroda nosowa bądź choroby zatok, konieczna może być operacja. Jeżeli natomiast powodem chrapania jest wiotczenie mięśni podniebienia miękkiego, wykonuje się specjalny zabieg, który pozwala na ich usztywnienie. - Przeprowadza się go w znieczuleniu miejscowym, a cała procedura trwa tylko kilkanaście minut i polega na wprowadzeniu do podniebienia miękkiego trzech cienkich implantów Pillar - są to niewielkie paseczki o średnicy 2 mm i długości 18 mm, wykonane z materiału, który służy też do produkcji między innymi zastawek serca czy nici chirurgicznych - tłumaczy dr n. med. Marta Held-Ziółkowska ze Szpitala Medicover. - Implanty te są niewidoczne i niewyczuwalne przez pacjenta, nie powodują też jakichkolwiek trudności podczas mówienia czy połykania - dodaje. Przy zbyt długim i wiotkim podniebieniu można również wykonać jego skrócenie, stosując mało bolesną metodę chirurgii radiofalowej.


2016-10-25

Jesień - sezon na zawały

Zaduch, upał, ostre słońce - mogłoby się wydawać, że dla osób mających problemy z krążeniem to właśnie wakacje są czasem, gdy powinny szczególnie uważać na swoje serce. Badania pokazują jednak, że to wcale nie latem występuje najwięcej zawałów. Dla "sercowców" dużo groźniejsza jest jesień. Dlaczego tak się dzieje i jak pogoda wpływa na nasze zdrowie?

Jak pokazują badania, u osób po 70. roku życia w okresie jesienno-zimowym odnotowuje się aż 32% więcej zawałów niż w lecie. To zastanawiające, bo teoretycznie mogłoby się wydawać, że to te cieplejsze miesiące roku są bardziej wymagające dla naszego organizmu. Dlaczego więc tak się dzieje? - Jest wiele teorii wyjaśniających to zjawisko. Jedna z nich mówi na przykład, że zmiana temperatury na chłodniejszą powoduje aktywację układu współczulnego, przez co we krwi zwiększa się stężenie hormonów, takich jak adrenalina i noradrenalina, a to z kolei prowadzi do skurczu tętnic, przyspieszenia rytmu serca i wzrostu ciśnienia. Dodatkowo w chłodniejsze dni obserwuje się także zwiększenie aktywności czynników krzepnięcia krwi - mówi dr Adam Brzozowski, kardiolog ze Szpitala Medicover.

Idealne warunki dla zdrowia
Badania, które przeprowadzono aby dokładnie sprawdzić związek między pogodową aurą a naszym stanem zdrowia pokazują, że największy wpływ na układ krążenia ma temperatura powietrza. Za idealną dla naszego organizmu uważa się 23,3°C, a zdaniem naukowców zarówno wyższa, jak i niższa zwiększa ryzyko wystąpienia zawału. Z badań wynika również, że każde zmniejszenie jej o 10°C zwiększa częstotliwość incydentów sercowo-naczyniowych o 13%. Badacze określili także najkorzystniejsze ciśnienie dla naszego organizmu - wynosi ono 1016 hPa. Musimy jednak pamiętać, że wbrew utartym poglądom, ciśnienie atmosferyczne nie wpływa diametralnie na nasze ciśnienie krwi, a raczej na ogólne samopoczucie. Ciśnienie fizjologiczne regulują bowiem naturalne procesy naszego organizmu, a on dąży do zachowania homeostazy, czyli jak najbardziej stałych i harmonijnych parametrów. - Pacjenci mogą bardzo różnie reagować na pogodę. U części z nich spadek ciśnienia atmosferycznego może spowodować obniżenie ciśnienia tętniczego krwi, u innych jego delikatny wzrost. Nie ma więc jednej reguły, bo sytuacja jest zawsze bardzo indywidualna. Z tego powodu nie można określić uniwersalnych zaleceń czy wskazówek dotyczących tego, jak postępować z pacjentem sercowo-naczyniowym, gdy zapowiadane są jakieś gwałtowne zmiany czy zawirowania pogodowe - dodaje kardiolog dr Brzozowski.

Pod uwagę powinniśmy brać nie tylko temperaturę i ciśnienie, ale także wiatr, ponieważ istnieje pewna korelacja pomiędzy jego siłą, a nawet kierunkiem a występowaniem zawałów. Na podstawie badań przeprowadzonych w krajach śródziemnomorskich wykazano niekorzystny wpływ wiatrów południowych na układ krążenia i zwiększone zagrożenie ataku serca w czasie ich występowania. Potwierdzają to także obserwacje przeprowadzone w Polsce, wskazujące podwyższoną liczbę zapadalności na zawał, gdy wieje halny.

Prognoza na lekarza
Niektórym z nas taka meteopatyczna reakcja organizmu może wydawać się czymś bardzo błahym, na co nie warto zwracać uwagi. Jednak nie tylko nasze indywidualne samopoczucie, które zmienia się wraz z atmosferyczną aurą, ale także i naukowe badania udowadniają, że pogoda ma większy wpływ na nasza kondycję i stan zdrowia, niż nam się wydaje. - Należy też pamiętać, że wiele schorzeń sercowo-naczyniowych może przebiegać w początkowej fazie zupełnie bezobjawowo. Właśnie przy zmianach warunków pogodowych mogą dać o sobie znać po raz pierwszy - mówi dr Adam Brzozowski ze Szpitala Medicover. - Z drugiej strony nie możemy jednak popadać ze skrajności w skrajność, bo reakcje naszego organizmu na zmianę frontu atmosferycznego mogą być też zupełnie niegroźne. Nie powinniśmy więc obsesyjnie śledzić wahań temperatur czy drżeć z obawy o zdrowie przy każdej zmianie pór roku. Po prostu - uważnie obserwujmy swój organizm przy różnych warunkach pogodowych, a jeśli zauważymy pewną powtarzalność lub coś nas zaniepokoi, koniecznie skonsultujmy to lekarzem - dodaje.

Jeśli specjalista stwierdzi jakiekolwiek nieprawidłowości w funkcjonowaniu naszego serca bądź układy naczyniowego - skieruje nas na badania. Wachlarz możliwości jest tutaj bardzo szeroki. - W zależności od potrzeb możemy zalecić na przykład EKG spoczynkowe, wysiłkowe czy z wykorzystaniem holtera, echokardiografię, USG tętnic szyjnych czy naczyń obwodowych, a nawet screening serca - czyli wykonywany w przeciągu zaledwie jednego dnia cały zestaw badań, które dostarczą kompleksowych informacji o ewentualnych zmianach w układzie sercowo-naczyniowym czy ryzyku zawału i będą podstawą dla planowania dalszej diagnostyki i leczenia - tłumaczy kardiolog dr Adam Brzozowski ze Szpitala Medicover.


2016-09-12

Zmotywuj się do zmiany stylu życia na zdrowszy w pięciu krokach

"Teraz naprawdę się postaram. Zacznę od jutra... Od poniedziałku... Od Nowego Roku..." Ile już razy próbowałaś zrzucić zbędne kilogramy, zdrowo jeść czy regularnie ćwiczyć? Wszystkie twoje dotychczasowe próby ostatecznie i tak kończyły się fiaskiem? Chcesz, by tym razem było inaczej? Poznaj pięć sposobów na to, jak się zmotywować i ułatwić sobie wytrwanie w postanowieniach. Tym razem nie czekaj z wprowadzeniem ich w życie - zacznij od razu!

Po pierwsze: W grupie raźniej
Myślisz o tym, żeby zacząć działać, ale nie wiesz, czy starczy Ci zapału? Wytrwać w postanowieniach samodzielnie jest o wiele trudniej niż w grupie. Dlatego znajdź przynajmniej jednego sprzymierzeńca, z którym będziecie nawzajem pozytywnie nakręcać się do działania, dzielić bolączkami, radami i osiąganymi rezultatami. Nawet jeśli nie masz nikogo takiego w pobliżu, nie martw się, bo z pomocą przychodzą dziś nowe technologie. Wystarczy założyć grupę dyskusyjną na przykład na jednym z portali społecznościowych - to doskonały sposób, by wymieniać się zdjęciami, planami treningowymi i ćwiczeniami nawet ze znajomymi, którzy mieszkają na drugim końcu świata.

Po drugie: Proś o pomoc
Zdecydowałaś już, że chcesz schudnąć lub po prostu zdrowiej żyć - to świetnie, bo to znaczy, że za tobą ten pierwszy, najważniejszy krok. Czas na postawienie kolejnych, co jednak wcale nie jest takie proste, gdy działa się na własną rękę, bo w ten sposób można wyrządzić sobie więcej szkody niż pożytku. - Przyczyn otyłości, ciągle powracającej nadwagi czy złego samopoczucia może być wiele, dlatego żeby skutecznie im przeciwdziałać, należy najpierw poznać źródło problemu, a następnie znaleźć indywidualnie dopasowane remedium - zwraca uwagę dr n. med. Patrycja Wachowska-Kelly lekarz prowadzący pacjentów otyłych w Szpitalu Medicover. Lekarze podkreślają, że redukcja zbyt wysokiej masy ciała to złożony i długofalowy proces, którym trzeba zając się kompleksowo, biorąc pod uwagę zarówno stan fizyczny, jak i psychiczny, a także predyspozycje genetyczne. - Dlatego dziś leczenie otyłości nie opiera się już tylko na konsultacjach z dietetykiem. Nasi pacjenci mają też do dyspozycji innych specjalistów - psychologa żywienia, bariatrę, a nawet indywidualnego trenera. Takie wsparcie pozwala zrzucić zbędne kilogramy skutecznie i bezpiecznie dla zdrowia, a jednocześnie zminimalizować ryzyko wystąpienia efektu jo-jo - dodaje dr Wachowska-Kelly.

Po trzecie: Przygotuj się
Jeśli nie chcesz, aby zapał do działania zgasł już po kilku dniach, najpierw dobrze przygotuj się do tej zmiany. Po pierwsze datę jej startu ustal tak, aby przypadała wtedy, kiedy w perspektywie przynajmniej trzech najbliższych tygodni nie masz zaplanowanych dużych uroczystości czy świąt, podczas których ciężko będzie odmówić sobie słodkości czy niezdrowych dań. Dodatkowo daj sobie około tygodnia na to, aby opróżnić lodówkę i kuchenne szafki z tych produktów, które w twojej diecie są niedozwolone. Nie namawiamy Cię ani do ich wyrzucania, ani do najadania się "na zapas" - najlepiej po prostu je rozdać. Następnie wybierz się na zakupy i kup jedynie te rzeczy, których potrzebujesz do przygotowania posiłków na najbliższe kilka dni w oparciu o nowy jadłospis. Takie przygotowania sprawią, że rezygnacja z niezdrowych przekąsek będzie dużo łatwiejsza, bo po prostu nie będzie ich pod ręką.

Po czwarte: Łącz przyjemne z pożytecznym
Zmiana trybu życia na zdrowszy to nie tylko restrykcyjna dieta i mordercze ćwiczenia. Planując swoją metamorfozę zadbaj o to, aby znalazło się w niej miejsce także na małe przyjemności, takie jak na przykład wizyty w salonie kosmetycznym, gdzie poddasz się relaksującemu i ujędrniającemu masażowi, grill z przyjaciółmi, na którym królować będą warzywa i zdrowe koktajle czy zakupy, podczas których wybierzesz piękne stroje do ćwiczeń czy nowe sportowe buty. Postaraj się czerpać jak najwięcej przyjemności z zaplanowanej zmiany już podczas jej trwania, a nie tylko obsesyjnie czekać na pierwsze widoczne efekty. Takie nastawienie pozwoli Ci podejść do nowych wyzwań z podwójnym zapałem, a cały proces wpłynie pozytywnie nie tylko na twoją kondycję fizyczną, ale i psychiczną.

Po piąte: Zapisuj
Pamięć ludzka bywa wybiórcza - w szczególności, gdy chodzi o małe grzeszki. Tymczasem często zdarza się, że choć jesteśmy na diecie, to tu skubniemy mały kawałek ciasta, tam sięgniemy po kosteczkę czekolady. Tymczasem jak wskazują badania wystarczy spożywać zaledwie 100 kcal dzienne więcej niż potrzebuje nasz organizmu, by w ciągu roku przytyć nawet 5 kg! Dlatego też bez względu na to czy jesz jabłko, czy czekoladowego batona - wszystko skrupulatnie zapisuj. Tylko tak systematycznie prowadzony dziennik pozwoli Ci naprawdę poznać i kontrolować twoje nawyki żywieniowe, a w konsekwencji zmienić te przyzwyczajenia, które Ci nie służą. - Taki dziennik to również cenne źródło wiedzy na temat pacjenta dla dietetyka i lekarzy. Na jego podstawie możemy bowiem przede wszystkim stwierdzić, gdzie popełnia on ewentualne błędy, ale także analizując najczęściej wybierane smaki ułożyć zdrowy jadłospis dopasowany nie tylko do indywidualnych potrzeb organizmu i stylu życia, ale też kulinarnego gustu. To również zwiększa szanse na wytrwanie na diecie - mówi lekarz internista dr Patrycja Wachowska-Kelly ze Szpitala Medicover.


2016-09-12

Jesienią traktuj skórę wyjątkowo

Jesień i zima to idealny moment na to, by zadbać o swoją skórę i poddać się zabiegom kosmetycznym. W czasie, gdy za oknem panują niższe temperatury oraz mamy do czynienia z mniejszym promieniowaniem słonecznym, nasz naskórek nie tylko szybciej się regeneruje, ale także możemy po zabiegach dużo łatwiej uniknąć podrażnień.

Po wakacjach skóra staje się szara, matowa i zmęczona. Na naszą niekorzyść działa także mniejsza ilość naturalnego światła oraz centralne ogrzewanie, które bardzo mocno wysusza naskórek. Jak dodać energii cerze oraz jak poprawić jej kondycję?

Czas na regeneracje
Długotrwałe działanie promieni słonecznych oraz wysokie, letnie temperatury sprawiają, że nasza skóra staje się przesuszona i spragniona odpowiedniego nawilżenia. Dlatego właśnie teraz warto poddać się zabiegom złuszczającym, oczyszczającym i regenerującym. - Pielęgnację należy rozpocząć od prawidłowego oczyszczenia skóry, w tym przypadku niezawodne będą wszelkiego rodzaju peelingi kawitacyjne, wykorzystujące fale ultradźwiękowe - mówi Agnieszka Kowalczyk, kosmetolog w poznańskiej Klinice Urody Mona Lisa. - Pozwolą one w bezbolesny sposób usunąć nadmiar sebum z porów i mieszków włosowych oraz pozbyć się zrogowaciałego naskórka, zaskórników i bakterii - dodaje.

Bardzo ważne jest również intensywne nawilżanie i regeneracja skóry. Po dokładnym oczyszczeniu, idealnym zabiegiem będzie mikrodermabrazja korundowa, która działa nie tylko na zasadzie pellingu mechanicznego, ale dodatkowo stymuluje ona odnowę komórkową. - Mikrodermabrazja SKIN JET polega na mechanicznym ścieraniu naskórka, warstwa po warstwie, za pomocą specjalnej głowicy pokrytej sterylnymi mikrokryształkami kordunu - wyjaśnia Agnieszka Kowalczyk, kosmetolog. - Tego rodzaju zabieg nie tylko oczyszcza i odmładza skórę, ale także rozjaśnia niewielkie przebarwienia, spłyca cienkie linie zmarszczek oraz rozszerzone pory.

Bardzo często jesienią skarżymy się na, to, że nasza skóra jest matowa i poszarzała. Aby dodać cerze energii idealne będą zabiegi rozluźniające i rozpuszczające obumarłe komórki. - Popularnymi zabiegami regenerującymi są peelingi migdałowe, mlekowe oraz owocowe - mówi Agnieszka Kowalczyk, kosmetolog w poznańskiej Klinice Urody Mona Lisa. - Zabiegi te złuszczają martwe komórki naszego naskórka, przyspieszają metabolizm komórek, pozwalają spłycić zmarszczki oraz poprawić napięcie i elastyczności skóry.

Lifting bez skalpela
Oprócz oczyszczania i regeneracji skóry, warto pomyśleć także o jej odmłodzeniu. Coraz popularniejsze stają się nowoczesne i nieinwazyjne zabiegi, które pozwalają uzyskać widoczny efektu liftingu, świeżość i promienność zaraz po wyjściu z gabinetu. - Infuzja tlenowa to nowa technologia, która polega na wtłaczaniu preparatów aktywnych do głębokich warstw skóry za pomocą czystego tlenu - wyjaśnia Agnieszka Kowalczyk, kosmetolog z Kliniki Urody Mona Lisa. - Jest to rewolucyjna metoda odmładzania skóry, nawilżania na poziomie komórkowym oraz redukcji zmarszczek, z której korzysta już wiele światowych gwiazd - dodaje.

Inną technologią, która działa, jak lifting wykonywany bez użycia skalpela jest FOCUS RF. Metoda ta wykorzystuje działania bipolarnej fali radiowej, jest w stanie bardzo szybko i bez bólu poprawić wygląd naszej skóry - Ta nowoczesna metoda, oprócz zagęszczenia skóry i zmniejszenia zmarszczek, powoduje także znaczną poprawę cyrkulacji limfy, a co za tym idzie - zmniejszenie sińców i obrzęków wokół oczu - wyjaśnia Agnieszka Kowalczyk.

Dzięki coraz bardziej zaawansowanej technologii możemy osiągnąć efekt liftingu i wyraźnego odmłodzenia bez konieczności ingerencji chirurga, bólu, leczenia blizn pooperacyjnych i rekonwalescencji. Dodatkowo, poddając się zabiegom o tej porze roku, mamy pewność, że wszelkiego rodzaju obrzęki będą mniej widoczne, a organizm zdecydowanie szybciej wróci do formy.


2016-09-12

Odzyskać kobiecość po porodzie

Dodatkowe kilogramy, rozstępy czy gorsza kondycja skóry po ciąży - to nie jedyne kwestie, którymi martwią się przyszłe i świeżo upieczone mamy. Poród może bowiem powodować pewne "skutki uboczne", które utrudniają odzyskanie pewności siebie, szczególnie w sferze intymnej i kontaktach seksualnych. Są jednak sposoby, aby tym problemom zaradzić, a dziedzina medycyny, która zajmuje się nimi na co dzień rozwija się w zawrotnym tempie.

Pomóż naturze
Sześć tygodni - tyle według specjalistów trwa połóg, czyli najkrócej mówiąc okres cofania się zmian, jakie zaszły w organizmie kobiety podczas ciąży. Powrót do formy sprzed porodu to jednak sprawa bardzo indywidualna. Niektóre świeżo upieczone mamy czują się doskonale praktycznie od razu i błyskawicznie odnajdują się w swojej roli i nowych okolicznościach, innym dojście do siebie zarówno psychicznie, jak i fizycznie zabiera dużo więcej czasu. - Prostej reguły nie ma, także jeśli chodzi o sferę intymną. Ciało kobiety po porodzie ma niesamowite naturalne właściwości regeneracyjne, ale pewne zmiany, które dokonują się podczas wydania dziecka na świat, w szczególności, gdy dzieje się to drogami natury, samoczynnie niestety się nie cofną - mówi dr n. med. Małgorzata Uchman-Musielak, ginekolog ze Szpitala Medicover. - Niektóre z pań akceptują taki stan rzeczy i nie czują potrzeby interwencji lekarskiej. Rośnie jednak liczba pacjentek, które po kilku czy kilkunastu miesiącach od porodu (a nawet później) wracają do specjalisty z pytaniami i problemami związanymi na przykład z wyglądem i stanem pochwy czy już nie tak samo jak dawniej satysfakcjonującym życiem seksualnym. Coraz więcej pań jest też świadomych tego, że to nie fanaberia czy trywialny temat, o którym nie wypada rozmawiać, ale pewien defekt, który z powodzeniem można leczyć - dodaje.

Lifting nie tylko u kosmetyczki
Chirurgia plastyczna czy estetyczna kojarzy się nam w pierwszej kolejności z odsysaniem tłuszczu, operacją nosa czy korekcją piersi, a takie części ciała, jak pochwa, srom czy punkt G to dla większości z nas pojęcia, które nijak mają się do wspomnianych dziedzin. Jak jednak przekonują specjaliści, zabiegi związane ze sferą intymną to już dziś norma, a ginekologia estetyczna, czyli dziedzina, która się nimi zajmuje, rozwija się w błyskawicznym tempie. Dzięki temu na przykład lifting czy mezoterapia pochwy, ujędrnianie warg sromowych albo ostrzyknięcie mięśni pęcherza botoksem nie tylko nie przywodzą już na myśl nazw wyłącznie z gabinetów kosmetycznych, ale w dodatku mają wymiar zarówno estetyczny i poprawiają komfort życia pacjentek, jak i zdrowotny. - Wystarczy wspomnieć chociażby o jednym z najczęściej pojawiających się po porodzie problemów natury intymnej, czyli tak zwanej luźnej pochwie. Rozciągnięcie jej ścian drastycznie obniża satysfakcję ze zbliżeń intymnych, a w dodatku zbyt szerokie wejście do pochwy zwiększa ryzyko występowania infekcji - tłumaczy dr n. med. Małgorzata Uchman-Musielak.

Dla młodych i starszych mam
W ramach ginekologii estetycznej możemy skonsultować praktycznie wszystkie kwestie fizyczne, które powodują nasze skrępowanie w relacjach seksualnych bądź dyskomfort, a oferta i możliwości w zakresie korekty wewnętrznych i zewnętrznych narządów intymnych są naprawdę duże. Najpopularniejszym z zabiegów zalecanych przy zbyt szerokim wejściu do pochwy, co najczęściej dotyka kobiety po porodzie, jest jej lifting. - Polega on na wprowadzeniu do przedsionka pochwy specjalnych nici Happylift. Efektem jest uniesienie, ujędrnienie i zwężenie wejścia do pochwy - tłumaczy ginekolog dr n. med. Małgorzata Uchman-Musielak. Często potrzebę interwencji lekarskiej dostrzegają nie tylko młode mamy, ale także dojrzalsze panie, które dopiero z wiekiem zauważają konsekwencje, jakie miał dla nich poród i zgłaszają się do gabinetu już w okolicach menopauzy. Najczęściej decydują się one wtedy na mezoterapię pochwy, która przeprowadzana jest w celu jej ujędrnienia, zwiększenia elastyczności oraz nawilżenia. Dodatkową motywacją do wykonania tego zabiegu bywają względy zdrowotne, jest on bowiem zalecany w przypadku nawracających infekcji oraz zmian atroficznych śluzówki pochwy zachodzących u kobiet w wyniku spadku poziomu estrogenów w okresie menopauzy. Panie te bardzo często skarżą się też na wysiłkowe nietrzymanie moczu, które często jest wynikiem przebytego porodu siłami natury. - W ramach ginekologii estetycznej wysiłkowe nietrzymanie moczu leczymy też między innymi za pomocą przypominającego konsystencją silikon specjalnego preparatu Urolastic, który po znieczuleniu wstrzykuje się w okolice cewki moczowej, co poprawia jej mechanizm zamykający - tłumaczy dr n. med. Małgorzata Uchman-Musielak ze Szpitala Medicover. Inną metodą jest laserowa korekcja, która powoduje obkurczenie ścianek pochwy, a w konsekwencji ich wzmocnienie i przywrócenie kontroli nad pęcherzem.

Ginekologia estetyczna to dziedzina, która na dobre zagościła w wielu placówkach medycznych, a coraz więcej kobiet oswaja się z tym zagadnieniem i możliwościami, jakie daje. - To dobry znak, bo pokazuje, że z najnowszych technologii w kontekście zdrowia zaczynamy korzystać już nie tylko w sytuacjach ekstremalnych czy w obliczu zagrożenia życia, ale także wtedy, gdy mogą po prostu poprawić jego komfort na co dzień - podsumowuje dr n. med. Małgorzata Uchman-Musielak.


2016-06-02

Screening - tajemniczy sposób na zdrowie

Screening stanu zdrowia - o tym dość zagadkowo brzmiącym sformułowaniu zrobiło się niedawno głośno dzięki Ewie Chodakowskiej. Popularna trenerka postanowiła wykonać go prewencyjnie i w ten sposób "prześwietlić" swój organizm od stóp do głów, a przy okazji zachęcić fanów do zdrowotnej profilaktyki. Na czym polega taki "przegląd" i dlaczego o badaniach powinniśmy pamiętać nawet wtedy, gdy czujemy się świetnie?

Nie zawsze boli...
Nowotwór, miażdżyca, guz, tętniak czy udar mózgu - tego rodzaju choroby większość z nas przerażają, bo stanowią poważne zagrożenie nie tylko dla zdrowia, ale i życia. Niewielu z nas zdaje sobie jednak sprawę z tego, że w rzeczywistości wcale nie muszą być aż tak groźne. Jest jednak pewien podstawowy warunek - muszą zostać szybo wykryte, bo im wcześniejsza diagnoza, tym większe szanse na skuteczne leczenie. To nie takie trudne, ale pod pewnym warunkiem. Jakim? Chodzi o regularne poddawanie się profilaktycznym badaniom, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nic nam nie dolega. Dlaczego to takie ważne? - Nie bez powodu mówi się na przykład, że rak nie boli, ale schorzeń, które przez długi czas potrafią rozwijać się "po cichu" i bez żadnych charakterystycznych objawów, jest więcej. Prawdziwą tykającą bombą może być na przykład guz mózgu lub tętniak naczyń mózgowych. Wtedy choć na zewnątrz nic nam nie dolega i czujemy się dobrze, w naszym ciele mogą już zachodzić pewne niekorzystne zmiany - ostrzega dr n. med. Ewa Kempisty-Jeznach, Kierownik Kliniki Medycyny Wellness ze Szpitala Medicover.

Regularność przede wszystkim
Większą uwagę do badań powinniśmy zacząć przywiązywać w szczególności po 30. urodzinach. Wykonywanie ich regularnie (nawet wtedy, gdy dobre samopoczucie nam dopisuje) sprawi, że wejdzie nam to w nawyk, a dodatkowo zwiększy szanse na to, że w przyszłości choroba nas nie zaskoczy. Ich dobór i częstotliwość uzależniona jest przede wszystkim od płci, wieku czy obciążeń genetycznych, ale są pewne zasady, które obowiązują wszystkich. - Raz w roku powinniśmy między innymi przebadać krew, zrobić morfologię i sprawdzić poziom cukru oraz cholesterolu. Ważne jest też wykonanie analizy moczu, RTG płuc, USG jamy brzusznej i EKG. To pewne minimum, które dostarcza podstawowych informacji o stanie zdrowia - mówi dr n. med. Patrycja Wachowska-Kelly ze Szpitala Medicover.

Osiem godzin i wiesz wszystko
Od czasu do czasu warto także zrobić bardziej szczegółowy "przegląd" swojego organizmu, poddając się również tym bardziej skomplikowanym badaniom. Które z nich powinniśmy wykonać i jak znaleźć na to czas? Placówki medyczne robią dziś wszystko, by cała procedura była jak najmniej czasochłonna i uciążliwa, a jednym ze sposobów na to by przebadać się od stóp do głów w stosunkowo krótkim czasie jest tak zwany screening. O tym rozwiązaniu zrobiło się głośno między innymi dzięki Ewie Chodakowskiej, która skorzystała z niego w warszawskim Szpitalu Medicover. Na czym polega? - Screening to kompleksowy zestaw profilaktycznych badań, na który składają się między innymi szerokie testy laboratoryjne, badanie genetyczne całego ciała, rezonans magnetyczny i tomografia komputerowa, a także badanie rentgenowskie i USG. To co jest bardzo istotne dla pacjentów, to fakt, że wykonanie ich wszystkich trwa nie dłużej niż jeden dzień, w praktyce maksymalnie osiem godzin - mówi Anna Jerka, kierownik operacyjny z Kliniki Medycyny Wellness w Szpitalu Medicover. W ramach screeningu bada się kondycję wszystkich najważniejszych układów i narządów. - Mając na uwadze to, że obecnie 46% zgonów spowodowanych jest chorobami układu krążenia, a 25% chorobami nowotworowymi, przywiązujemy w jego ramach dużą wagę do diagnostyki w tym kierunku i identyfikacji czynników ryzyka zachorowań - dodaje. Screening umożliwia wykrycie na przykład cukrzycy czy miażdżycy we wczesnym stadium, ognisk nowotworów, a także wszelkich stanów zapalnych. Wyniki pozwalają również ocenić zagrożenie udarem mózgu czy zawałem, a u kobiet zweryfikować predyspozycje do nowotworów piersi, jajników i szyjki macicy. - U 70% badanych w ramach screeningu wykryliśmy zmiany chorobowe. Wśród nich były też poważne schorzenia, takie jak nowotwory czy tętniaki mózgu. Dzięki szybkiej diagnozie mogliśmy od razu zainterweniować, dzięki czemu dziś osoby te cieszą się dobrym zdrowiem - mówi dr n. med. Ewa Kempisty-Jeznach ze Szpitala Medicover.

Zabiegani, zestresowani, ciągle zajęci... - tą krótką charakterystyką można by podsumować wielu z nas. Zawsze znajdzie się też coś teoretycznie pilniejszego niż profilaktyczne badania. Tymczasem dziś ich wykonanie wcale nie oznacza, że trzeba wziąć kilka dni urlopu i spędzić ten czas w szpitalu. Warto więc raz w roku wygospodarować jeden dzień, by zadbać o to co najważniejsze - o zdrowie.


2016-06-02

Ajurweda - na co pomogą staroindyjskie masaże

Chcemy żyć długo i zdrowo. Wybieramy organiczną żywność i zdrowy tryb życia. Wielu z nas aby się wyciszyć decyduje się na zajęcia jogi. W ostatnich latach Polacy usłyszeli też o ajurwedzie. Na jakie schorzenia mogą pomóc nam coraz popularniejsze indyjskie masaże?

Ajurwedzie towarzyszą zazwyczaj skrajne emocje - od zachwytu po lekceważenie z wyższością charakterystyczną dla człowieka Zachodu. Tę drugą postawę idealnie wyraża krążąca po Internecie oś czasu opisująca ostatnie 4000 lat medycyny: * 2000 p.n.e. - Masz, zjedz ten korzeń! | * 1000 n.e. - Ten korzeń to herezja! Masz, odmów tę modlitwę! | * 1865 n.e. - Ta modlitwa to przesąd! Masz, wypij ten syrop! | * 1935 n.e. - Ten syrop to olej z węża! Masz, łyknij tę pastylkę! | * 1975 n.e. - Ta pastylka nie działa! Masz, weź ten antybiotyk! | * 2000 n.e. - Ten antybiotyk jest trucizną! Masz, zjedz ten korzeń!

Takie stereotypowe podejście jest jednak dla ajurwedy zdecydowanie krzywdzące. W 1979 roku została ona zaakceptowana przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) jako koncepcja zdrowia i terapii, a do jej narzędzi należą m.in. chirurgia.

Na czym polega ajurweda? Lekarze ajurwedyjscy twierdzą, że nasza planeta i wszystko co się na niej znajduje składa się z pięciu podstawowych elementów: ziemi, wody, ognia, powietrza i przestrzeni. Człowiek i to co go otacza jest więc kombinacją wspomnianych składników, a zdrowie to nic innego, jak utrzymywanie harmonijnej równowagi pomiędzy tymi składnikami. Dla każdego z nas równowaga oznaczać będzie jednak co innego. W uproszczeniu powiedzieć można, że medycyna indyjska wyróżnia trzy typy energii (dosze), a każdy człowiek charakteryzuje się unikalną relacją pomiędzy nimi. Zadaniem ajurwedy jest odczytanie czy któraś ze wspomnianych energii jest w nierównowadze i przywrócenie harmonii. Sposobów na to jest wiele. - Tradycje ajurwedyjskie obejmują ziołolecznictwo, dietetykę, yogę, masaże, medytacje, jak również ćwiczenie oddechowe. O statusie ajurwedy może świadczyć fakt, że ponad 90% populacji Indii korzysta z ajurwedyjskich dokonań - czy to w wymiarze medycznym, czy duchowym - mówi Ramakrishna Nagaray, absolwent prestiżowego Haritha Institute of Ayurvedic Studies w indyjskim Thiruvananthapuram, pracujący w The SPA w Hotelu DoubleTree by Hilton Warsaw.

Na co pomoże masaż ajurwedyjski? Masaż ajurwedyjski to bardzo pojemne hasło, obejmujące szeroki zakres technik masażu. W przypadku poszczególnych schorzeń stosuje się oczywiście różne zabiegi. Najbardziej popularne to: * Sirodara - na bezsenność, nadciśnienie, depresję i bóle głowy; * Pinda Sweda - na bóle stawów i problemy neurologiczne; * Shasti-shali pinda sweda - na problemy neurologiczne; * Na Sweda - na bóle stawów; * Kati-Vasti - na ból pleców, wypadnięcie dysku, przepuklinę kręgosłupa; * Janu Vasti - na bóle stawów kolana, zwyrodnienia stawów; * Shirovasti - na zaburzenia neurologiczne, problemy mózgowe; * Uttara Vasti - na problemy z płodnością, zaburzenia moczowo-płciowe; * Udwartanam - na problemy skóry, zbyt wysoką masę ciała; * Tarpanam - na schorzenia oczu; * Pizhichil - na paraliż i inne problemy neurologiczne, bóle stawów.

Czy to rzeczywiście działa? Pani Magdalena, jedna z pacjentek Ramakrishny Nagaraya, nie ma wątpliwości. - Masaż Ayurwedyjski nie jest zwykłym masażem... To niesamowite przeżycie i relaksujący seans. Tego nie da się opisać - to trzeba przeżyć! Korzystam z niego regularnie, przynajmniej raz w tygodniu, kiedy tylko czas mi na to pozwala - zachwala. Takich opinii na temat Ajurwedy słychać nad Wisłą coraz więcej. Ramakrishna Nagaray nie jest tym faktem zdziwiony: - Ajurweda, mimo że jest ważnym elementem tradycji indyjskiej, ma charakter uniwersalny. Jej rosnąca popularność w kulturze Zachodu będzie więc prawdopodobnie wzrastać w najbliższych latach - podsumowuje.


Ramakrishna Nagaray - doświadczony terapeuta, mający za sobą pracę w luksusowych ośrodkach SPA w Azji, Afryce i Europie. Absolwent prestiżowego Haritha Institute of Ayurvedic Studies w indyjskim Thiruvananthapuram. Z jego usług można skorzystać w The SPA w Hotelu DoubleTree by Hilton Warsaw.

 


2016-06-02

Odchudzający balon - ostatnia deska ratunku?

"Minus 10 kilogramów w dwa tygodnie! Cudowna dieta jabłkowa! Zażywasz nasz suplement i jesz, ile chcesz!" - większość z nas z pewnością wiele razy słyszała o tego typu "magicznych" sposobach na schudnięcie. I mimo że dobrze wiemy, iż nie mogą one zadziałać, to jednak ciągle próbujemy walczyć z nadwagą czy otyłością na własną rękę. Skutek to najczęściej efekt jo-jo, a w konsekwencji "wzbogacenie się" nawet o kilkadziesiąt dodatkowych kilogramów. Dlatego jeśli chcemy zrzucić je skutecznie i bezpiecznie, nie bójmy się konsultacji i interwencji lekarza. Może rozwiązaniem dla nas okaże się umieszczenie w żołądku specjalnego balonu? Kto i kiedy może poddać się takiemu zabiegowi?

W spirali tycia...
Żeby przytyć kilogram wystarczy, że dostarczymy sobie 7000 kcal ponad normę. Wydaje się, że to dużo, ale właśnie tyle zjemy, jeśli przez miesiąc codziennie będziemy pozwalać sobie na cztery niewielkie ciasteczka, z których każde ma około 50 kcal. Albo przez dwa tygodnie dzień w dzień będziemy raczyć się średnią paczką chipsów zawierającą około 500 kcal. Nic więc dziwnego, że w spiralę tycia wpada się łatwo, a dużo trudniej ją przerwać. - Jeśli przyzwyczailiśmy siebie i swój organizm do określonego stylu odżywiania, trzymanie się diety będzie sporym wyzwaniem - mówi dr Monika Dąbrowska-Molenda, dietetyk ze Szpitala Medicover.

Jest jeszcze jedno niebezpieczeństwo - samodzielnie ułożony albo znaleziony w internecie jadłospis nie gwarantuje sukcesu, a brak postępów może skutecznie demotywować. - Każda dieta odchudzająca powinna być dobrana indywidualnie do danej osoby - jej tempa przemiany materii, stylu życia i upodobań kulinarnych. Dzięki temu zwiększamy swoje szanse na wytrwanie w postanowieniu, jakim jest zrzucenie zbędnych kilogramów, a także - co równie ważne - mamy pewność, że dostarczamy organizmowi dokładnie tyle kalorii i wartości odżywczych, ile potrzebuje. W przeciwnym razie nie tylko nie mamy prawdziwej kontroli nad swoją wagą, ale narażamy się na wystąpienie efektu jo-jo i kłopoty ze zdrowiem - podkreśla dr Monika Dąbrowska-Molenda.

Kiedy wezwać posiłki?
Ponowne przybranie na wadze - i to z nawiązką, bo tak właśnie wygląda efekt jo-jo - nie tylko demotywuje, ale też rozregulowuje metabolizm. To sprawia, że za każdym kolejnym razem schudnąć jest dużo trudniej. Jeśli natomiast waga przekroczy normę o kilkanaście czy kilkadziesiąt kilogramów, bez pomocy lekarza się nie obędzie. Wtedy mamy bowiem do czynienia z otyłością, która już oficjalnie nazywana jest chorobą i wymaga interwencji specjalistów. - Tej sytuacji nie można lekceważyć, ponieważ nadmierne nagromadzenie tkanki tłuszczowej niesie za sobą niebezpieczne konsekwencje. Osoby otyłe są bardziej narażone na przykład na cukrzycę, nadciśnienie tętnicze, miażdżycę, a także problemy z układem oddechowym czy krążeniem - mówi dr Patrycja Wachowska-Kelly, specjalista chorób wewnętrznych z Kliniki Medycyny Wellness Szpitala Medicover.

W takich okolicznościach ostatnią deską ratunku jest jedna ze specjalistycznych metod leczenia, które powstały właśnie z myślą o osobach zmagających się z otyłością. Często wykorzystywana jest na przykład terapia z zastosowaniem balonu żołądkowego (nazywanego balonem Orbera). Na czym polega? - W przypadku osoby otyłej ograniczenie ilości i objętości spożywanych posiłków jest sporym wyzwaniem. Dlatego do jej żołądka podczas nieinwazyjnego zabiegu wprowadzamy pusty silikonowy balon, który następnie wypełniamy roztworem soli fizjologicznej. W ten sposób zmniejszamy pojemność tego narządu, a co za tym idzie sprawiamy, że dana osoba odczuwa sytość po zjedzeniu znacznie mniejszej porcji - tłumaczy dr Patrycja Wachowska-Kelly ze Szpitala Medicover. Taki balon pozostaje w żołądku przez okres do sześciu miesięcy, a następnie jest przez lekarza usuwany. W tym czasie można stracić nawet do 20 kg, ale trzeba pamiętać, że osiągnięcie, a następnie utrzymanie pożądanej wagi zależy od kilku czynników. - Te sześć miesięcy to czas by pacjent pod opieką bariatry, dietetyka i psychologa wypracował nowe, zdrowe nawyki. Balon żołądkowy jest sposobem na to, by ułatwić mu zastosowanie się do zaleceń specjalistów. Bardzo ważne jest przestrzeganie ich także już po jego usunięciu - podkreśla dietetyk dr Monika Dąbrowska-Molenda.


2016-05-06

Polska rodzina powinna zjadać blisko 2 kg warzyw i owoców dziennie

Polska jest pierwszym krajem, który umieścił warzywa i owoce u podstaw nowej piramidy żywienia opublikowanej podczas I Narodowego Kongresu Żywieniowego. Według ekspertów, każdy człowiek powinien zjadać około 400 g warzyw i owoców dziennie. To daje blisko 3 kg w przypadku jednej osoby i ponad 11 kg w przypadku czteroosobowej rodziny tygodniowo. Tymczasem z danych GUS wynika, że Polacy zjadają średnio 8,66 kg warzyw i owoców miesięcznie. Niedawno warzywa były traktowane jako dodatek do posiłku. Dietetycy z Fundacji BOŚ przekonują, że dziś to resztę posiłku należy traktować jako dodatek do warzyw. Największą zmianą jaka została wprowadzona w dotychczasowej piramidzie żywienia, jest uznanie warzyw i owoców za podstawowe składniki naszej diety. Okazuje się, że powinny one stanowić co najmniej połowę tego co jemy na co dzień.

Planujesz swój posiłek? Zacznij od warzyw!
Warzywa to pierwsza rzecz, o której należy myśleć przy wyborze składników do naszego dania. Według zaleceń IŻŻ, przeciętny Polak powinien spożywać 400 g warzyw i owoców dziennie, w co najmniej 5 porcjach. Jedną porcję można zastąpić szklanką soku. - Pamiętajmy, by owoców nie traktować na równi z warzywami. Choć są bardzo zdrowe, bogate w witaminy czy błonnik pokarmowy, jednocześnie zawierają dużo cukrów prostych i są przy tym bardziej kaloryczne - tłumaczy Aleksandra Koper, ekspert ds. żywienia w Fundacji Banku Ochrony Środowiska. Instytut Żywności i Żywienia (IŻŻ), który opublikował nową piramidę wskazuje, że najlepsza proporcja to 1/4 owoców i 3/4 warzyw dziennie. - Oznacza to, że na trzy porcje warzyw, przypada jedna porcja owoców. Przykładowo: na śniadanie można zjeść całego pomidora, na drugie śniadanie jabłko, na obiad pół talerza brokułów, a na kolację paprykę - radzi Aleksandra Koper.

Dlaczego warzywa i owoce są najważniejsze?
Świeże warzywa i owoce to najbogatsze źródło antyoksydantów, czyli substancji, które pomagają pozbyć się z organizmu tzw. wolnych rodników. Są to niekorzystne związki, pochodzące z przemian metabolicznych, odpowiedzialne za starzenie się skóry, zmniejszenie odporności czy zmiany nowotworowe. - Lista dolegliwości, którym można przeciwdziałać jedząc owoce i warzywa jest znacznie dłuższa - tłumaczy Maria Jakubowska, specjalista ds. żywienia w Fundacji BOŚ. Co więcej, warzywa i owoce są naturalnym źródłem witamin. Dużo lepszym niż chociażby suplementy diety. Nowe zalecenia wyraźnie wskazują, że najlepsze są warzywa surowe. Nie oznacza to, że całkiem mamy zrezygnować z ich gotowanej postaci. - Jeśli chcemy zjeść warzywa na ciepło, wybierajmy gotowanie na parze lub pieczenie. Pozwala to na zachowanie zawartych w nich wartości odżywczych. Pamiętajmy, że suszone owoce mogą doskonale zastąpić słodycze, a zawarty w nich błonnik dobrze wpłynie na pracę układu pokarmowego. Każda dodatkowa porcja warzyw i owoców zmniejsza ryzyko występowania chorób układu krążenia czy nowotworów - podkreśla Maria Jakubowska.

Pomyśl o ziołowym ogródku
Nie tylko warzywa i owoce awansowały w naszej piramidzie żywienia. Nowością, która się pojawiła są zioła. Stanowią wspaniałą alternatywę dla soli, a także wzmacniają prozdrowotne działanie diety bogatej w warzywa i owoce. - Zioła mają wiele korzystnych właściwości, m.in.: działają antyoksydacyjnie, zmniejszają stany zapalne, działają bakterio- i wirusobójczo, a także wpływają na lepszy metabolizm cholesterolu - wymienia Aleksandra Koper, ekspert ds. żywienia w Fundacji BOŚ. Zamiast dosalać potrawy warto użyć rozmarynu, oregano, bazylii czy czosnku, który jest naturalnym antybiotykiem. Dobrym pomysłem jest własny, ziołowy ogródek na parapecie lub balkonie.

Zmiany w Piramidzie Żywienia
Jak wyglądała poprzednia piramida żywienia? Trzeba przyznać, że podobnie, ale nie odnosiła się do ważnego problemu, jakim jest zbyt duże spożywanie cukru. Od teraz cukier i słodycze są uwzględnione przy piramidzie, ale zostały z niej wykreślone. Oznacza to, że powinniśmy unikać ich w naszej diecie. Można zastąpić je owocami, orzechami i nasionami. Kolejną zmianą jest wyraźne ograniczenie spożycia mięsa (zwłaszcza czerwonego) oraz przetworów mięsnych - do 500 g tygodniowo. - Polecam zastąpić mięso rybami morskimi, nasionami roślin strączkowych lub jajami - radzi Aleksandra Koper. Najmniej powinniśmy spożywać tłuszczów, przede wszystkim zwierzęcych, a częściej sięgać po roślinne.

Dietetyczne prawdy stałe
Duża część zasad pozostała bez zmian. Posiłki powinniśmy spożywać regularnie, od 4 do 5 posiłków, co 3-4 godziny. Zwyczajowo zaleca się picie co najmniej 1,5 l wody dziennie oraz rezygnację ze słodzonych napojów i wód smakowych. Co więcej, należy codziennie sięgać po produkty mleczne, a pełnoziarniste produkty zbożowe powinny znajdować się w prawie każdym posiłku. Musimy również pamiętać, że zdrowe żywienie nie wystarczy, jeśli zapomnimy o regularnym ruchu. Rowerowa wycieczka z rodziną czy spacer po parku, to doskonała okazja żeby złapać trochę świeżego powietrza - a wiosna już w pełni!


2016-05-06

Gdy w głowie się kręci

Nagły lub przewlekły, migrenowy bądź zatokowy, taki, któremu towarzyszy uczucie skołowania, piszczenie w uszach, kłucie w skroniach czy oczach bądź zaburzenia równowagi - rodzajów bólu głowy jest wiele... Jedne są oznaką zmęczenia czy chwilowego osłabienia organizmu, inne mogą zwiastować poważniejsze dolegliwości. Jak je rozróżnić, o co zapytać lekarza i jakim badaniom się poddać, aby zidentyfikować ich przyczynę?

Miej to z głowy
Bóle głowy dokuczają od czasu do czasu praktycznie każdemu z nas. Jeśli związane są z przeziębieniem, niewyspaniem czy stresem, to nie powinny budzić naszego niepokoju, bo zazwyczaj nie zapowiadają poważnych kłopotów ze zdrowiem i z czasem samoczynnie mijają. Jednak jeżeli takie dolegliwości często powracają, w dodatku bez konkretnego powodu, nasilają się lub atakują nas nagle i nie przechodzą nawet po zażyciu leków przeciwbólowych, koniecznie skonsultujmy się z lekarzem, by ustalić przyczynę problemu. - Leczeniem bólów głowy zajmuje się przede wszystkim neurolog, jednak bywa, że potrzebna jest pomoc innego specjalisty. Dlatego też najpierw należy udać się do lekarza rodzinnego, który po przeprowadzeniu wywiadu zdecyduje o kolejnych krokach - mówi dr n. med. Ewa Kempisty-Jeznach, kierownik Kliniki Medycyny Wellness Szpitala Medicover. - Trzeba również pamiętać, że ból głowy jest na tyle niejednoznacznym objawem, że aby wykluczyć oraz zdiagnozować konkretne schorzenie, które jest jego powodem, często poza podstawowymi badaniami będziemy musieli poddać się także bardziej wnikliwej ocenie klinicznej.

Rozpiera, kłuje, mdli
Zanim wybierzemy się do lekarza pierwszego kontaktu, postarajmy się sami jak najdokładniej zlokalizować i określić rodzaj bólu, który nam doskwiera. Dzięki temu będziemy w stanie bardzo dobrze opisać go specjaliście, a to z kolei ułatwi określenie jego przyczyny. Warto więc zastanowić się czy ból jest kłujący, czy rozpierający, czy towarzyszą mu dodatkowe objawy, takie jak nudności, problemy ze wzrokiem albo kłopoty z utrzymaniem równowagi. Określmy też miejsce na czaszce, które naszym zdaniem stanowi źródło dolegliwości, a także sytuacje, w których jej odczuwanie się nasila lub łagodnieje. - Wszystkie te informacje będą bardzo ważne dla lekarza ze względu na trudność w uchwyceniu gołym okiem powiązanych z bólami czy zawrotami głowy zmian w organizmie pacjenta. Dodatkowo każdy nietypowy symptom zgłaszany podczas wizyty będzie dla specjalisty sygnałem ostrzegawczym, stanowiącym podstawę do zlecenia dodatkowych badań i konsultacji - mówi dr n. med. Ewa Kempisty-Jeznach.

Zobacz, co masz w głowie
Bóle głowy mogą mieć rozmaite źródło - począwszy od lekkiego odwodnienia organizmu, przemęczenia czy przeziębienia, kończąc na ciężkich stanach chorobowych, takich jak zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, krwotok podpajęczynówkowy czy krwiak nadtwardówkowy. - Warto również zaznaczyć, że na ból głowy powinniśmy zwrócić uwagę nie tylko w momencie, kiedy jest on wtórny i powracający - chociaż to także niepokojąca sytuacja. To wśród osób, dla których taka dolegliwość jest nowością powinien wzbudzić on szczególną czujność, ponieważ to właśnie u nich prawdopodobieństwo stwierdzenia jego groźniejszej przyczyny jest statystycznie znacznie wyższe niż u ludzi, u których nawraca - podkreśla dr Radosław Sierpiński, internista z Kliniki Wellness Szpital Medicover.

Ból głowy niezależnie od swojego źródła może nie tylko zwiastować niepokojące schorzenia i choroby, ale także znacząco wpływać na obniżenie jakości życia. - Dlatego aby nad nim zapanować i zastosować odpowiednie procedury terapeutyczne lub zapobiegać jego występowaniu, warto poddać się kompleksowej diagnostyce. Służy temu na przykład screening głowy, a w razie potrzeby także i reszty ciała - mówi dr n. med. Ewa Kempisty-Jeznach ze Szpitala Medicover. - To zupełnie nieinwazyjne badanie, które pozwala specjaliście holistycznie spojrzeć na uzyskane wyniki i skonfrontować je z odczuwalnymi przez pacjenta dolegliwościami bólowymi. Umożliwia też wykluczenie bądź potwierdzenie poważnego schorzenia leżącego u ich źródła, a następnie wprowadzenie indywidualnie dobranego leczenia.


2016-03-24

Gluten - przyjaciel czy wróg?

"Marzysz o płaskim brzuchu? Zrezygnuj z glutenu!" - przekonują poradniki. Dieta bezglutenowa robi zawrotną karierę, przez co przechodzą na nią także ludzie, którzy wcale nie cierpią na celiakię czy alergię. Chwalą się oni za to tym, że zmiana sposobu odżywiania pomogła im schudnąć, dodała energii czy poprawiła stan cery. Razem z dietetykiem sprawdziliśmy, czy to rozwiązanie rzeczywiście korzystne dla wszystkich, a może kolejna sezonowa, w dodatku niebezpieczna dla zdrowia moda.

Odżywianie bez glutenu zachwalają takie gwiazdy, jak Madonna, Gwyneth Paltrow, Victoria Beckham czy Novak Djoković, ale i "zwykli" ludzie, bo wielu z nas ma wśród znajomych przynajmniej jednego bezglutenowca. Nic więc dziwnego, że coraz więcej sklepów spożywczych czy restauracji wprowadza do swojej oferty pozycje "gluten free". To dobra wiadomość dla osób, które chorują na celiakię lub cierpią na alergię na ten składnik, bo dzięki temu łatwiej im urozmaicać swój jadłospis. W ich przypadku spożycie tego składnika może spowodować znaczne pogorszenie stanu zdrowia, ale skąd wzięło się przekonanie, że gluten szkodzi wszystkim i czy naprawdę warto z niego zrezygnować?

Wróg numer jeden?
- Gluten to mieszanina białek roślinnych, będąca naturalnym składnikiem części żywności. Jest obecny w większości zbóż, między innymi w pszenicy, życie, jęczmieniu i owsie. Znaleźć go można więc przede wszystkim w wytwarzanej z nich mące, pieczywie, makaronach, ciastach, niektórych rodzajach kasz, płatków śniadaniowych, a także innych produktach zbożowych - tłumaczy dr Monika Dąbrowska-Molenda, dietetyk ze Szpitala Medicover. Gluten obecny jest także w piwie, niektórych gotowych sosach, keczupach i majonezach, przetworach owocowych, a nawet jogurtach, lodach, słodyczach czy napojach. Warto pamiętać o tym, że jego śladowe ilości mogą zawierać także inne produkty żywnościowe. Unikanie glutenu jest więc sporym wyzwaniem, tymczasem w przypadku osób z celiakią, której istotą jest właśnie nietolerancja glutenu, spożycie go nawet w niewielkiej ilości może mieć poważne konsekwencje. - Najczęstszy skutek to przewlekły stan zapalny jelita cienkiego, który z czasem prowadzi do uszkodzenia i zaniku kosmków jelitowych. To z kolei upośledza wchłanianie składników odżywczych dostarczanych wraz z pokarmem - mówi dr Dąbrowska-Molenda. Skąd jednak wzięło się przekonanie, że gluten szkodzi też osobom zdrowym?

Do dwóch badań sztuka
Początki mody na dietę bezglutenową wśród osób zdrowych związane są z przeprowadzonym kilka lat temu badaniem, o którym szeroko dyskutowano na całym świecie. Wynikało z niego bowiem, że spożywanie glutenu skutkuje dolegliwościami obejmującymi między innymi układ trawienny i że jest to problem dotyczący wszystkich ludzi. Efekt? Lawina ruszyła i nie zatrzymało jej nawet to, że dwa lata później badanie to zostało powtórzone, w dodatku przez tego samego naukowca, który tym razem podszedł jednak do niego dużo bardziej restrykcyjnie. Za drugim razem wyniki wykazały, że u osób, które nie chorują na celiakię spożywanie glutenu nie wpływa na stan zdrowia. O tym jednak już tak głośno się nie zrobiło, przez co moda na życie "gluten free" nadal panuje.

Bez glutenu czy bez sensu
Naukowo nie udowodniono nie tylko tego, że dieta bezglutenowa to rozwiązanie korzystne dla wszystkich. Żadne badania nie potwierdziły też, że to sposób na przykład na szybsze schudnięcie. - Ten mit wziął się z faktu, że wiele osób, które rezygnują z glutenu, zamiast produktów go zawierających częściej sięga po warzywa czy owoce, stąd na początku rzeczywiście można zauważyć spadek masy ciała - tłumaczy dietetyk dr Monika Dąbrowska-Molenda ze Szpitala Medicover. - Z czasem jednak chcąc wyeliminować ten składnik, a jednocześnie urozmaicić swoje codzienne menu coraz częściej sięgają one jednak po żywność "gluten free", która jest nie tylko nawet kilka razy droższa, ale w dodatku bardziej przetworzona oraz zawiera znacznie więcej tłuszczów i cukrów! Niektóre produkty bezglutenowe to prawdziwe kaloryczne bomby, w dodatku ubogie w witaminy i minerały - dodaje. Dietetycy zwracają też uwagę na fakt, że każda dieta eliminacyjna, w tym ta, która wyklucza produkty zawierające gluten, może być niebezpieczna dla zdrowia. Jeśli bowiem właściwie jej nie zbilansujemy (a z tym bez konsultacji ze specjalistą wiele osób ma problem), narażamy się na niedobory składników odżywczych.

Wykluczenie z diety glutenu jest niezbędne u osób, które chorują na celiakię bądź mają alergię na ten składnik (w ich przypadku trzeba z niego zrezygnować już na zawsze) albo nadwrażliwość (wówczas można ponownie włączyć go do swojej diety po odbudowaniu bariery bakteryjnej w jelitach). Jeśli więc zauważymy, że po spożyciu produktów zawierających gluten źle się czujemy, powinniśmy skonsultować się z lekarzem, który skieruje nas na badania pod kątem celiakii, a jeśli te potwierdzą chorobę - do dietetyka, który ułoży odpowiednią i właściwie zbilansowaną, bezglutenową dietę. Jeśli jednak nic nam nie dolega, nie dajmy się zwieść kolejnej modnej diecie i starajmy się po prostu zdrowo odżywiać, bez wprowadzania na własną rękę niepotrzebnych restrykcyjnych ograniczeń.


2016-03-24

Choroby zza biurka

Bóle pleców, głowy i ramion, dyskopatia, zespół cieśni kanału nadgarstka, kłopoty z krążeniem i żylaki - to wcale nie przypadkowa lista dolegliwości. Właśnie na tego rodzaju problemy zdrowotne narażasz się, jeśli dzień w dzień spędzasz wiele godzin siedząc za biurkiem. Sprawdź, co dokładnie ci grozi i jak możesz ustrzec się przed najpowszechniejszymi schorzeniami.

Wygodnie, ale nie zawsze zdrowo
Ludzkie ciało nie jest stworzone do trwania w bezruchu, a tym bardziej siedzenia przez wiele godzin. Tymczasem według statystyk 7 na 10 czynnych zawodowo Polaków pracuje właśnie w tej pozycji, co oznacza, że spędza w ten sposób około dwa tysiące godzin rocznie. To nie tylko nie jest naturalne dla naszego kręgosłupa, ale w dodatku obciąża go dużo bardziej niż stanie czy chodzenie. Do powstawania przeciążeń często przyczyniamy się też my sami. W jaki sposób? - Kiedy siedzimy za biurkiem, często bezwiednie się garbimy i wysuwamy głowę do przodu. To sprawia, że nacisk wywierany na kręgi i krążki międzykręgowe zwiększa się wielokrotnie, a dodatkowo skutkuje zmęczeniem i nadmiernym rozciągnięciem mięśni grzbietu oraz przykurczem mięśni klatki piersiowej - tłumaczy lekarz ortopeda Tomasz Poboży ze Szpitala Medicover. Najczęściej odczuwalne efekty to obolałe plecy, ramiona i kark. W dłuższej perspektywie zagrożenia dla zdrowia są jednak dużo poważniejsze. Częste i nadmierne obciążanie kręgosłupa może doprowadzić między innymi do choroby potocznie nazywanej wypadnięciem dysku, a także przyczynić się do rozwoju zmian zwyrodnieniowych.

Cierpi nie tylko kręgosłup
Na bóle kręgosłupa i jego okolic skarżymy się najczęściej, bo najłatwiej jest nam je powiązać ze spędzaniem wielu godzin za biurkiem. Nie zawsze zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że nieprzyjemnych konsekwencji może być więcej. - Garbienie się i pochylanie do przodu może być odpowiedzialne na przykład za bóle głowy czy problemy dotykające stawu skroniowo-żuchwowego, bo bardzo często przyjmowaniu takiej niepoprawnej postawy ciała towarzyszy zaciskanie szczęki i napinanie mięśni twarzy - ostrzega dr Tomasz Poboży. Nieprawidłowa sylwetka może skutkować także kłopotami z oddychaniem, dusznościami, odczuwaniem bólu i kłucia w klatce piersiowej. Siedzenie w bezruchu spowalnia też perystaltykę jelit, a jeśli do tego często pochylamy się do przodu, wywieramy dodatkowy nacisk na narządy jamy brzusznej. To z kolei może wiązać się z zaparciami, niestrawnością i innymi problemami trawiennymi.

Długa lista biurowych grzechów
Nieprzyjemne dolegliwości fundujemy sobie nie tylko wtedy, gdy się garbimy. Na liście biurowych przewinień jest również częste zakładanie nogi na nogę bądź chowanie kończyn dolnych pod krzesłem - to bowiem nie pozwala zachować prawidłowej sylwetki, a w dodatku utrudnia krążenie. - Praca siedząca wiąże się z tym, że przez wiele godzin nogi pozostają oparte na podłodze, przez co mięśnie stóp i łydek pozostają w bezruchu i nie wspomagają przepływu krwi do serca. Kończyny są ponadto zgięte w stawach kolanowych i biodrowych bądź skrzyżowane. W efekcie dochodzi do utrudnienia odpływu krwi żylnej z kończyn. Jej zastój może prowadzić do powstawania obrzęków i żylaków, zwiększa się również ryzyko żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej - mówi prof. Maciej Kielar, chirurg naczyniowy ze Szpitala Medicover. Związany z długotrwałym siedzeniem nacisk na pośladki i okolicę odbytu może ponadto prowadzić do powstawania hemoroidów. Zaburzenia krążenia krwi i limfy przyczyniają się też do powstawania u kobiet cellulitu, a stały nacisk wywierany na tkanki w dodatku go uwidacznia.

Praca biurowa często wiąże się również z koniecznością wielokrotnego wykonywania tych samych ruchów, na przykład podczas pisania na klawiaturze czy operowania myszą komputerową. Gdy dodamy do tego nieprawidłowe ustawianie dłoni, może rozwinąć się u nas dolegliwość nazywana zespołem cieśni kanału nadgarstka. Sygnalizują go między innymi bóle i drętwienie palców, ostry ból w okolicy nadgarstka, który może promieniować do ramienia, rzadziej uczucie sztywności. Charakterystyczne jest to, że dolegliwości te nasilają się w nocy, często budząc ze snu. Schorzenie to zmniejsza sprawność ręki i znacząco utrudnia wykonywanie codziennych czynności, bo problematyczne jest nie tylko pisanie na klawiaturze komputera, ale nawet utrzymanie długopisu.

Zgłaszaj i zapobiegaj
Większość zasygnalizowanych lekarzowi odpowiednio wcześnie schorzeń, które są związane z siedzącym trybem życia i pracą biurową, da się skutecznie wyleczyć. - Jeśli ból utrzymuje się dłużej niż dwa, trzy dni, to bez względu na to, jakiej części ciała dotyczy czy jakie jego przyczyny podejrzewamy, powinniśmy udać się do specjalisty i wykonać niezbędne badania bądź kompleksowo przebadać się podczas tak zwanego screeningu - mówi prof. Maciej Kielar. - Warto też pamiętać o tym, że jeśli nie chcemy, by problemy wróciły, musimy również zadbać o profilaktykę - dodaje. Ważne jest przede wszystkim zwracanie uwagi na utrzymywanie prawidłowej postawy ciała w ciągu dnia, a także pobudzanie krążenia, chociażby przez proste czynności, takie jak poruszenie co jakiś czas nogami, wstanie zza biurka, przejście się czy wykonanie podczas przerwy kilku prostych, rozciągających ćwiczeń. Przyda się też zatroszczenie się o właściwą organizację miejsca pracy - prawidłowo ustawiony monitor komputera nie będzie wymuszał nienaturalnego skręcania tułowia lub szyi, a dobrze dobrane krzesło właściwie podeprze kręgosłup. Równie ważne jest także to, by zapewnić sobie aktywny wypoczynek, bo pomoże to wzmocnić mięśnie, co z kolei ułatwi trzymanie pleców prosto.

W przypadku wielu zawodów siedzącego trybu pracy nie da się uniknąć, a w dodatku wszystko wskazuje na to, że w tej pozycji spędzać będziemy coraz więcej czasu, zarówno w biurze, jak i w czasie wolnym. Warto więc pamiętać o tym, czym grozi nieprawidłowa postawa i robić wszystko, by uniknąć nieprzyjemnych dolegliwości.


2016-03-09

Poznaj się na tłuszczach!

Czy tłuszcze są niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania organizmu? Które z nich są dobre dla zdrowia? Jak wpleść w dietę "dobre" tłuszcze? To pytania, które zazwyczaj zadają osoby chcące zadbać o zdrowy styl życia lub borykające się z chorobami układu krążenia. Jednak eksperci przekonują, że na rodzaj spożywanego tłuszczu powinien zwrócić uwagę każdy z nas. Taki też cel przyświeca kampanii edukacyjnej "Poznaj się na tłuszczach", której patronują wiodące w naszym kraju instytucje wyznaczające normy w zakresie żywienia, w tym Instytut Żywności i Żywienia oraz Polskie Towarzystwo Badań nad Otyłością.

Deklaracje vs nasza wiedza
Od tego jak się odżywiamy zależy nasze zdrowie i kondycja. Panująca od kilku lat moda na zdrowy styl życia sprawia, że świadoma tej zależności jest coraz liczniejsza grupa Polaków. Chętniej też deklarujemy nasze przywiązanie do tego aspektu dbania o siebie. Jak wynika z badania opinii przeprowadzonego w ramach kampanii edukacyjnej "Poznaj się na tłuszczach" dla ponad 1/4 z nas zdrowe odżywianie to kluczowy element dbania o własne zdrowie, a blisko 60% Polaków przyznaje, że w codziennej diecie stara się przestrzegać zasad zdrowego żywienia.

A jak te deklaracje ze strony konsumentów postrzegają eksperci? - Rzeczywiście zaczęliśmy coraz częściej pilnować tego co mamy na talerzu. Bycie "fit" stało się modne i to zjawisko na pewno należy zaliczyć do pozytywnych. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że deklaracje konsumentów o ich zaangażowaniu w zdrowe żywienie nie zawsze idą w parze z ich rzeczywistą wiedzą w tym obszarze. Dla przykładu, w tym samym badaniu zapytaliśmy osoby postrzegające siebie jako te dbające o zdrowe żywienie, które ich zdaniem produkty są źródłem nasyconych kwasów tłuszczowych. Ponad 40% respondentów z tej grupy wskazało na ryby morskie, które przecież są naturalnym źródłem nienasyconych kwasów Omega 3. Niektóre błędne przekonania żywieniowe krążą wśród konsumentów od wielu lat i są powielane przez kolejne pokolenia, niezależnie od panujących trendów żywieniowych. Wiele tego typu stereotypów dotyczy właśnie spożywania tłuszczów. Dlatego też w ramach kampanii chcemy edukować społeczeństwo na temat tego czym są tłuszcze, czym różnią się poszczególne kwasy tłuszczowe oraz jakie znaczenie wykazują dla zdrowia człowieka. Chcemy, żeby Polacy byli bardziej świadomymi konsumentami, żywili się zdrowiej, wybierali mądrzej - komentuje dr Agnieszka Jarosz, Instytut Żywności i Żywienia.

To po co nam te tłuszcze?
W dzisiejszych czasach, kiedy większość z nas wybiera produkty "light" i chce prezentować smukłą sylwetkę, słowo "tłuszcz" zazwyczaj odstrasza. Niepotrzebnie, bo tłuszcz spożywany w odpowiednich ilościach jest jedną z najważniejszych substancji odżywczych, potrzebnych do życia każdemu człowiekowi. Warto więc znać podstawowe fakty na temat tłuszczów:

- Tłuszcze w żywności przeznaczonej dla człowieka stanowią najbardziej skoncentrowane źródło energii. Codzienna dieta powinna dostarczać 25-30% energii z tłuszczów.
- Są także materiałem budulcowym, z którego organizm człowieka czerpie składniki do budowy własnych komórek, tkanek i narządów.
- Podstawowym składnikiem wszystkich tłuszczów w żywności są kwasy tłuszczowe nasycone i nienasycone.
- Kwasy tłuszczowe nasycone mają stałą konsystencję i znajdują się w produktach pochodzenia zwierzęcego, takich jak: smalec i masło, nabiał i czerwone mięso.
- Kwasy tłuszczowe nienasycone są płynne i pochodzą ze źródeł roślinnych, m.in. takich jak: rzepak, słonecznik, sezam, oliwki, len.

- Obecnie pokutuje przekonanie, że o rodzaj spożywanego tłuszczu powinny dbać tylko osoby z chorobami układu krążenia bądź zaburzeniami lipidowymi. Bagatelizuje się znaczenie rodzajów używanego tłuszczu w żywieniu osób zdrowych, brakuje również wiedzy jakie tłuszcze nadają się do obróbki termicznej, a które powinny być spożywane na zimno. Niewiedza ta wiąże się z niewłaściwymi wyborami konsumenckimi oraz niekiedy unikaniem tłuszczu w diecie, co tym samym może prowadzić do zubożenia diety w niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe i witaminy rozpuszczalne w tłuszczach - wyjaśnia dr Katarzyna Okręglicka, ekspert kampanii "Poznaj się na tłuszczach".

www.poznajsienatluszczach.pl


2016-03-09

Ślubuj sobie miłość, czyli o zdrowym egoizmie żony

Czy wiesz, że większość ludzi postrzega "egoizm" jako niemoralną i złą cechę człowieka? Wyraz "samolubstwo" w połączeniu z wyrazem "żona" lub "matka" to już kombinacja społecznie niebezpieczna! Tymczasem Josef Kirschner przyjrzał się zjawisku w swoich książkach. Autor wyjaśnił, że w zdrowym egoizmie kładzie się nacisk na przyznanie sobie prawa do własnych potrzeb oraz dbanie o nie bez poczucia winy. Czyż nie jest tak, że tylko szczęśliwy, zdrowy, spełniony wewnętrznie człowiek jest w stanie dzielić się tym co najlepsze z drugą osobą?

Jako świeżo upieczona żona stawiasz przed sobą nowe cele. Od tej pory będziesz gotowała częściej, sprzątała dokładniej i stała na straży domowego ogniska! Plan z pozoru idealny - pozostaje pytanie, kiedy zadbasz o siebie?

Zrób sobie prezent - zbadaj się!
Cytologia - jedno z podstawowych badań ginekologii. Pozwala na ocenę mikroskopijną komórek nabłonka pokrywającego część szyjki macicy. Szybki, bezbolesny zabieg, który przeprowadzony odpowiednio wcześniej, może uratować życie. Niestety większość kobiet decyduje się na cytologię dopiero wtedy, gdy czuje, że z ich organizmem coś jest nie w porządku. To błąd. Regularne badania pomogą szybko wykryć i zminimalizować ryzyko zachorowania na wszelkie schorzenia nowotworowe. Dzięki wizytom u ginekologa, szybko przeciwdziałasz także infekcjom grzybiczym i bakteryjnym. Jednym ze sposobów na regularne i konsekwentne wizyty w gabinecie jest ustalenie ich terminu na dzień Twoich urodzin! Nie możesz sobie sprawić lepszego prezentu!

Zdrowie intymne a seks!
Seks to wyjątkowa chwila bliskości, uczuć i intymności. Jest spotkaniem małżeństwa w ich męskości i kobiecości. Czasem jednak, oprócz romantycznych i emocjonujących uniesień, może także wywołać ból i dyskomfort. Zaczynają wówczas dokuczać nieprzyjemne upławy, ból, pieczenie w kroczu... Niekiedy sytuacja prowadzi do zapalenia okolic intymnych. W walce z tym zagrożeniem kluczowa jest profilaktyka. Szczególnie ważne jest wyrobienie nawyku dbałości o higienę okolic intymnych.

Uzupełnij domową apteczkę!
Czasami nawet najlepsza profilaktyka nie pomoże nam uchronić się przez zakażeniem. Nie zapomnij uzupełnić apteczki o preparat, który pomoże Ci w trudnej sytuacji. Przykładem leku dostępnego bez recepty jest Tantum Rosa. Zawarta w nim benzydamina działa przeciwzapalnie, przeciwbólowo i miejscowo znieczulająco.

Tantum Rosa to lek OTC. Zawiera chlorowodorek benzydaminy. Dzięki jego obecności lek posiada właściwości przeciwzapalne, przeciwbólowe, znieczulające i odkażające. Preparat szybko się wchłania, gromadząc się w tkankach objętych procesem zapalnym oraz łagodzi objawy infekcji. Zmniejsza obrzęk, przekrwienie śluzówki pochwy i sromu.

Tantum Rosa można stosować na dwa sposoby:
- wewnętrzne: do przepłukiwania pochwy (przy pomocy specjalnego irygatora);
- zewnętrznie: do przemywania okolic krocza, okładów lub nasiadówek;

www.tantumrosa.pl


2016-02-09

Kontuzja - uderz celnie w ból

Bardzo często nasze noworoczne postanowienie brzmi "Będę żył aktywnie i zdrowo". Rozpoczynamy dietę, kupujemy karnet do klubu fitness lub nowe buty do biegania i chcemy jak najszybciej osiągnąć cel. Jak odpowiednio przygotować się do aktywności fizycznej, jak unikać kontuzji oraz w jaki sposób leczyć powstałe urazy?

Według badań opinii społecznej, co roku prawie połowa Polaków robi noworoczne postanowienia. Większość chce schudnąć, rzucić palenie lub zacząć uprawiać sport. Decydując się na aktywność fizyczną najczęściej wybieramy bieganie, jazdę na rowerze lub ćwiczenia siłowe. Chociaż aktywny tryb życia stał się bardzo popularny, to jednak wciąż zdarza się nam zapominać o odpowiednim przygotowaniu do treningu.

Motywacja to nie wszystko
Rozpoczynając jakąkolwiek przygodę ze sportem należy zadać sobie pytanie, czy jest to sport dla nas. Niektóre dyscypliny wymagają wyjątkowej sprawności, dlatego przed rozpoczęciem treningów powinniśmy wykonać podstawowe badania profilaktyczne, sprawdzające stan naszego zdrowia. - Osoby uprawiające sport regularnie są do tego przystosowane, natomiast ktoś, kto większość życia spędza za biurkiem, kierownicą lub siedząc na kanapie, powinien zwrócić większą uwagę na odpowiednie przygotowanie do ćwiczeń - mówi dr n. med. Monika Kaczmarek-Maciejewska, fizjoterapeutka z poznańskiego szpitala MedPolonia. - Oprócz profilaktycznych badań laboratoryjnych, przed pójściem na siłownię czy przed pierwszym biegiem, dobrze jest udać się na konsultację do fizjoterapeuty, który kompleksowo oceni naszą wydolności i ewentualne dysfunkcje. Tego rodzaju badania pozwolą nam sprawdzić, jaki sport będzie dla nas najlepszy i najbezpieczniejszy - dodaje.

Mimo wszystko urazy zdarzają się każdemu. Brak odpowiedniej rozgrzewki może spowodować, że zwyczajny trucht, podniesienie ciężaru czy jazda na rowerze mogą nieść za sobą poważne konsekwencje. - Aby temu zapobiec najważniejszym elementem jest odpowiedni stretching mięśni, który przygotuje układ ruchu, ścięgna oraz więzadła i ograniczy ewentualne kontuzje - mówi dr n. med. Monika Kaczmarek-Maciejewska z MedPolonii. - Pamiętajmy o rozgrzewce oraz wybierzmy odpowiedni stopień intensywności treningu. Nie zaczynajmy od najdłuższych dystansów czy najcięższych ciężarów, ale stopniowo podnośmy sobie poprzeczkę, wówczas mięśnie i więzadła nie będą narażone na urazy.

Piorunem pokonasz urazy
Dzisiejszy tryb życia sprawia, że albo nie mamy czasu na jakąkolwiek aktywność fizyczną, albo idziemy na trening i chcemy skrócić go do minimum. Wtedy najczęściej rezygnujemy z odpowiedniej rozgrzewki przed treningiem lub rozciągania tuż po wysiłku. - Wielu pacjentów zgłasza się do nas z urazami stawu barkowego, łokciowego, skręceniami stawów skokowych, uszkodzeniami więzadeł krzyżowych, a także naciągniętymi i zerwanymi mięśniami. Niestety bardzo często kontuzje te spowodowane są nieodpowiednim przygotowaniem do treningu - mówi dr n. med. Monika Kaczmarek-Maciejewska, fizjoterapeutka. Ulgę może przynieść zimny okład, który będzie działał przeciwbólowo i przeciwzapalnie. Jeżeli jednak ból czy obrzęk nie ustąpi, wówczas niezbędna jest wizyta konsultacyjna u lekarza specjalisty, który zdiagnozuje problem. Zwykle zaleca się zabiegi z dziedziny fizjo- i fizykoterapii. - Korzystne efekty w walce z kontuzjami i przeciążeniem w obrębie tkanek miękkich przynosi nowoczesna terapia fali uderzeniowej, która eliminuje ból i przywraca pełną mobilność - dodaje dr Kaczmarek-Maciejewska. Zabieg wykonywany jest za pomocą akustycznej fali mechanicznej, przyspieszającej procesy lecznicze dzięki stymulacji metabolizmu, pobudzeniu cyrkulacji krwi, pobudzeniu produkcji kolagenu oraz zmniejszeniu napięcia tkanek. - Ten krótki zabieg polecany jest szczególnie osobom skarżącym się na zapalenia ścięgien, jak łokieć tenisisty, golfisty, a także na zapalenia kaletek, czyli stawu barkowego, biodrowego powięzi czy ostróg piętowych - wyjaśnia dr n. med. Monika Kaczmarek-Maciejewska.


2016-02-09

ABC Kochania Życia

Od wielu lat w Tymbarku zastanawialiśmy się, dlaczego niektórzy kochają życie na całego, są pełni witalności, mają czas i ochotę na wszystko pomimo gorszej pogody, a pozostali pragną jedynie zakopać się pod kołdrą i nie wychodzić z łóżka. Odpowiedź na te, z pozoru trudne pytania, jest na wyciągnięcie ręki.

W większości przypadków za kondycję naszego organizmu odpowiadają witaminy i minerały - to one wspomagają nasz organizm na każdym kroku, wzmacniają odporność, dodają energii, regulują prawidłowe funkcjonowanie naszego ciała oraz mogą wpłynąć na kreatywność i wydolność. To, co najlepsze w kochaniu życia znajdziesz w sokach Tymbark, które są doskonałym źródłem witamin, a do tego świetnie smakują!

Tajemnica witamin
Choć przy przeziębieniu niemal automatycznie sięgamy po witaminę C, to mało kto z nas ma świadomość jej szerszego zastosowania. Warto też zainteresować się innymi witaminami i ich właściwościami. Mamy nadzieję, że po tej krótkiej lekturze przekonasz się, jak ważne są witaminy abyśmy czuli się witalni i pełni życia!

Witamina A
Jeśli masz problemy ze wzrokiem, a przypadłość zwana "kurzą ślepotą" nie jest ci obca, to znak, że twojemu organizmowi brakuje witaminy A. Jej niedobór może powodować większe narażenie na różnego rodzaju infekcje. Dużą ilość witaminy A znajdziemy w produktach bogatych w Beta-Karoten: w marchwi, papryce czy dyni, dlatego powinniśmy jak najczęściej z nich korzystać, a jeśli nie mamy pod ręką świeżych - sięgać po soki warzywne lub soki z dodatkiem marchwi. A właśnie takie smaki przygotował dla Was Tymbark w serii Vitamini.

Witamina B
Nasz organizm źle znosi stres, a to zaprzecza idei kochania życia! Czy wiecie, że brak witamin z grupy B potrafi go jeszcze pogłębić, bo to właśnie one odpowiadają za poprawę nastroju, sprawność intelektualną i przede wszystkim łagodzą napięcia nerwowe. Odpowiadają też za ogólny stan zdrowia psychicznego oraz... za dostarczanie nam energii! Jeśli czujesz, że powoli tracisz chęć do działania to koniecznie sięgnij po produkty bogate w te witaminy. A gdzie ich szukać? W zielonych roślinach strączkowych i bananach, a także w soku Multiwitamina od Tymbarku - zawsze warto mieć pod ręką pełną szklankę, bo może zadziałać lepiej niż kubek mocnej kawy.

Witamina C
Czy zdawaliście sobie sprawę, że to dzięki witaminie C nasze skaleczenia goją się szybciej? To właśnie ona pomaga w prawidłowej produkcji kolagenu. Co ciekawe wpływa ona również na stan naszej skóry, dlatego mając jej odpowiedni poziom w organizmie unikniemy szybkiego pojawienia się zmarszczek. Również, gdy decydujemy się na zwiększony wysiłek fizyczny powinniśmy wesprzeć się sokami bogatymi w witaminę C - zwłaszcza cytrusowe i jabłkowe, jak nasze najlepsze Tymbarkowe Jabłko 100% lub Pomarańcza 100%.

O tym, że z życia korzystają tylko Ci, którzy je kochają - nie musimy przypominać. My zachęcamy jedynie do tego, by się w tym gronie znaleźć. Droga do witalności jest na wyciągnięcie ręki - wystarczy mieć przy sobie szklankę soku, a witaminowy alfabet pozwoli Ci czerpać z niego to, co najlepsze! Bo w końcu - kto z nas nie chciałby się cieszyć z kolorów życia, które są wokół nas?

Więcej na: www.tymbark.com


2016-01-25

Niech moc (znowu) będzie z Tobą!

Zaczyna się niewinnie. Wchodzisz do biura, wypijasz kawę i zabierasz się do pracy. Zauważasz jednak, że właściwie już od kilku dni, a może nawet tygodni od samego rana jakby brakowało ci energii. Znowu się nie wyspałaś? Nie, przecież tym razem przespałaś zalecane osiem godzin, bo wieczorem nie miałaś nawet siły obejrzeć kolejnego odcinka ulubionego serialu. Zawodowych obowiązków masz tyle samo co zawsze. Co więc się dzieje? Zamiast robić sobie coraz mocniejszą kawę, wybierz się do lekarza, bo chroniczne przemęczenie może sygnalizować kłopoty ze zdrowiem. Jakie?

Problemy z tarczycą. Tarczyca odpowiedzialna jest przede wszystkim za wytwarzanie hormonów niezbędnych do prawidłowego przebiegu większości zachodzących w organizmie procesów. - Gdy gruczoł ten nie pracuje jak należy, zwykle zmagamy się z jedną z dwóch dolegliwości - niedoczynnością bądź nadczynnością tarczycy. Objawy tych chorób różnią się od siebie, ale jeden symptom jest dla nich wspólny - to właśnie poczucie ciągłego zmęczenia - mówi dr n. med. Ewa Kempisty-Jeznach, specjalista chorób wewnętrznych z Kliniki Medycyny Wellness Szpitala Medicover. Pierwszym krokiem w kierunku stwierdzenia czy to właśnie to schorzenie jest winne ospałości, jest zbadanie poziomu hormonów.

Kłopoty z sercem. Jeśli zmagamy się z niewydolnością mięśnia sercowego, automatycznie pogarsza się kondycja całego organizmu. Ciało może manifestować to właśnie nieustannie odczuwaną sennością. Jeśli więc nawet chwilowy i stosunkowo niewielki wysiłek, taki jak podbiegnięcie do autobusu czy wejście schodami na pierwsze piętro kończy się u ciebie zadyszką, zachowaj czujność.

Cukrzyca. Zmęczenie i senność mogą świadczyć również o cukrzycy. Towarzyszą jej wahania poziomu insuliny, która odpowiedzialna jest za transport cukru do tkanek. - Nawet jeśli u chorego stężenie tego hormonu jest prawidłowe lub podwyższone, komórki nie absorbują glukozy w taki sposób, jak powinny. Zostają więc pozbawione źródła energii i nie funkcjonują prawidłowo, co skutkuje między innymi ogólnym przemęczeniem - tłumaczy dr n. med. Ewa Kempisty-Jeznach ze Szpitala Medicover. Cukrzyca może prowadzić do rozwoju innych niebezpiecznych schorzeń, na przykład związanych z układem nerwowym czy krwionośnym, dlatego nie wolno jej lekceważyć.

Niewydolność nerek. Zmęczenie, które długo nie mija, może też sygnalizować poważne problemy z nerkami, a dokładniej ich niewydolność. - Kiedy nie spełniają one swojej podstawowej funkcji, czyli nie oczyszczają krwi z toksyn powstających w procesie przemiany materii, substancje te zaczynają gromadzić się w organizmie i mogą zaburzać pracę wielu narządów. To z kolei przekłada się na brak energii, któremu towarzyszą także inne zauważalne dolegliwości, takie jak nudności, wymioty, bóle głowy czy swędząca i łuszcząca się skóra - mówi specjalista chorób wewnętrznych dr n. med. Ewa Kempisty-Jeznach. W takich okolicznościach warto w pierwszej kolejności wykonać badanie moczu i podstawowe badania krwi.

Anemia. Z często odczuwanym zmęczeniem może wiązać się anemia (nazywana niedokrwistością), najczęściej spowodowana zbyt niskim poziomem żelaza. Jego niedobór sprawia, że stężenie hemoglobiny i liczba erytrocytów we krwi maleje, komórki ciała są gorzej zaopatrzone w tlen, a organy wewnętrzne i mięśnie są niedotlenione. Niedokrwistość objawia się sennością, ale też bladością skóry oraz zauważalnym pogorszeniem kondycji włosów i paznokci. By potwierdzić lub wykluczyć anemię, konieczne jest zrobienie morfologii krwi oraz zbadanie poziomu żelaza.

Za niskie ciśnienie. Gdy ściany naczyń krwionośnych charakteryzuje mniejsza elastyczność, krew płynie przez nie wolniej i pod znacznie mniejszym ciśnieniem. Dochodzi do dolegliwości nazywanej niedociśnieniem (inaczej hipotonią), która skutkuje gorszym dotlenieniem tkanek organizmu. Z tym wiąże się z kolei osłabienie, kłopoty z koncentracją, zawroty głowy, a nawet omdlenia. Charakterystyczne jest też to, że osobom z niedociśnieniem ciągle marzną ręce i stopy. W ramach diagnostyki najważniejsze jest ustalenie przyczyny problemu, bo to od niej zależy dalsze postępowanie.

Bezdech senny. Chrapanie uprzykrza życie, a w dodatku może być objawem poważniejszej dolegliwości - bezdechu sennego. - Takie chwilowe, trwające od kilku sekund do nawet kilku minut, zatrzymania oddechu mogą powtarzać się nawet kilkaset razy w ciągu jednej nocy. Nie tylko zaburzają sen, ale też wpływają na stan zdrowia. W trakcie bezdechu spada bowiem saturacja, czyli wysycenie krwi tlenem. To właśnie dlatego po przebudzeniu człowiek nadal odczuwa zmęczenie, w ciągu dnia często dopada go senność, a także bóle głowy i kłopoty z koncentracją - mówi dr n. med. Ewa Kempisty-Jeznach ze Szpitala Medicover. Zlekceważony problem może prowadzić do poważniejszych kłopotów, bo zwiększa się wtedy na przykład ryzyko rozwoju chorób układu krążenia czy zawału mięśnia sercowego. Jeśli więc bliscy narzekają na twoje chrapanie, warto sprawdzić czy nie towarzyszy mu również bezdech.

Odwodnienie. Nawet niewielkie, 2% - 3% odwodnienie jest przez nas odczuwalne, bo powoduje przede wszystkim spadek koncentracji, znużenie, brak energii i bóle głowy. Niedobór wody zaburza też procesy termoregulacyjne ciała i negatywnie wpływa na stan skóry, która staje się przesuszona i traci elastyczność. - To niestety nie wszystko, bo w dłuższej perspektywie odwodnienie może prowadzić także do bolesnych zaparć, powodować kłopoty z nerkami i układem krążenia oraz podwyższać tętno i obniżać ciśnienie krwi - ostrzega dr n. med. Ewa Kempisty-Jeznach. Co jest tego wszystkiego przyczyną? Do gwałtownego odwodnienia prowadzą przede wszystkim biegunki, wymioty i gorączka, ale i aktywność fizyczna, przy której nie uzupełniamy płynów, niektóre suplementy diety i leki, duże ilości kofeiny, alkoholu i soli. Warto o tym pamiętać i regularnie sięgać po napoje.

Niebezpiecznie dużo stresu. Podłożem apatii i ciągłego zmęczenia może być także długotrwały stres. To jednak nie wszystko, bo nadmierne emocjonalne obciążenie często wywołuje także określone reakcje organizmu w postaci chorób psychosomatycznych. To właśnie między innymi z tego powodu nerwom towarzyszą bóle głowy, zaburzenia trawienia i inne dolegliwości przewodu pokarmowego czy podwyższone ciśnienie. W jaki sposób można zdiagnozować, czy to wysoki poziom stresu jest odpowiedzialny za tego rodzaju kłopoty? - Służy temu zespół odpowiednio dobranych, specjalistycznych badań - tak zwany screening psychosomatyczny. Pozwala on kompleksowo sprawdzić stan zdrowia pacjenta, zidentyfikować czy podłożem ciągłego zmęczenia jest na przykład właśnie stres, a następnie zaplanować dalsze postępowanie terapeutyczne - mówi dr n. med. Ewa Kempisty-Jeznach ze Szpitala Medicover.


2016-01-25

Insulinooporność od A do Z

Utarło się, że insulinooporność to problem tylko ludzi otyłych i tych, którzy już chorują na cukrzycę. To nie do końca prawda - może on dotyczyć znacznie szerszego grona ludzi! To zaburzenie metaboliczne jest w dodatku niebezpieczne, bo nie dość, że przez wiele lat może nie dawać jakichkolwiek objawów, to jego mechanizm przypomina błędne koło, które bardzo trudno przerwać. Warto więc dowiedzieć się o nim jak najwięcej, by skutecznie mu zapobiegać, a w razie potrzeby szybko zareagować.

Błędne koło
Organizm osoby, która zmaga się z insulinoopornością, jest mniej wrażliwy na działanie hormonu odpowiedzialnego między innymi za transport cukru do tkanek - czyli właśnie insuliny. Pomimo że jej stężenie jest prawidłowe albo nawet podwyższone, komórki nie absorbują glukozy w taki sposób jak powinny, przez co poziom cukru we krwi się zwiększa. - Trzustka robi wszystko, by tę obniżoną wrażliwość na insulinę zrekompensować i przywrócić równowagę glukozową - dlatego produkuje jej coraz więcej, doprowadzając z czasem do hiperinsulinemii. Tkanki obwodowe przestają być wrażliwe na insulinę i dochodzi do insulinooporności. To zaburzenie przyczynia się między innymi do zespołu metabolicznego, a odkładająca się tkanka tłuszczowa intensyfikuje wytwarzanie substancji przeciwstawnych do insuliny albo wstrzymujących efekty jej działania. To ponownie doprowadza do zwiększenia produkcji tego hormonu i tak błędne koło się zamyka - tłumaczy dr Patrycja Wachowska-Kelly, specjalista chorób wewnętrznych z Kliniki Medycyny Wellness Szpitala Medicover. Właśnie z tego powodu najczęściej insulinooporność łączy się z otyłością i nadwagą. - Warto jednak podkreślić, że to zaburzenie może pojawić się również u osób o prawidłowej masie ciała, bo u nich także możemy mieć do czynienia z nadmiernym otłuszczeniem narządów wewnętrznych spowodowanym na przykład często goszczącymi w jadłospisie tłuszczami trans czy żywnością wysoko przetworzoną - mówi dr Patrycja Wachowska-Kelly. - Z tym wiąże się też fakt, że insulinooporność częściej dotyczy mężczyzn - u nich bowiem częściej niż u kobiet otyłość przyjmuje najgroźniejszą w tym kontekście formę brzuszną - dodaje. Ryzyko wystąpienia insulinooporności wzrasta wraz z wiekiem. Zwiększają je również uwarunkowania genetyczne, a także czynniki takie jak alkohol, palenie tytoniu, stres, siedzący tryb życia, niska aktywność fizyczna czy przyjmowanie niektórych leków.

Wierzchołek góry lodowej
Insulinooporność możne istnieć przez lata, a osoby borykające się z nią mogą o tym wcale nie wiedzieć. Wszystko dlatego, że to zaburzenie metaboliczne bardzo często przez długi czas przebiega bez objawów lub daje symptomy, które łatwo zrzucić na karb innych przypadłości. Kiedy więc powinniśmy zwiększyć czujność? Przede wszystkim gdy zauważymy, że często po posiłkach (zwłaszcza tych bogatych w węglowodany) jesteśmy zmęczeni i senni, a także ciągle odczuwamy głód i mamy apetyt na produkty wysokowęglowodanowe. Inne sygnały alarmowe to szybki przyrost tkanki tłuszczowej w okolicy talii, problemy ze zrzuceniem nadwagi pomimo prawidłowej diety czy kłopoty z koncentracją. W takich okolicznościach powinniśmy niezwłocznie udać się do lekarza.

Dlaczego tak ważne jest, by zareagować jak najwcześniej? Ponieważ hiperinsulinemia i insulinooporność to dopiero "wierzchołek góry lodowej". - Najczęściej wiąże się je z cukrzycą typu 2, ale lista chorób z nimi związanych jest dużo dłuższa. Są na niej między innymi nadciśnienie tętnicze, choroby układu sercowo-naczyniowego, obturacyjny bezdech senny, zespół metaboliczny, podniesiony poziomu cukru we krwi, przybieranie na masie ciała i odkładanie się tłuszczu w wątrobie - wymienia dr Patrycja Wachowska-Kelly. Naukowcy wykazali, że obniżona wrażliwość na insulinę zwiększa również prawdopodobieństwo zachorowania na zespół policystycznych jajników.

Klucz do sukcesu
Sposobów na zdiagnozowanie i ustalenie stopnia nasilenia insulinooporności jest kilka. Najprostszą metodą jest określenie wielkości ilorazu stężenia tego hormonu oraz poziomu glikemii w warunkach podstawowych bądź po określonym czasie od doustnego podania pacjentowi glukozy. Inna, to test tolerancji insuliny, w ramach którego podaje się ją w ustalonej dawce dożylnie, a następnie obserwuje reakcje organizmu. - Tak zwanym "złotym standardem" jest natomiast obecnie metaboliczna klamra euglikemiczna. Metoda ta polega na jednoczesnym podawaniu pacjentowi insuliny i glukozy w kroplówce - dawka tej pierwszej jest stała, natomiast drugiej zmienna. Pozwala to na pomiar ilości glukozy potrzebnej do utrzymania glikemii na stałym poziomie - tłumaczy dr Patrycja Wachowska-Kelly, specjalista chorób wewnętrznych ze Szpitala Medicover. Bardzo często w ramach diagnostyki wykorzystuje się także metodę HOMA, w ramach której od pacjenta pobiera się krew, a następnie określa w niej stężenie glukozy oraz insuliny i na podstawie specjalnego wzoru oblicza tak zwany wskaźnik insulinooporności.

Jak wygląda dalsza droga już po jej zdiagnozowaniu? W ramach prewencji i terapii stosuje się odpowiednie działania, których celem jest wyeliminowanie przyczyn insulinooporności. W większości przypadków pierwszy krok to wprowadzenie zdrowej diety oraz regularnej aktywności fizycznej, które pozwalają zredukować zbyt dużą masę ciała oraz otłuszczenie narządów wewnętrznych. Ruch i właściwy sposób odżywiania to najistotniejsze elementy profilaktyki - powinny o tym pamiętać również osoby zdrowe.


2016-01-25

Chcesz wyprzedzić chorobę? Badaj się!

Czujność pacjenta oraz jego świadome i odpowiedzialne podejście do profilaktyki to często najskuteczniejsza "szczepionka" przeciwko wielu groźnym chorobom - podkreślają lekarze. Nie ma lepszego sposobu na to, aby zadbać o swój organizm i jego kondycję niż regularne badania. Wcale nie chodzi tu o skomplikowane procedury czy długotrwałe testy, bo by je wykonać wystarczy jeden dzień. USG, EKG, morfologia, rezonans... - o których z nich trzeba pamiętać?

Od podstaw
W pierwszej kolejności warto wykonać ogólne badanie krwi, dzięki któremu będzie można określić jej podstawowe parametry takie jak liczba czerwonych i białych krwinek, CRP, poziom hemoglobiny, glukozy i lipidogram, a także zrealizować próby wątrobowe i nerkowe czy oznaczyć poziom hormonów tarczycy. Zróbmy też od razu analizę moczu. Te dwa badania to najczęściej wykonywane w ramach profilaktyki testy, których wyniki otrzymujemy już po kilku godzinach. - Ich rezultaty pokazują ogólną kondycję całego organizmu i często już w oparciu o nie możemy stwierdzić, czy pacjent zmaga się z jakimś problemem zdrowotnym - mówi dr n. med. Ewa Kempisty-Jeznach, kierownik Kliniki Medycyny Wellness Szpitala Medicover. - Na ich podstawie możemy określić czy cierpi na przykład na niedokrwistość, stany zapalne, dolegliwości związane z układem sercowo-naczyniowym, nadciśnienie, cukrzycę, dowiedzieć się, w jakiej kondycji jest jego wątroba czy nerki, a nawet zauważyć ewentualne procesy, które mogą sugerować rozwój choroby nowotworowej. Dlatego też badania takie przynajmniej raz w roku powinien wykonywać każdy z nas, nawet jeśli nie odczuwa żadnych nieprzyjemnych dolegliwości.

Podejdź do tego z sercem
Wielu z nas wydaje się, że na problemy z sercem cierpią tylko osoby starsze - to jeden z największych mitów dotyczących zdrowia. Dlatego niezależnie od wieku powinniśmy sprawdzać także funkcjonowanie swojego układu krążenia poddając się EKG. Zamiast tego tradycyjnego spoczynkowego testu warto zdecydować się na badanie wysiłkowe, jest ono bowiem bardziej miarodajne. Podczas niego lekarz monitoruje pracę serca w trakcie maszerowania po bieżni bądź jazdy na rowerze stacjonarnym. - Ruch zwiększa zapotrzebowanie organizmu na tlen, co prowokuje serce do intensywniejszej pracy. Dzięki temu można zauważyć zmiany bądź zaburzenia, które nie występują przy EKG spoczynkowym - tłumaczy dr n. med. Ewa Kempisty-Jeznach ze Szpitala Medicover. Kondycję układu krążenia dobrze obrazuje także badanie echokardiograficzne, czyli tak zwane echo serca, które przeprowadza się z wykorzystaniem ultradźwięków. Pozwala ono ocenić pracę tego organu, a także przepływ krwi w obrębie komór i przedsionków, dużych naczyń krwionośnych i naczyń wieńcowych. Jeśli chcemy gruntownie sprawdzić stan naszego układu krążenia, warto poddać się także ultrasonograficznemu badaniu dopplerowskiemu tętnic szyjnych. W tym badaniu można ocenić stan naczyń szyjnych doprowadzających krew do mózgu, stopień rozwoju blaszek miażdżycowych, jak i ewentualne zwężenia naczyń oraz określić ryzyko wystąpienia udaru mózgu.

Od stóp do głów
Po sprawdzeniu stanu naszego serca i układu krwionośnego zatroszczmy się także o inne narządy wewnętrzne. Większość z nich można bez przeszkód zbadać przy użyciu różnego rodzaju ultrasonogramów, czyli wykonując tak zwane USG. Jedną z największych zalet tej metody jest fakt, że jest ona zupełnie bezbolesna. - Za pomocą USG możemy obejrzeć organy pacjenta i stwierdzić ewentualne nieprawidłowości w ich budowie i funkcjonowaniu, w tym także zmiany nowotworowe - mówi kierownik Kliniki Medycyny Wellness Szpitala Medicover. Niezależnie od płci regularnie należy wykonywać USG jamy brzusznej, narządów moczowych oraz rodnych. Kobiety powinny poddawać się także USG piersi. Jeśli natomiast chcemy "prześwietlić" nasz organizm praktycznie od stóp do głów, to możemy to zrobić za pomocą rezonansu magnetycznego. Wyniki takiego testu dostarczają lekarzowi dokładnego obrazu układu kostno-stawowego i mięśniowego, a także pozwalają obejrzeć przekroje poszczególnych narządów wewnętrznych. - Takie obrazowanie daje kompleksowy pogląd na ogólny stan zdrowia pacjenta. Wykorzystuje się je do wykrywania lub wykluczania zmian chorobowych w różnego rodzaju tkankach, które trudno jest obejrzeć w inny sposób na przykład ze względu na to, że są zasłonięte kośćmi. Dlatego najczęściej posługujemy się nim w celu sprawdzenia kondycji mózgu, mięśni i serca, ale metoda ta jest przydatna w badaniach praktycznie całego ciała - mówi dr n. med. Ewa Kempisty-Jeznach.

Zyskaj na czasie
Krew, mocz, serce, brzuch... Liczba i różnorodność dostępnych badań profilaktycznych sprawia, że wielu z nas wydaje się, że ich wykonanie zajmuje dużo czasu. Nic bardziej mylnego, bo by mieć swoje zdrowie pod kontrolą nie trzeba wcale tygodniami chodzić od lekarza do lekarza. Niektóre placówki medyczne oferują już bowiem kompleksowe przeglądy, czyli tak zwane screeningi. - Pozwalają one wykonać wszystkie podstawowe badania w jednym miejscu i w ciągu jednego dnia. Pacjent pod opieką personelu medycznego poddawany jest kolejnym testom, a po ich zakończeniu i uzyskaniu wyników są one od razu analizowane przez lekarzy specjalistów - mówi dr n. med. Ewa Kempisty-Jeznach ze Szpitala Medicover. Taki screening organizmu to najszybszy i najłatwiejszy sposób na sprawne przeprowadzenie wszystkich zalecanych działań profilaktycznych. Dlatego zamiast zwlekać z decyzją i znajdować kolejne wymówki, by nie odwiedzać gabinetu lekarskiego, odpowiedzialnie podejdź do swojego zdrowia, przebadaj się i nie daj się zaskoczyć chorobie.


NEWS 1 ___ NEWS 2 ___ NEWS 3 ___ NEWS 4 ___ NEWS 5 ___ NEWS 6