witamy! I active image I kataog I NEWS I harmonogram I cennik I parametry techniczne I kontakt

NEWS 1 ___ NEWS 2 ___ NEWS 3 ___ NEWS 4 ___ NEWS 5 ___ NEWS 6


2018-02-20

Zadbaj o swoje bezpieczeństwo w trakcie zimowych szaleństw

Narty, snowboard jazda na łyżwach - zima to dla wielu osób czas sportowych szaleństw. Choć ruch na świeżym powietrzu może mieć zbawienny wpływ na organizm każdego z nas, to właśnie w tym okresie znacząco zwiększa się ryzyko doznania kontuzji i urazów. O tym, jak bezpiecznie i na sportowo wykorzystać zimę, podpowiada lek. med. Damian Zaborowski, ortopeda-traumatolog w Centrum Medycznym Damiana.

lek. med. Damian Zaborowski
 

Nie zapomnij o rozgrzewce
- Rozgrzewka to podstawowy i obowiązkowy element przed każdą sportową aktywnością, nie tylko w zimie. To również jeden z najczęściej pomijanych kluczowych składników odpowiedniego przygotowania organizmu. To duży błąd, bo rozgrzewka zapewnia dotlenienie organizmu, stabilizuje struktury mięśniowe, wzmacnia oraz uelastycznia stawy i więzadła. Dzięki temu są lepiej chronione przed możliwymi zerwaniami, skręceniami czy nawet złamaniem - wyjaśnia specjalista ortopeda-traumatolog Damian Zaborowski.

Jednak nawet odpowiednie przygotowanie nie wyeliminuje całkowicie ryzyka urazu lub kontuzji, zwłaszcza w zimie. Szalejąc na górskich stokach czy nawet spacerując po śliskim chodniku łatwo nabawić się problemów. W przypadku jazdy na nartach lub snowboardzie, przygotowanie ciała do sezonu powinno zacząć się zdecydowanie wcześniej niż na kilka minut przed planowanym zjazdem. Warto w tym celu zadbać zarówno o wydolność organizmu, np. poprzez interwałowe treningi wytrzymałościowe, jak i wzmocnić partie mięśniowe - szczególnie nóg i korpusu (np. robiąc w domu przysiady czy jeżdżąc na rowerze). Kiedy już staniemy u podnóża stoku i zapniemy narty, dobrze jest rozgrzać mięśnie i stawy. Można to zrobić np. truchtając przez 15-20 minut, wykonać krążenie ramion, bioder, kolan, stawów skokowych oraz kilka ćwiczeń rozciągających.

Groźna wywrotka na stoku - co dalej?
Jeśli podczas naszych zimowych szaleństw, dojdzie do urazu lub kontuzji, warto wiedzieć co powinniśmy zrobić w danej sytuacji. Do najczęstszych sportowych urazów należą m.in. uszkodzenia więzadeł stawu kolanowego (zwłaszcza krzyżowych i pobocznych) czy dolegliwości związane z upadkami, jak stłuczenia czy wybicia barku. Często mamy do czynienia także z urazami przeciążeniowymi mięśni, które są związane z niedostatecznym przygotowaniem kondycyjnym.

Kontuzje charakteryzują się bólem, który utrudnia wykonywanie danego ruchu, np. ruszanie kolanem czy podnoszenie rąk. Może pojawić się również obrzęk stawów oraz krwiaki. Gdy dojdzie do urazu konieczne jest jak najszybsze podjęcie działań, które uśmierzą ból i pozwolą powrócić do pełnej sprawności. Pomoże nam w tym metoda PRICEMM. Jest bardzo prosta w zastosowaniu i skuteczna w momencie pojawienia się bólu i stanowi niejako ściągawkę, co możemy zrobić w przypadku urazu. Protokół PRICEMM to zbiór kilku czynności, które mogą być wykonane bez specjalistycznego sprzętu i wiedzy.

- W przypadku wystąpienia kontuzji, miejsce należy unieruchomić. Konieczne jest także ograniczenie ruchu kończyny do 48 godzin. W cięższych przypadkach ten czas wydłużyć się może nawet do 4 dni. Miejsce urazu powinno się jak najszybciej schłodzić przez około 20 do 30 minut. Ważne, aby nie robić tego bezpośrednio na uraz i z przerwami 2-godzinnymi. Pomoże to zmniejszyć obrzęk, ból i stan zapalny. Po schłodzeniu należy ciasno zabandażować kończynę w kierunku od serca i unieść ją powyżej jego linii by zmniejszyć obrzęk. W razie potrzeby stosujemy leki przeciwbólowe i przeciwzapalne. Należy jednak pamiętać, że jeżeli ból nie ustępuje, zawsze powinniśmy skonsultować się z lekarzem by wyeliminować poważniejsze urazy - dodaje lek. med. Damian Zaborowski.

Kolejnym etapem jest wprowadzenie fizykoterapii i terapii manualnej. W przypadku nieskomplikowanych urazów, specjaliści rekomendują np. zabiegi rehabilitacyjne, krioterapię, terapię laserową, ultradźwięki czy leczenie za pomocą rezonansu magnetycznego w systemie MBST, który od niedawna dostępny jest również w Polsce. Nowoczesnym osiągnięciem obecnej ortopedii są popularne w ostatnich latach także terapie regeneracyjne, jak Odmładzanie Stawów.

Profilaktyka i regeneracja w jednym
"Odmładzanie stawów" to nowoczesne terapie regeneracyjne, które znajdują szerokie zastosowanie w leczeniu dolegliwości układu mięśniowo-szkieletowego. Sprawdzą się one nie tylko w przypadku doznanej kontuzji, ale także gdy doskwiera nam np. choroba zwyrodnieniowa stawów, problemy związane z biologicznym starzeniem się czy dolegliwości powstałe na skutek wykonywanej pracy zawodowej (np. problemy z kręgosłupem przez m.in. długotrwałą pracę przy komputerze). "Odmładzanie stawów" przeznaczone jest dla osób aktywnych, które chcą zadbać o swoje zdrowie, ale także dla sportowców chcących poprawić wyniki sportowe. Terapia pozwala zabezpieczać stawy i przygotowywać je na przyjmowanie zwiększonych obciążeń, np. podczas uprawiania sportu lub regularnej aktywności fizycznej. Profilaktyka jest bardzo ważna.

Terapie regeneracyjne zabezpieczają stawy przed kontuzjami, dbają o ich prawidłowe odżywienie, a także potrafią odbudowywać już "zużyte" stawy. Ich celem jest również minimalizowanie negatywnych skutków urazów, jak również przyspieszenie leczenia kontuzji i skrócenie czasu rekonwalescencji. Współczesna medycyna daje nam wiele zaawansowanych metod leczenia stawów. Wielu ekspertów ceni terapie regeneracyjne z zastosowaniem m.in. komórek macierzystych i regeneracyjnych technologią Cytorii. Do niedawna, ta metoda była dostępna wyłącznie w ośrodkach naukowych a teraz mogą korzystać z nich również pacjenci Centrum Medycznego Damiana.

- Ta technologia pozwala zregenerować zużytą chrząstkę stawową oraz inne struktury wewnątrzstawowe. Z kolei zabiegi z wykorzystaniem osocza bogatopłytkowego Systemem Angel wykorzystywane są w przyspieszeniu leczenia kontuzji sportowych jak naderwania, choroby ścięgien, entezopatie. Stanowi doskonały zabieg profilaktyczny dla osób aktywnych i sportowców. Wykazuje działanie przeciwbólowe, przeciwzapalne oraz przyspiesza procesy gojenia. Medycyna regeneracyjna bardzo rozwinęła się w ciągu ostatnich lat. Jednak bardzo wielu pacjentów wciąż przychodzi do ortopedy, gdy choroba zwyrodnieniowa jest bardzo zaawansowana i wymagana jest już operacja, np. wstawienie endoprotezy. Dlatego warto dbać o swoje stawy i regularnie kontrolować ich stan. Dzięki temu możemy dłużej cieszyć się sprawnością bez bólu. Zaletą programu Odmładzania Stawów jest indywidualne dopasowanie niezbędnych terapii do potrzeb pacjentów - wymienia lek. med. Damian Zaborowski, ortopeda-traumatolog w Centrum Medycznym Damiana.

Szeroki zakres możliwości, które oferuje terapia "Odmładzania Stawów" sprawia, że z jej pomocą można wyeliminować na stałe wiele uciążliwych dolegliwości - np. tzw. "łokieć tenisisty" czy przeciążenia ścięgna Achillesa. W przypadku skomplikowanych kontuzji (tj. otwarte złamania, zwichnięcia lub zerwania więzadeł), które będą wymagały inwazyjnych sposobów leczenia, metoda ta stanowi kluczowe uzupełnienie zabiegów chirurgicznych i zdecydowanie przyspiesza proces rekonwalescencji pooperacyjnej.

W zakres programu wchodzi viscosuplementacja oraz terapie: osocza bogatopłytkowego systemem Angel, metoda regeneracyjna komórkami macierzystymi i regeneracyjnymi technologią Cytori, terapia Orthokine oraz cały panel zabiegów operacyjnych. O kwalifikacji pacjenta do konkretnej terapii leczenia decyduje lekarz na konsultacji ortopedycznej po wykonaniu badania klinicznego, wywiadu oraz analizie szeregu badań obrazowych, takich jak: USG, RTG, tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny.
Więcej informacji dotyczących innowacyjnych metod regeneracji stawów można znaleźć na stronie: www.odmladzaniestawow.pl


Centrum Medyczne Damiana (CMD) istnieje od 1994 r. Oferuje szeroki zakres opieki medycznej, którą zapewnia pacjentom w siedmiu przychodniach i w szpitalu. Pracują w nich lekarze wszystkich specjalności, z wieloletnią praktyką kliniczną zdobytą w wiodących placówkach polskich i zagranicznych.

Zdrowie i bezpieczeństwo pacjentów gwarantowane są w oparciu o długoletnie doświadczenie lekarzy pracujących w Centrum Medycznym Damiana i najwyższe standardy w procesie leczenia. Wysoka jakość znalazła odzwierciedlenie w zdobytych przez CMD certyfikatach i nagrodach, tj. "Akredytacja Centrum Monitorowania Jakości", "Szpital bez bólu", "Bezpieczny Pacjent", "Godło Quality International 2017" oraz "Miejsce przyjazne przyszłej Mamie".

W ciągu 20 lat swojego istnienia Centrum Medyczne Damiana ugruntowało swoją silną pozycję na rynku prywatnych usług medycznych. O unikatowości jego usług świadczą indywidualne, przyjazne podejście do pacjentów, kompleksowa opieka medyczna, wysokie kwalifikacje personelu, a także zwracanie szczególnej uwagi na profilaktykę zdrowia. Centrum Medyczne Damiana należy do Grupy Medicover.


2018-02-05

Kiedy diety nie działają...

"Nowy rok, nowa ja" - powtarza sobie w jego pierwszych miesiącach wielu z nas. Jednym z najpopularniejszych postanowień noworocznych jest to, by (wreszcie) schudnąć. Tylko jak je zrealizować, jeśli wypróbowałaś już mnóstwo diet, a waga ani drgnęła i w dodatku przekracza normę o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt kilogramów? Eksperci podkreślają, że otyłość to coraz powszechniejszy problem, którego nie da się rozwiązać bez pomocy lekarza.

Problem wagi ciężkiej
Światowa Organizacja Zdrowia alarmuje, że w ciągu ostatnich 20 lat liczba ludzi otyłych potroiła się - w 2014 r. na całym świecie było ich około 641 mln. Według prognoz do 2025 r. otyła może być już nawet co piąta osoba! Problem dotyczy też Polaków - z badań wynika bowiem, że w naszym kraju z nadwagą i otyłością zmaga się już ponad 60% mężczyzn i połowa kobiet. - Te liczby są alarmujące także dlatego, że otyłość nadal rzadko traktuje się jak chorobę - a właśnie tak powinno się ją postrzegać - zwraca uwagę dr n. med. Patrycja Wachowska-Kelly, bariatra ze Szpitala Medicover. - Kłopoty z masą ciała sprowadzają się często do wymiaru estetycznego, źródła niższej samooceny i kompleksów, z którymi można sobie szybko poradzić dzięki kolejnej modnej diecie. To błąd... Nie bez powodu otyłość została uznana przez WHO za najgroźniejszą chorobę przewlekłą. Osoby otyłe są bardziej narażone między innymi na zawał serca, nadciśnienie tętnicze i inne choroby układu krążenia, cukrzycę typu 2 i zaburzenia hormonalne oraz lipidowe. Często zmagają się również z problemami z kręgosłupem i stawami - dodaje.

Dieta - konieczna, ale nie wystarczająca
Wiele otyłych osób próbuje walczyć z nadmiarem kilogramów - niestety bardzo często na własną rękę, za pomocą kolejnych znalezionych w internecie czy poleconych przez znajomych "diet-cud". Niekiedy udaje im się nawet zgubić kilka kilogramów, ale bardzo szybko wracają one z nawiązką bądź w najlepszym wypadku masa ciała staje w miejscu. Dlaczego tak się dzieje? - Każdego z nas charakteryzuje inny typ metaboliczny i inne zapotrzebowanie na składniki odżywcze, dlatego nie istnieje uniwersalna dieta, która będzie skuteczna u wszystkich i bezpieczna, gdy będzie się ją stosować przez dłuższy czas. Do opracowania odchudzającego jadłospisu należy podejść indywidualnie i bardzo rozważnie - podkreśla dr n. med. Patrycja Wachowska-Kelly. - Zbyt daleko idące restrykcje w komponowaniu i spożywaniu posiłków narażają na obniżenie tempa metabolizmu, niedobory witamin i minerałów, a nawet anemię. Dlatego też lekarze podkreślają, że jeśli nasza masa ciała przekracza normy, powinniśmy po pierwsze zgłosić się do dietetyka, ale także mieć świadomość, że jego pomoc może być niewystarczająca. Dlaczego?

Na plac boju wkracza chirurg
W przypadku osób otyłych powrót do prawidłowej masy ciała wymaga wprowadzenia zmian w jadłospisie i dość znacznego ograniczenia ilości spożywanego jedzenia. Po latach folgowania sobie nie jest to łatwe, dlatego konieczne może być połączenie profesjonalnie opracowanej diety z zastosowaniem jednej z metod leczenia otyłości. - Najprostszym i zarazem najmniej inwazyjnym zabiegiem bariatrycznym jest umieszczenie w żołądku pacjenta na określony czas specjalnego balonu, który następnie wypełnia się solą fizjologiczną bądź powietrzem. W ten sposób zmniejszamy objętość jego żołądka, a tym samym sprawiamy, że szybciej odczuwa sytość i mniej je - tłumaczy dr n. med. Patrycja Wachowska-Kelly ze Szpitala Medicover. Innym rozwiązaniem jest założenie na żołądek silikonowej opaski, która powoduje, że narząd ten przyjmuje kształt klepsydry, a przepływ pokarmów pomiędzy utworzonymi komorami i tym samym to, jak szybko pacjent czuje, że zaspokoił apetyt, lekarz reguluje poprzez zacieśnianie lub luzowanie opaski (do kontrolowania ucisku służy specjalny port umieszczony pod lewym łukiem żebrowym). Opaskę można też całkowicie usunąć.
Nad apetytem pomaga również zapanować rękawowa resekcja żołądka. - Poprzez taki zabieg możemy chirurgicznie zmniejszyć objętość żołądka o nawet 90%. Warto wspomnieć, że wykonujemy go laparoskopowo, dzięki czemu po jego przeprowadzeniu pozostają tylko drobne blizny (mające około 1,5-2 cm) zlokalizowane w nadbrzuszu - podkreśla dr n. med. Wachowska-Kelly, bariatra ze Szpitala Medicover.
U osób, u których występuje nie tylko otyłość, ale i poważne zaburzenia metaboliczne, lekarze często rekomendują rozwiązanie, jakim jest by-pass żołądkowy. - Za jego pomocą chirurgicznie modyfikujemy drogę, którą pokonuje przyjęty pokarm - omija on wówczas dwunastnicę i około 150 cm jelita czczego. W ten sposób zmniejszamy przyswajanie składników odżywczych - mówi dr n. med. Patrycja Wachowska-Kelly.

Lekarze zwracają uwagę na to, że żadna z metod leczenia otyłości nie powoduje, że automatycznie zaczyna się tracić na wadze. Tego rodzaju zabiegi pomagają bowiem przede wszystkim zmniejszyć spożywane porcje, bo sprawiają, że szybciej czuje się sytość. - To głównie od pacjenta zależy, ile kilogramów straci i czy ich utrata będzie trwała. Ważne jest, by wprowadził on już na stałe nowe, zdrowe nawyki, zarówno w obszarze odżywiania, jak i aktywności fizycznej. Regularne ćwiczenia 2-3 razy w tygodniu, w szczególności zajęcia kardio, powinny stać się stałym elementem planu redukcji masy ciała. Tylko takie połączenie i uzupełniające się działania na różnych polach pozwolą osiągnąć upragniony cel, wrócić do dobrej formy i prawidłowej masy ciała - podsumowuje dr n. med. Patrycja Wachowska-Kelly ze Szpitala Medicover.


2018-02-05

Bóle stawów nie są zarezerwowane dla osób starszych. Czy Tobie też grożą?

Dobrej kondycji stawów nie sprzyja nie tylko upływający czas, ale też styl życia wielu z nas. Spędzamy długie godziny siedząc za biurkiem, często borykamy się z nadmiarem kilogramów, mało się ruszamy albo wręcz przeciwnie - ćwiczymy zbyt intensywnie. Efekt? Dziś na bóle stawów skarży się już jedna piąta Polaków i nie są to tylko seniorzy. Co zrobić, by uniknąć tych nieprzyjemnych dolegliwości, a także nie dopuścić do groźnych powikłań?

Na własne życzenie
Przez wielu z nas kłopoty ze stawami traktowane są jako domena osób starszych. - Rzeczywiście podłożem wielu dolegliwości w obrębie tych ruchomych połączeń kości jest upływ lat, z którym wiąże się degeneracja chrząstki stawowej. Problemy dotyczące stawów wynikają jednak nie tylko ze starzenia się czy innych czynników, na które nie mamy wpływu, jak uwarunkowania genetyczne czy wrodzone wady w budowie anatomicznej. Nasz organizm może nam również w ten sposób "odwdzięczać się" za niezdrowy styl życia - podkreśla dr Krystyna Guzek, lekarz chorób wewnętrznych z Kliniki Medycyny Wellness w Szpitalu Medicover. Niebezpieczna w tym kontekście może być nadwaga bądź otyłość, ponieważ każdy zbędny kilogram to dodatkowy ciężar, jaki muszą dźwigać nasze stawy. Ich dobrej kondycji nie służy też siedzący tryb życia i spędzanie wielu godzin w ciągu dnia w tej samej pozycji, na przykład pracując przy biurku czy wykonując powtarzalne czynności - to może być dla nich większym obciążeniem niż dźwiganie ciężarów. Warto także pamiętać, że na dolegliwości związane ze stawami narażamy się również wtedy, gdy zbyt intensywnie trenujemy lub ćwiczymy nieprawidłowo, nierównomiernie bądź zbyt mocno obciążając poszczególne części naszego ciała.

Większy problem
Bolesne odczucia w stawie mogą mieć też jeszcze inne przyczyny - kryć się za nimi może choroba, z którą zmaga się organizm. Znajdziemy je na liście symptomów takich schorzeń jak borelioza czy dna moczanowa, niekiedy towarzyszą także grypie i innym infekcjom, takim jak różyczka czy ospa wietrzna. - Przede wszystkim jednak bóle stawów to nieodłączny element chorób reumatycznych i zwyrodnieniowych, które dotykają już nie tylko seniorów, ale i 20-30-latków - mówi dr Krystyna Guzek ze Szpitala Medicover. - Początkowo nieprzyjemne dolegliwości odczuwa się przede wszystkim w trakcie ruchu. Pierwotnie są to tak zwane bóle startowe, a więc takie, które pojawiają się na przykład po wstaniu z łóżka czy kanapy, ale z upływem czasu ból wywołuje praktycznie każdy, najmniejszy nawet ruch. W miarę postępu choroby bolesność towarzyszy pacjentowi przez cały czas - również wtedy, gdy jego ciało pozostaje w spoczynku, w tym podczas snu. Ból to nie jedyny sygnał ostrzegawczy, jaki w tym przypadku wysyła nasz organizm. Towarzyszą mu bowiem także poranna sztywność kończyn, "strzelanie" w stawach, ograniczenie ich ruchomości, opuchlizna czy deformacja.

Stawy do naprawy?
Bólu stawów nie da się przeoczyć czy zignorować, bo jest on bardzo uporczywy - w szczególności, gdy ma charakter przewlekły. Czy można coś zrobić, by go zmniejszyć? - Przede wszystkim nie należy skupiać się wyłącznie na niwelowaniu skutków, a poszukać ich przyczyny. Im szybciej ją odkryjemy, tym lepiej, bo jeśli to choroba, to jej wczesne stadium zwiększa szanse wyleczenia - podkreśla dr Krystyna Guzek. Pierwszym krokiem w tym kierunku jest zawsze szczegółowy wywiad przeprowadzony przez lekarza. Jakich pytań można się podczas niego spodziewać? - Bardzo ważne jest, by pacjent potrafił określić od jak dawna zmaga się z bólem stawów, a także scharakteryzował go - to znaczy opowiedział na przykład o tym czy pojawia się zawsze w tym samym miejscu, czy obejmuje konkretny staw bądź stawy i kiedy dokucza - w trakcie ruchu, po intensywnym wysiłku, a może rano, po przebudzeniu. Podczas wizyty warto też opowiedzieć o innych dolegliwościach towarzyszących bólowi stawów, takich jak gorączka czy nieuzasadniona utrata masy ciała. Bardzo ważne są dla nas również informacje o ewentualnych chorobach przewlekłych, takich jak łuszczyca czy kłopoty z tarczycą, a także o odnotowanych w rodzinie przypadkach schorzeń stawów - wymienia dr Krystyna Guzek. Zebrane w ten sposób wiadomości są dla lekarza podstawą do decyzji o dalszym postępowaniu diagnostycznym. - Pacjent zwykle kierowany jest na badania laboratoryjne - morfologię i OB, niekiedy też na punkcję stawu. Następnie poddawany jest określonym badaniom obrazowym - najczęściej jest to USG chorego stawu bądź RTG, w niektórych przypadkach wykorzystywany jest także rezonans magnetyczny bądź tomografia komputerowa - mówi dr Guzek ze Szpitala Medicover. - U części osób wykonujemy natomiast screening stawów, czyli kompleksowy przegląd ich stanu, który łączy w sobie różne rodzaje badań, dające pełen obraz przypadłości, z którą boryka się pacjent. Są one wykonywane w przeciągu jednego dnia, dzięki czemu nie wymagają wielokrotnych wizyt w szpitalu czy wyłączenia się na dłużej z codziennej aktywności. Wyniki takich testów pozwalają po pierwsze wykryć bądź potwierdzić wcześniejsze podejrzenia względem przyczyny bólu stawów i zaplanować odpowiednie leczenie.

Problemy ze stawami zwykle oznaczają ból, a do tego potrafią skutecznie utrudniać codzienne funkcjonowanie, bo z ich powodu nawet tak proste czynności, jak odkręcenie butelki z wodą stają się niewykonalne. Dlatego jeśli zauważymy u siebie jakiekolwiek dolegliwości dotyczące tych ruchomych połączeń kości, nie zwlekajmy z wizytą u lekarza. Zaniedbany problem może bowiem być nie tylko uciążliwy, ale w dłuższej perspektywie doprowadzić nawet do kalectwa.


2017-11-02

Zadbaj o piękne (i zdrowe) nogi

Co roku w ciepłe dni marzysz o tym, by założyć krótką spódniczkę lub szorty, ale powstrzymują Cię widoczne na nogach niedoskonałości? Nie jesteś sama - według badań aż 72% Polek skarży się na dolegliwości związane z niewydolnością żył kończyn dolnych, w tym żylaki. Nie znaczy to jednak, że jesteś skazana na noszenie ubrań o długości maxi. Obecnie dzięki nowoczesnym zabiegom o piękno swoich nóg, ale i zdrowie można zadbać w zaledwie 15 minut! Leczenie warto zaplanować właśnie teraz, w sezonie jesienno-zimowym. Dobrze też poznać przyczynę problemu, by zmniejszyć ryzyko, że powróci.

Gdy krew nie krąży tak jak powinna
Na początek krótka powtórka z biologii. Wszyscy wiemy, że krew krąży po naszym organizmie w zamkniętym systemie - serce pompuje ją tętnicami, a te rozprowadzają ją do poszczególnych tkanek. Droga powrotna jest trudniejsza - w żyłach krew porusza się z mniejszym ciśnieniem, a dodatkowo odpływając z nóg musi zmierzyć się z siłą grawitacji. Dla naszego ciała jest to wyzwaniem, ale radzi sobie ono z tym zadaniem świetnie - pod warunkiem, że ściany naczyń krwionośnych mają odpowiednią elastyczność, a zastawki są sprawne i nie dopuszczają do cofania się krwi. Dodatkowym wsparciem jest też tak zwana pompa mięśniowa, czyli po prostu mięśnie naszych nóg. Tak proces ten wygląda, gdy wszystkie uczestniczące w nim elementy pracują prawidłowo. - Jeśli jednak przykładowo zastawka zostaje uszkodzona bądź staje się nieszczelna, krew zaczyna się cofać i gromadzić w żyłach, naciskając na ich ściany. W efekcie naczynia krwionośne się rozszerzają, co finalnie skutkuje pojawieniem się żylaków - tłumaczy prof. Maciej Kielar, chirurg, flebolog ze Szpitala Medicover. Dlaczego jednak tego rodzaju zaburzenia występują?

Winne geny i brak ruchu
- Przyczyną niewydolności żył kończyn dolnych mogą być uwarunkowania genetyczne - zastawka może być na przykład nieprawidłowo zbudowana, co utrudnia jej pełnienie swoich funkcji - wskazuje prof. Maciej Kielar. - Do powstawania żylaków często przyczyniamy się jednak my sami - dodaje. Prawidłowe działanie wspomnianej wcześniej pompy mięśniowej wymaga bowiem rytmicznego kurczenia się mięśni nóg, a to dzieje się przede wszystkim wtedy, gdy chodzimy czy biegamy. - Jeśli prowadzimy głównie siedzący albo stojący tryb życia i mało się ruszamy, mięśnie stóp i łydek przez znaczną część dnia pozostają w bezruchu, przez co krwi dużo trudniej jest pokonać grawitację i krążyć prawidłowo. Brak aktywności fizycznej sprzyja też przybieraniu na wadze, a zbędne kilogramy zwiększają obciążenie nóg - mówi prof. Maciej Kielar. Prawidłowe krążenie mogą zaburzać również gorące kąpiele, częste korzystanie z sauny, noszenie ciasnych ubrań, palenie papierosów i spożywanie alkoholu. Do powstawania żylaków przyczynia się także przebyta ciąża, dźwiganie dużych ciężarów, niektóre choroby, np. cukrzyca czy dolegliwości, które wiążą się z unieruchomieniem.

Najpierw nogi robią się "ciężkie"
Sam proces powstawania żylaków może trwać latami, a widoczne pod skórą poskręcane i wypukłe żyły świadczą już o zaawansowanym stadium choroby. Nie znaczy to jednak, że nasz organizm nie wysyła nam sygnałów ostrzegawczych. - Objawy, które powinny nas zaniepokoić i mogą świadczyć o niewydolności żył kończyn dolnych, to początkowo częste uczucie "ciężkich" nóg, ich swędzenie, pieczenie i drętwienie, a także opuchlizna w okolicy kostek. Dopiero z czasem zauważyć możemy pękające naczynka czy tak zwane pajączki, a finalnie same żylaki - mówi prof. Maciej Kielar ze Szpitala Medicover. - Pamiętajmy o tym, że nie jest to jedynie defekt kosmetyczny, a poważny problem, który zignorowany może w dłuższej perspektywie doprowadzić do niewydolności żylnej, zapalenia żył głębokich, a nawet zagrażającego życiu zatoru. Dlatego też im szybciej zareagujemy, tym lepiej.

Kwadrans i po problemie
Sposobów leczenia żylaków jest kilka, a wybór konkretnej techniki zależy przede wszystkim od tego w jak zaawansowanym stadium rozwoju będą, gdy zgłosimy się do lekarza. Jedną z najnowocześniejszych jest metoda radiofalowa (nazywana też radioablacją), którą można wykorzystywać zarówno przy leczeniu samych żylaków, jak i likwidowaniu pajączków czy drobnych poszerzonych żył na nogach. - Cieszy się ona dużą popularnością przede wszystkim dlatego, że cechuje ją wysoka skuteczność i niskie ryzyko powikłań, ale dla pacjentów istotne jest także to, że pozwala uniknąć bólu i blizn, a cały zabieg trwa około 15 minut i jest przeprowadzany w znieczuleniu - mówi prof. Maciej Kielar ze Szpitala Medicover. - Jego przebieg wygląda następująco: nakłuwamy żyłę odpiszczelową, wprowadzamy do niej specjalną sondę i pod kontrolą ultrasonografu koagulujemy ją, czyli zamykamy oddziałując na nią wysoką temperaturą.

W przypadku, gdy zmagamy się z żylakami większych rozmiarów, lekarz może zdecydować o zastosowaniu laseroterapii. Taki zabieg również wykonuje się w znieczuleniu, a żyłę koaguluje się naświetlając jej ściany od wewnątrz światłem lasera. - W określonych przypadkach, a także jako uzupełnienie dla metody radiofalowej lub laseroterapii wykorzystuje się też skleroterapię, w ramach której podaje się specjalny preparat doprowadzający do kontrolowanego zwłóknienia naczynia i w efekcie jego naturalnego zamknięcia. Leczenie niekiedy wspomaga się też stosowaniem odpowiednich środków farmakologicznych, których zadaniem jest przede wszystkim uszczelnienie i zwiększenie napięcia ścian naczyń krwionośnych oraz usprawnienie przepływu krwi - dodaje prof. Maciej Kielar. W określonych przypadkach pomocne jest dodatkowo noszenie uciskowych leczniczych rajstop czy pończoch.

Dla wielu kobiet pojawiające się na horyzoncie lato zamiast być powodem do radości, jest źródłem zmartwień - wszystko przez widoczne na nogach niedoskonałości. Warto więc z wyprzedzeniem zadbać o to, by wyleczyć żylaki, bo to nie tylko defekt estetyczny, ale też objaw niebezpiecznych dla zdrowia kłopotów z krążeniem. Dziś nie trzeba się tego obawiać, bo nowoczesne metody pozwalają zlikwidować ten problem już w kilkanaście minut.


2017-11-02

Ciągle czujesz zmęczenie? Sprawdź dlaczego?

Brakuje Ci energii, w ciągu dnia często odczuwasz senność, a do tego dokuczają Ci bóle i zawroty głowy? Zwykle w ten sposób organizm sygnalizuje, że musisz się wreszcie porządnie wyspać i nieco zwolnić tempo. Za takimi objawami mogą jednak kryć się też poważne problemy ze zdrowiem. Jeśli więc zauważasz u siebie chroniczne zmęczenie, nie bagatelizuj go i sprawdź z czego wynika.

Odczuwanie zmęczenia i potrzeby odpoczynku to pewnego rodzaju reakcja obronna organizmu, który w ten sposób daje nam znać o tym, że narażamy go na nadmierny wysiłek albo że pewne procesy w naszym ciele zostały zaburzone. Najczęściej spadek energii wiążemy z brakiem snu, przepracowaniem czy stresem, ale warto wiedzieć, że może być on symptomem chorób, także tych naprawdę poważnych.

Długa lista podejrzanych
- Chroniczne zmęczenie może być wywołane na przykład anemią, która najczęściej wiąże się ze zbyt niskim poziomem żelaza. Pierwiastek ten jest niezbędny do produkcji hemoglobiny - barwnika czerwonych krwinek. W efekcie do komórek dociera mniej tlenu i narządy pracują gorzej - tłumaczy dr n. med. Anna Barańska, specjalista chorób wewnętrznych i kardiologii w Klinice Medycyny Wellness Szpitala Medicover. Niedotlenienie tkanek może być też związane z konkretnymi schorzeniami dotyczącymi serca, takimi jak choroba wieńcowa, wady zastawkowe, zaburzenia rytmu czy niewydolność serca. Jeżeli więc zauważymy objawy takie jak duszność, bóle w klatce piersiowej, kołatania serca, omdlenia czy pogorszenie wydolności fizycznej, należy jak najszybciej udać się do lekarza.

Powodem odczuwania osłabienia i senności może być nie tylko niedobór tlenu, ale i spadek stężenia glukozy we krwi poniżej normy, czyli hipoglikemia. - Ta dolegliwość najczęściej kojarzona jest z cukrzycą, ale może też wystąpić u osób, które wcale na nią nie chorują - w ich przypadku tak zwane niedocukrzenie może wywołać zbyt intensywny wysiłek fizyczny, napady spożywania posiłków wysokowęglowodanowych, wypicie dużej ilości alkoholu, ale również stres - wymienia dr n. med. Anna Barańska.

Jako źródło braku energii często wskazuje się też kłopoty z tarczycą. - Gruczoł ten odpowiada za produkcję hormonów, które są niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania wszystkich narządów wewnętrznych. Tarczyca może wytwarzać ich za dużo lub za mało i mówimy wówczas odpowiednio o jej nadczynności bądź niedoczynności. Co ciekawe, obie te choroby mogą objawiać się uczuciem zmęczenia - mówi dr n. med. Anna Barańska ze Szpitala Medicover.

Nie lekceważ - badaj
Te dolegliwości nie wyczerpują wszystkich możliwych powodów chronicznego zmęczenia, a lista "podejrzanych" jest znacznie dłuższa - znajdują się na niej nie tylko choroby serca, ale również miażdżyca naczyń i inne choroby naczyniowe, niewydolność nerek, odwodnienie czy niedobory jonów. Zdiagnozowanie przyczyny może więc wiązać się z koniecznością wykonania wielu badań. Nie powinno nas to jednak zniechęcać, gdyż zignorowanie tego objawu może wiązać się z poważnymi konsekwencjami dla naszego zdrowia. Jeśli więc w ciągu ostatnich kilku miesięcy zauważyliśmy u siebie długotrwały spadek energii, ospałość, a także często powracające bóle i zawroty głowy, koniecznie wybierzmy się do lekarza. Specjalista najpierw przeprowadzi z nami wywiad, a następnie na podstawie uzyskanych podczas niego informacji o naszym stylu życia, a także przebytych i aktualnych chorobach skieruje na odpowiednie badania. - Dobiera się je zawsze indywidualnie w zależności od konkretnego przypadku. Jeśli już na etapie wywiadu podejrzewamy, że u danego pacjenta przyczyną chronicznego zmęczenia jest określona dolegliwość, w pierwszej kolejności wykonujemy testy w jej kierunku - mówi dr n. med. Anna Barańska ze Szpitala Medicover. - Możemy też skierować go na tak zwany screening przewlekłego zmęczenia. To cały pakiet odpowiednio dobranych badań, w którego skład wchodzą między innymi szeroki panel badań hormonalnych i metabolicznych, czynniki ryzyka chorób układu krążenia i naturalnie morfologia krwi. Wszystkie wykonujemy w ciągu zaledwie kilkugodzinnego pobytu w szpitalu. W ten sposób zyskujemy możliwość kompleksowej diagnostyki pacjenta i rozpoznania ewentualnych chorób. Na tej podstawie jesteśmy w stanie przedstawić mu zalecenia i wdrożyć adekwatne do stwierdzonych nieprawidłowości leczenie - dodaje.


2017-10-18

Planujesz wyjazd na narty? Zacznij przygotowania już teraz

Wydaje ci się, że do zimy zostało jeszcze sporo czasu? To prawda, ale jeśli planujesz wyjazd na narty wiedz, że to ostatni moment, aby zacząć przygotowywać organizm na śnieżne szaleństwa. Jak zadbać o kondycję, aby zminimalizować ryzyko kontuzji i w pełni cieszyć się z zimowego urlopu?

Zacznij już dziś!
Regularna aktywność fizyczna pomaga zachować organizm w ogólnym dobrym stanie oraz poprawia jego odporność i wytrzymałość. Mocniejsze mięśnie to natomiast lepsza stabilizacja stawów, a zarazem mniejsze niebezpieczeństwo doznania urazu na stoku. Jeśli na co dzień prowadzisz raczej siedzący tryb życia, a już nie możesz doczekać się ferii na nartach, nie załamuj się. Jeszcze nie jest za późno, żeby przygotować się do sezonu zimowego. Sposobów jest wiele - zacznij od ćwiczeń trzy razy w tygodniu po pół godziny. - Niezbędnym minimum będą aktywności o stałej i umiarkowanej intensywności, jak na przykład bieganie, jazda na rowerze czy rolkach lub pływanie. Poza treningami poprawiającymi ogólną wytrzymałość, warto uwzględnić w planie również te skupiające się na poszczególnych częściach ciała poddawanych największym obciążeniom podczas jazdy na nartach - zauważa Józef Napierała, trener przygotowania motorycznego z RehaSport Clinic w Szpitalu Medicover.

Zadbaj o stawy kolanowe
Od kiedy kostki są stabilizowane przez wysokie i sztywne buty narciarskie, w czasie jazdy na nartach najczęściej dochodzi do kontuzji w obrębie stawu kolanowego. Na ogromne przeciążenia narażamy go szczególnie podczas zjazdów ze stoku i nagłych zmian kierunku ruchu. - W czasie zimowych szaleństw często dochodzi do zerwania czy naderwania więzadeł krzyżowych, pęknięcia albo zmiażdżenie łękotki, stłuczenia, a nawet złamania kości. Aby zmniejszyć ryzyko tego typu urazów, warto z wyprzedzeniem zadbać o trening sąsiadujących ze stawem kolanowym części ciała, a dzięki temu o wzmocnienie mięśni, które go stabilizują - mówi Maciej Biegański, fizjoterapeuta z RehaSport Clinic. Sprawdzą się tutaj chociażby znane wszystkim przysiady.

Bliżej wyjazdu dobrze jest skupić się przede wszystkim na mięśniach, które pracują najintensywniej w czasie jazdy na nartach, czyli czworogłowych ud i postarać się, żeby wykonywane ćwiczenia zawierały ruchy zbliżone do tych podczas jazdy na nartach - może to być na przykład zbieganie ze stromego stoku lub po schodach, zeskoki z niewielkich wysokości czy przeskoki przez przeszkodę do przysiadu. - Pamiętajmy, że serie tego typu aktywności trzeba koniecznie poprzedzić rozgrzewką i mieć na uwadze stopniowanie ich trudności i intensywności. Nie zapominajmy też o tym, że obciążenia należy dostosowywać do swoich indywidualnych możliwości wysiłkowych - w przeciwnym razie można ulec kontuzji jeszcze przed sezonem - przestrzega fizjoterapeuta Maciej Biegański z RehaSport Clinic w Szpitalu Medicover.

Koordynacja i równowaga
W czasie jazdy na nartach narażone na kontuzje są nie tylko kolana, zdarzają się również urazy barków czy nadgarstków, a przy upadkach przy dużej prędkości nawet kręgosłupa (choć te ostatnie to zwykle naciągnięcia mięśni lub stłuczenia). Przygotowując się do sezonu zimowego pamiętaj więc również o górnych partiach ciała, wzmacniaj także mięśnie grzbietu oraz brzucha, bo w ten sposób możesz oszczędzić sobie często spotykanych po pierwszych dniach na stoku bólów pleców.

Przygotowanie do sezonu zimowego powinno uwzględnić także aktywności poprawiające koordynację ruchów i rozciągające. Pomogą one później w płynnym poruszaniu się na stoku oraz utrzymaniu równowagi, kiedy będzie zagrażał ci upadek i wiążąca się z nim ewentualna kontuzja. W planie treningowym dobrze więc uwzględnić również ćwiczenie balansu, przykładowo stawanie na jednej nodze, najlepiej na miękkim podłożu, jak materac. Żeby nogi przyzwyczaiły się do układu wymuszanego przez buty narciarskie, warto to ćwiczenie częściowo wykonywać już w nich.

W trakcie urlopu zdecydowanie szkoda czasu na kontuzje. Zrób więc, co możesz, aby się przed nimi uchronić - a możesz naprawdę wiele! Dobrze wykorzystaj jesień, aby przygotować się do sezonu narciarskiego i w pełni cieszyć się zimowym wypadem na stok.


2017-10-18

Prowadzisz kanapowy styl życia? Grozi ci nie tylko nadwaga

Większość z nas w ciągu dnia głównie siedzi - za biurkiem w pracy, za kierownicą samochodu, na sofie przed telewizorem czy z laptopem. Wiele słyszeliśmy już o tym, że w ten sposób narażamy się na nadwagę. Lekarze zwracają jednak uwagę, że nadmiar kilogramów to nie jedyne, co nam grozi, jeśli prowadzimy mało aktywny, a wręcz kanapowy tryb życia.

Moje plecy...
Jaką postawę przyjmujesz, gdy siedzisz przy biurku i pracujesz na komputerze? Większość z nas pochyla się, garbi, przekrzywia ciało i wysuwa głowę do przodu. W efekcie nacisk wywierany na nasze kręgi i krążki międzykręgowe jest zwiększony kilkukrotnie, mięśnie grzbietu nadmiernie się rozciągają, natomiast przykurczone są mięśnie klatki piersiowej. Skutek? Boli nas głowa, kark i ramiona. To jednak nie wszystko - w dłuższej perspektywie nadmierne obciążanie w ten sposób kręgosłupa może przyczynić się między innymi do powstania zmian zwyrodnieniowych. Przyjmowana na wiele godzin dziennie nieprawidłowa postawa może także powodować kłopoty z oddychaniem, odczuwanie kłucia w klatce piersiowej i duszności.

Brzuch też nie jest bezpieczny
- Długotrwałe siedzenie w bezruchu osłabia także mięśnie jamy brzusznej i spowalnia perystaltykę jelit, a jeśli do tego często się pochylamy, wywieramy dodatkowy nacisk na narządy umiejscowione w jamie brzusznej. To z kolei wywołuje zaburzenia motoryki jelit (tak zwany syndrom leniwego jelita), objawiające się bólami brzucha, ciągłym uczuciem wzdęcia, zaparciami i innymi problemami z układem trawiennym - mówi dr Katarzyna Borycka-Kiciak, proktolog ze Szpitala Medicover. Dolegliwości te powodują nie tylko dyskomfort, ale mogą mieć też niekorzystny wpływ na cały organizm, bo zalegające w jelitach resztki pokarmowe powodują tworzenie się toksycznych substancji. Oddziałują one negatywnie na same jelita, gdyż powodują stany zapalne i podrażnienia, ale pogarszają też ogólne samopoczucie.

Gdy siedzenie boli
Jedną z najbardziej wstydliwych, a zarazem bardzo powszechnych dolegliwości związanych z prowadzeniem mało aktywnego trybu życia oraz wspomnianymi wcześniej zaparciami jest choroba hemoroidalna. - Gdy przez wiele godzin dziennie siedzimy, a do tego mamy kłopoty z wypróżnianiem, nasilające się zaburzenia odpływu krwi żylnej doprowadzają do zastoju w splotach hemoroidalnych. Te w efekcie z czasem powiększają się i coraz bardziej uwypuklają, wysuwając się z odbytu. Dochodzi do rozszczelnienia kanału odbytu i narastania nieprzyjemnych objawów, które składają się na chorobę hemoroidalną - tłumaczy dr Katarzyna Borycka-Kiciak. Symptomów nie da się przeoczyć. - Najczęściej jest to krwawienie, początkowo podczas oddawania stolca, później już niezależnie od tej czynności. Pacjenci skarżą się też na przykre uczucie niepełnego wypróżnienia, nawracające dolegliwości bólowe oraz uporczywy świąd - dodaje dr Borycka-Kiciak.

Przyjrzyj się swoim nogom
Jeżeli w ciągu dnia głównie siedzimy, mięśnie naszych stóp i łydek pozostają w bezruchu, więc nie wspomagają przepływu krwi do serca, a gdy dodatkowo nasze kończyny są ciągle zgięte w stawach kolanowych i biodrowych, utrudnia to odpływ krwi. Ta zaczyna zalegać w żyłach, napiera na ich ściany i sprawia, że stają się osłabione i rozszerzone, co może prowadzić najpierw do powstawania obrzęków, później żylaków, a finalnie nawet żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej. U pań zaburzenia krążenia krwi i limfy mogą przyczyniać się także do powstawania tak nielubianego przez nie cellulitu. To nie wszystko - stały nacisk wywierany na tkanki, gdy siedzimy, dodatkowo go uwidacznia.

Słowo-klucz? Profilaktyka!
Jaki jest najlepszy sposób na to, by uniknąć wszystkich tych nieprzyjemnych skutków kanapowego stylu życia? Krótko mówiąc - zrezygnowanie z niego. Najważniejsze jest przede wszystkim pamiętanie o regularnej aktywności fizycznej, która pozwoli rozluźnić mięśnie, a także usprawnić krążenie i pozytywnie wpłynie na kondycję całego organizmu. To nie muszą być wcale dyscypliny wyczynowe - w zupełności wystarczą dłuższe spacery, jazda na rowerze, bieganie czy pływanie. Jeżeli nasza praca wymaga od nas spędzania codziennie wielu godzin za biurkiem, nie zapominajmy też o tym, by dbać o prawidłową postawę, a także robić sobie regularne przerwy i podczas nich wstawać, porozciągać się i wykonać kilka ćwiczeń oddechowych. By walczyć z zaparciami, a przy okazji zmniejszyć ryzyko pojawienia się choroby hemoroidalnej, zadbajmy nie tylko o ruch, ale i dietę zawierającą dużo błonnika pod postacią na przykład pełnoziarnistego chleba, kasz, warzyw i owoców (ale uwaga - trzeba je włączać do jadłospisu stopniowo, bo zbyt gwałtowna zmiana codziennego menu może spowodować wzdęcia i bóle brzucha). Warto także jeść jogurty i kefiry, które zawierają pobudzające jelito grube do pracy bakterie kwasu mlekowego, a także dbać o to, by wypijać odpowiednią ilość wody. Z kolei osoby, które zauważyły u siebie niepokojące objawy, które mogą wskazywać na chorobę hemoroidalną, nie powinny czekać z wizytą u lekarza. - To ważne z kilku względów. Po pierwsze i najważniejsze - trzeba wykluczyć inne, poważniejsze przyczyny krwawienia. Po drugie - rozpoznanie choroby we wcześniejszym stadium daje większe szanse na  powodzenie leczenia zachowawczego, a więc poprzez stosowanie odpowiednio dobranych maści i czopków. Kiedy zaś okaże się ono niewystarczające - mniej zaawansowana choroba pozwala na zastosowanie małoinwazyjnych metod leczenia operacyjnego - mówi proktolog dr Katarzyna Borycka-Kiciak ze Szpitala Medicover. Podobnie w przypadku żylaków - jeżeli zauważymy na swoich nogach pajączki bądź charakterystyczne, wypukłe i poskręcane żyły, umówmy się na konsultację do specjalisty. Szybka reakcja również w tym przypadku daje większe szanse na skuteczne wyleczenie dokuczających dolegliwości.


2017-07-25

To nie są zwykłe T-shirty - koszulki Regatty na lato

Tradycyjny bawełniany T-shirt czy techniczna koszulka błyskawicznie odprowadzająca wilgoć od ciała? Wybór odpowiedniej bielizny na lato wydaje się oczywisty. W specjalistycznych kolekcjach firm outdoorowych znajdziemy wiele modeli wykonanych z szybkoschnących i oddychających tkanin. Również Regatta przygotowała propozycje na lato, dzięki którym upał nie będzie straszny.

Paniom szczególnie polecamy bardzo kobiecą Wm Hyperdimension oraz sportową Volito. Panom przypadnie do gustu Virda oraz niezwykle efektowna kolorystycznie Hyperdimension, tym razem w wersji męskiej.

Hyperdimension i Wm Hyperdimension to przyjemne w dotyku, sportowe, techniczne koszulki, które sprawdzą się doskonale jako pierwsza warstwa przy ciele, zarówno podczas biegowych treningów, długich wycieczek, jak i wypraw w góry. Będą przyciągać wzrok również podczas spacerów w mieście. Są wykonane z szybkoschnącej i przewiewnej tkaniny, dzięki czemu, niezależnie od temperatury, nawet podczas intensywnego wysiłku, będziemy czuć się w nich komfortowo i przyjemnie. Bardzo ciekawą kolorystykę zastosowano zarówno w wersji męskiej i damskiej.

Womens Volito ma zdecydowanie bardziej sportowy krój, dopasowany do kobiecej budowy ciała. Zaprojektowano ją na mocne treningi, wspinaczkę i wymagające górskie trasy. Wykonana została z niesamowicie lekkiej tkaniny ISOVAPO. To szybkoschnący i oddychający ultralekki materiał techniczny, który błyskawicznie odprowadza wilgoć od ciała. Dostępna jest w pięknym słonecznym kolorze - w sam raz na lato!

Z kolei panowie mogą wybierać spośród całej gamy barw przyporządkowanych do modelu Virda. Niebieski, pomarańczowy, czerwony, zielony, biały, szary i czarny? Ciekawe, który kolor się najbardziej spodoba? Inserty z oddychającej siateczki pod pachami i na plecach zostały dopasowane w kontrastujących barwach. Materiał błyskawicznie odprowadza pot od ciała, dzięki czemu nawet podczas całego dnia na górskim szlaku bądź w trakcie intensywnego biegu w upalny dzień koszulki zapewniają pełen komfort. Virda przyda się na ambitne sportowe wyzwania i aktywności na świeżym powietrzu.

Regatta posiada szeroki wybór koszulek zarówno technicznych, jak i wykonanych z naturalnego bawełnianego materiału Coolwave, specjalnie dostosowanego do wymagań wysokiej temperatury. Oferuje także koszulki polo i rozpinane koszule. Więcej propozycji koszulek w wersji damskiej i męskiej znajduje się na stronie www.regatta.pl

Virda
Volito
Hyperdimension
Wm_Hyperdimension

2017-07-25

Gotowi na nurkowanie?

Od dawna myślisz o tym, żeby na własne oczy zobaczyć podwodny świat i podczas najbliższego urlopu planujesz wreszcie to marzenie zrealizować? Nim wyruszysz na podbój raf koralowych dowiedz się jak nurkowanie może wpłynąć na twój organizm i odpowiednio przygotuj się na ewentualne niedogodności. Sprawdź też czy nie cierpisz na dolegliwości, które mogłyby uniemożliwić ci zostanie nurkiem.

W nurkowaniu, podobnie jak na przykład w jeździe samochodem, zasady bezpieczeństwa wymagają, żeby przed praktyką zapoznać się z teorią. Zanim jednak z uwagą będziesz słuchać na piaszczystej plaży instruktażu dotyczącego sprzętu do divingu, dowiedz się jak na tę aktywność może zareagować twój organizm. Dzięki temu podczas urlopu unikniesz niemiłej niespodzianki - pewne schorzenia mogą bowiem być przeszkodą dla nurkowania ze względów zdrowotnych.

Od czego zacząć?
- Nawet jeżeli oceniamy swój ogólny stan zdrowia jako dobry, przed nurkowaniem najlepiej spotkać się z lekarzem, który wykona podstawowe badania i zwróci uwagę na ewentualne przeciwwskazania związane z tą aktywnością. Należy sprawdzić ciśnienie krwi, dobrze też zrobić podstawową morfologię i badanie moczu oraz zbadać stan serca poprzez EKG i RTG klatki piersiowej - mówi dr n. med. Marta Held-Ziółkowska, laryngolog ze Szpitala Medicover. Pamiętaj również, że kluczową podczas nurkowania kwestią jest prawidłowa wentylacja - jeśli więc często dokuczają ci choroby dróg oddechowych lub wiesz, że Twoja przegroda nosowa jest skrzywiona - przed urlopem odwiedź także laryngologa.

Potrafisz oddychać spokojnie?
Nurkowanie wywołuje fizjologiczne reakcje, między innymi w układzie krążenia i oddechowym. Te dwa systemy działają wspólnie, aby dostarczyć każdej komórce ciała tlen i pożywienie, a równocześnie odbierać produkty przemiany materii. Ich funkcjonowanie zmienia się jednak wraz z różnicami ciśnienia otoczenia, czyli na przykład podczas nurkowania. Jeśli zanurzasz się na 40 metrów, na twoje ciało działa siła niemal 100 ton, jednak nie czujesz jej, ponieważ rozkłada się na wszystkie komórki równomiernie. Kiedy oddychasz przez automat lub fajkę (bo zakładamy, że od razu nie zdecydujesz się na freediving), woda uciska między innymi klatkę piersiową, zmniejsza się całkowita pojemność płuc i wzrasta opór. - To wszystko powoduje, że proporcjonalnie zwiększa się udział dwutlenku węgla w krwi nurka, a ten, chcąc się go pozbyć, zaczyna oddychać szybciej - tłumaczy dr n. med. Marta Held-Ziółkowska. Taką automatyczną reakcję organizmu można jednak świadomie zamienić na powolne i głębokie wdechy, minimalizujące oddziaływanie oporów oddechowych. To nie jedyne efekty zmian ciśnienia związanych z podwodnymi przygodami, na które należy się przygotować.

Wiesz, czym jest barotrauma?
Dość częstą sytuacją, której doświadczają osoby nurkujące, jest uraz ciśnieniowy ucha środkowego (rzadziej zatok) - do choć jednego takiego epizodu przyznała się prawie jedna trzecia nurków, którzy wzięli udział badaniach przeprowadzonych przez DAN Europe. Barotrauma - bo tak oficjalnie określa się tę dolegliwość - grozi osobom, które z różnych powodów mają upośledzoną drożność ujść zatok przynosowych, przez co niemożliwe jest swobodne i samoistne wyrównywanie ciśnienia w jamach zatok. Taka reakcja może wystąpić zarówno w trakcie zanurzania, jak i wynurzania. Co ciekawe, występuje nie tylko pod wodą - zdarza się także u podróżujących samolotami. Z czym wiąże się ta niedogodność? - W przypadku barotraumy zatok najpierw można zaobserwować u siebie takie objawy, jak między innymi ból głowy na ich wysokości, łzawienie lub wyciek surowiczo-krwistej wydzieliny z nosa, a ostatecznie możliwe jest uszkodzenie, obrzęk, a nawet rozerwanie błony śluzowej. Objawami barotraumy ucha są natomiast ból i uczucie blokady, a także problemy ze słuchem, które mogą wynikać z zatkania trąbki Eustachiusza i trudności w wyrównywaniu ciśnienia w uchu środkowym lub pojawiają się w wyniku uszkodzenia komórek słuchowych w uchu wewnętrznym. Jeżeli dojdzie do uszkodzenia ucha wewnętrznego, zaburzeniom słuchu mogą towarzyszyć zawroty głowy - mówi dr n. med. Marta Held-Ziółkowska ze Szpitala Medicover. Czy można uniknąć takich nieprzyjemności, nie rezygnując z nurkowania?

Antybiotyk czy chirurgia?
Zanim zrezygnujesz z eksplorowania głębin mórz i oceanów, ustal co może być u Ciebie przyczyną ewentualnej niedrożności i trudności w wentylacji zatok lub uszu, bo potencjalnych "podejrzanych" jest wiele. Jeśli dokucza Ci nawracający nieżyt nosa lub zapalenie zatok, dopilnuj, aby wyleczyć te dolegliwości przed urlopem - zwykle wystarcza zastosowanie antybiotyku. Do barotraumy może jednak dojść również na przykład z powodu niedrożności spowodowanej polipami bądź dużym skrzywieniem przegrody nosowej. - Takie problemy można rozwiązać, usuwając ich przyczyny chirurgicznie - mówi dr n. med. Marta Held-Ziółkowska. - W przypadku krzywej przegrody nosowej, drożność przywracamy poprzez jej prostowanie, przeprowadzając plastykę przegrody nosa - septoplastykę. Taki zabieg jest małoinwazyjny, gdyż przeprowadza się go wewnątrznosowo, często z zastosowaniem techniki endoskopowej. Zapewnia to z jednej strony precyzję, a z drugiej eliminuje konieczność wykonywania cięć na zewnątrz nosa, co oznacza brak powstania jakichkolwiek blizn na twarzy. Pacjent zwykle już po jednym dniu może wrócić do domu. Do wizyty kontrolnej, która wyznaczana jest około tydzień po operacji, stosujemy delikatne opatrunki wewnątrznosowe stabilizujące wyprostowaną przegrodę nosa, które poprawiają komfort pacjenta i nie wiążą się z nieprzyjemnymi doznaniami przy ich usuwaniu - dodaje.

Istnieją co prawda pewne okoliczności, które zupełnie wykluczają nurkowanie, takie jak poważne choroby układu oddechowego, rozedma płuc czy rekonwalescencja po operacjach w obszarze klatki piersiowej. Jest jednak także wiele dolegliwości, które nie mają definitywnego charakteru i można je szybko i skutecznie wyeliminować przed wyjazdem na wakacje - tak jest chociażby w przypadku krzywej przegrody nosowej. Jeśli więc chcesz przywieźć z wakacji same wspaniałe wspomnienia, nie pozwól na to, żeby niewiedza doprowadziła Cię do nieprzyjemnych konsekwencji, których można było uniknąć, przygotowując się odpowiednio i ciesz się fascynującą przygodą, jaką jest diving.


2017-07-25

Wakacyjna pierwsza pomoc

Beztroska, spokój, krótko mówiąc pełen relaks - tak powinny wyglądać wakacje. Niestety zdarza się, że wypoczynek coś nam zakłóca. Co robić, gdy przydarzy nam się oparzenie słoneczne? Jak rozpoznać udar? Jak poradzić sobie z zatruciem pokarmowym? Jak postępować po ukąszeniu przez pszczołę, a jak wtedy, gdy znajdziemy u siebie kleszcza? Warto odświeżyć swoją wiedzę na ten temat, dlatego między innymi na te pytania odpowiadamy razem z lekarzem.

Nie chwal dnia przed zachodem
Wakacyjne słońce może być niebezpieczne zarówno dla naszej skóry, jak i całego organizmu - o tym jednak nieco później. Zacznijmy od tego, że nadmierne wystawianie się na oddziaływanie promieni słonecznych może doprowadzić do oparzeń. Objawy są widoczne dopiero po kilku godzinach i zwykle zauważamy je wieczorem. - Słońce najczęściej wywołuje oparzenia stopnia I i II. Te pierwsze dotyczą wyłącznie naskórka, który staje się zaczerwieniony i obrzmiały, ale objawy te zazwyczaj ustępują już po kilku dniach. II stopień obejmuje już nie tylko naskórek, ale i skórę właściwą. Pojawiają się bolesne pęcherze, które mogą goić się nawet kilka tygodni, niekiedy także mdłości, bóle i zawroty głowy czy wymioty - tłumaczy dr Piotr Łukiewicz, specjalista chorób wewnętrznych i lekarz medycyny ratunkowej w Szpitalu Medicover.

Co przyniesie w takich okolicznościach ulgę? Skórę najlepiej przemyć letnią (nie zimną) wodą i zastosować na nią chłodny okład. Ponieważ po oparzeniu bardzo szybko traci ona wodę, warto też zadbać o jej nawilżanie. Pamiętajmy, że jeśli pojawią się bąble, nie powinno się ich przebijać czy rozdrapywać, bo to może doprowadzić do zakażenia. Pęcherze są delikatne i tworzą naturalny opatrunek. W pierwszej fazie nie należy ich zdejmować, a najlepiej poczekać, aż zawarty w nich płyn sam się wchłonie.

Jasne jak słońce
Jeśli nie będziemy się właściwie chronić przed słońcem, możemy doprowadzić do nieprzyjemnego oparzenia, ale również do bardzo niebezpiecznego udaru cieplnego. Grozi on nie tylko plażowiczom, ale też na przykład osobom wędrującym po górach, a nawet tym przebywającym na pełnym słońcu w miastach. Szczególne ryzyko dotyczy ludzi starszych i dzieci. Jak dochodzi do udaru cieplnego? - Wysoka temperatura powietrza sprawia, że naczynia krwionośne w ciele się rozszerzają, co przyśpiesza krążenie i wzmaga wydzielanie potu - w ten sposób organizm radzi sobie z nadmiarem ciepła, ale jednocześnie traci wodę oraz sole mineralne. Jeśli nie uzupełniamy płynów, dochodzi do odwodnienia i nadmiernej utraty elektrolitów, praca gruczołów potowych zostaje zahamowana, a temperatura ciała niebezpiecznie rośnie, bo oddawanie jego ciepła staje się utrudnione albo wręcz niemożliwe - tłumaczy dr Piotr Łukiewicz ze Szpitala Medicover.

W efekcie człowiek jest osłabiony i apatyczny, jego skóra staje się gorąca i zaczerwieniona, pojawiają się dreszcze, bóle i zawroty głowy, nudności, wymioty, a nawet dochodzi do utraty przytomności. Jeśli zaobserwujemy u kogoś takie objawy, należy zasięgnąć porady lekarskiej. W zależności od stanu pacjenta wzywamy karetkę lub udajemy się samodzielnie do lekarza. Zapewniamy poszkodowanemu zacienione miejsce, wykonujemy chłodne okłady na głowę, klatkę piersiową i uda, a jeśli jest przytomny - podajemy mu wodę (w dużej ilości, ale niewielkimi porcjami).

Do rany przyłóż
Różnego rodzaju skaleczenia i otarcia skóry to wakacyjne kontuzje, o które nietrudno. Nawet jeśli są niewielkie i powierzchniowe, a tym samym nie stanowią poważnego zagrożenia dla zdrowia, najlepiej zając się nimi od razu. Jeżeli wypadek zdarzył się na piasku albo żwirze, najpierw dokładnie oczyszczamy ranę przemywając ją pod bieżącą wodą, a następnie zranioną skórę dezynfekujemy dostępnymi w aptekach preparatami - te nowoczesne działają w ten sposób, że po nałożeniu wysychają niszcząc drobnoustroje (należy więc je pozostawić do wyschnięcia). Jeśli nie występuje krwawienie, nie musimy zakładać na ranę opatrunku, bo odkryta będzie się szybciej goić. - Przez kolejne dni należy bacznie obserwować skaleczone miejsce, a jeśli pojawi się obrzęk, zaczerwienienie czy wyciek ropnego płynu - wybrać się do lekarza, bo w przypadku kontaktu z ziemią czy brudną wodą konieczne może być podanie szczepionki przeciwtężcowej czy antybiotyku - mówi dr Piotr Łukiewicz. - Do szpitala należy udać się także wtedy, gdy mimo zastosowania ucisku rana krwawi, jest głęboka bądź nie potrafimy jej samodzielnie oczyścić.

Żądlą, kąsają i gryzą
Urlop mogą skutecznie zakłócić nam również między innymi osy i pszczoły. Owady te atakują przede wszystkim w sytuacjach, które odczytują jako zagrożenie, a więc na przykład gdy zostaną przez nas przez nieuwagę przyciśnięte bądź trafią do naszych naturalnych otworów, przykładowo do jamy ustnej. Dlatego by zminimalizować ryzyko bliskiego kontaktu z nimi, sprawdzajmy czy przykładowo na ławce, na której chcemy usiąść albo na poręczy, którą chcemy chwycić, nie siedzi jakiś owad. Pamiętajmy też o tym, by w szczególności latem nie pić z wcześniej otwartych puszek lub kartoników z napojami, bo pszczoła czy osa mogła tam wpaść.

Co robić, jeśli mimo to dojdzie do tak zwanego użądlenia? Jeżeli w skórze zostało żądło, bardzo ostrożnie je usuńmy (najlepiej będzie posłużyć się pęsetą), a następnie zdezynfekujmy miejsce zranienia i zastosujmy zimny kompres. Obserwujmy też reakcję organizmu na całe zdarzenie. Postępowanie powinno przebiegać różnie w zależności od tego czy jest ona ograniczona do okolicy użądlenia, czy też objawy dotyczą całego organizmu. Jeśli poszkodowana osoba jest uczulona na użądlenia, zauważymy u niej trudności z oddychaniem, duszności, przyśpieszenie pracy serca, a do tego pocenie się czy zaczerwienienie skóry twarzy, obrzęk ust, języka czy trudności w mówieniu, natychmiast wezwijmy pogotowie. W takich przypadkach może bowiem dojść do wstrząsu anafilaktycznego. Podobnie jeżeli do użądlenia osy albo pszczoły doszło wewnątrz jamy ustnej - niezwłocznie zacznijmy pić zimne napoje bądź ssać kostki lodu i od razu udajmy się do lekarza.

Czujność zachowajmy także przy wycieczkach do lasu i spacerach po miejskich parkach - tam możemy bowiem spotkać się z jeszcze innym nieprzyjemnym intruzem, czyli kleszczem. - Po powrocie do domu zawsze dokładnie obejrzyjmy swoje ciało, a jeśli zauważymy tego pajęczaka wczepionego w skórę, jak najszybciej go usuńmy. W tym celu najlepiej posłużyć się pęsetą, chwytając kleszcza tuż przy skórze i - co bardzo ważne - wyciągając go w całości, razem z jego głową, a następnie przemyć to miejsce środkiem odkażającym - podpowiada dr Piotr Łukiewicz ze Szpitala Medicover. Jeżeli nie wiemy, jak się do tego zabrać, najlepiej skorzystać z porady personelu medycznego. Na wizytę lekarską trzeba umówić się, jeśli udało nam się tego intruza wyciągnąć samodzielnie, ale na skórze pojawił się rumień.

Żołądkowe rewolucje
Wakacyjny czas zachęca do próbowania przeróżnych przysmaków, jednak przy ich testowaniu trzeba zachować ostrożność, by nie narazić się na nieprzyjemne zatrucie pokarmowe. - Najczęściej wiążemy je ze zjedzeniem czegoś nieświeżego, ale powodów wystąpienia żołądkowych sensacji może być więcej. Czasem wystarczy na przykład zjedzenie nieumytego owocu czy wypicie napoju z kostkami lodu zrobionymi z nieprzegotowanej wody - mówi dr Piotr Łukiewicz. Na efekty nie trzeba długo czekać - już po kilku godzinach pojawiają się bóle brzucha, biegunka, nudności i wymioty.

Większość tych uciążliwych dolegliwości ustępuje po kilkunastu godzinach, ale rozwolnienie może utrzymywać się kilka dni i oznaczać nawet kilkanaście wizyt w toalecie w ciągu doby. To nie tylko nieprzyjemne, ale i potencjalnie niebezpieczne dla zdrowia, bo w ten sposób tracimy dużo wody i w bardzo krótkim czasie możemy się odwodnić. Dlatego zmagając się z biegunką nie wolno zapomnieć o uzupełnianiu płynów i elektrolitów. Poza tym, warto zastosować lekkostrawną dietę i środki z domowej apteczki, na przykład węgiel leczniczy.


2017-06-10

Jak się ubrać na trening biegowy?

Gdy zaczynamy naszą przygodę z bieganiem terenowym od razu pojawia się pytanie o sprzęt. Jakie buty będą najlepsze na skalistą nawierzchnię? Jakie spodnie sprawdzą się podczas wiosennych przebieżek? Jaka kurtka ochroni nas przed deszczem oraz wiatrem i jednocześnie będzie na tyle lekka i pakowna, że nie będzie nam zawadzać w plecaku biegowym? Na szczęście na ten sezon marka Dare 2b przygotowała komplet profesjonalnego wyposażenia dla fanów szybkiego przemieszczania się w terenie. Zacznijmy od najważniejszego elementu ekwipunku, którym są...

BUTY. Obuwie projektowane do biegów terenowych musi spełniać wiele kryteriów. To że musi być wygodne i dobrze siedzieć na naszej nodze, to oczywista oczywistość. Jednak w biegach terenowych dobre "trzymanie" stopy jest szczególnie ważne. Na stromych zbiegach bądź w kamienistym terenie o upadek nietrudno. Dodatkową rzeczą, na którą trzeba zwrócić uwagę jest bieżnik mający zapewnić dobrą przyczepność również na błocie, a czasem i na śniegu. Topowym modelem w kolekcji Dare 2b jest agresywny Raptare - stworzony dla wszystkich lubiących ostre bieganie. Specjalnie zaprojektowany wzór bieżnika sprawdzi się podczas treningów na trudnej, terenowej nawierzchni. Podeszwa jest na tyle wytrzymała, że nie zaszkodzą jej również asfalt czy beton. Środkowa podeszwa EVA gwarantuje lekkość i amortyzację. Trwała cholewka wykonana z nubuku PU i siateczki zabezpieczy stopę przed kamieniami, zapewni stabilność i doskonałe oddawanie nadmiaru ciepła.

BLUZA. Kolejny ważny element ekwipunku, szczególnie podczas chłodniejszych dni. Powinna zapewnić ochronę przed zimnem i lekkim wiatrem, ale jednoczenie musi dobrze oddawać nadmiar ciepła oraz wilgoci i błyskawicznie wysychać. Musi być również wykonana z najwyższej jakości materiału, tak aby podczas dłuższych biegów nie powodować obtarć i dyskomfortu. Będąca elementem Kolekcji Olimpijskiej Rio 2016 męska bluza Dare 2b Trivial Jersey spełnia wszystkie te wymagania. Dzięki lekkiej, bezszwowej konstrukcji połączonej z elastycznymi panelami, zapewnia pełną wygodę i komfort podczas szybkiego przemieszczania się w terenie.

SPODNIE I SPODENKI. W zależności od pogody musimy zaopatrzyć się w długie bądź krótkie spodenki. Wybierając konkretny model musimy kierować się przede wszystkim wygodą oraz (jak w przypadku wszelkiego ekwipunku) jakością materiałów. Dobrze jeśli spodenki wyposażone są w dodatkowe kieszenie na klucze, żele i inne drobiazgi. Ważnym elementem są również spodenki wewnętrzne, dzięki którym nie musimy zakładać dodatkowej bielizny. Na ciepłe dni ciekawym wyborem są dwuwarstwowe spodenki Dare 2b Intersperse. Spełniają wszystkie wymienione powyżej kryteria, a dodatkowo są super lekkie oraz dzięki specjalnym panelom z siateczki doskonale wentylują, oddając nadmiar ciepła i wilgoci na zewnątrz.

KURTKA. Biegając zarówno w górach, jak i generalnie w terenie musimy niestety być przygotowani na nagłe zmiany pogody. Dlatego w naszym plecaku biegowym na stałe musi zagościć super lekka i wygodna kurtka. Niska waga jest tutaj kluczowa, gdyż podczas dłuższej biegowej wycieczki nie ma co obciążać się niepotrzebnie ponad miarę. A i podczas biegu lepiej mieć na sobie coś co nie przeszkadza. Oprócz właściwości przeciwdeszczowych, kurtka powinna też dobrze chronić przed wiatrem. Ma to znaczenie szczególnie podczas odpoczynków, ale też podczas biegu w otwartym terenie. W kolekcji Dare 2b najciekawsze rozwiązania znajdziemy w ultralekkim, ważącym zaledwie 245 gramów modelu Exude. Supertechniczny krój gwarantuje pełną swobodę ruchów, a elastyczne wykończenia zapewniają idealne dopasowanie. Oddychający, wiatro- i wodoodporny materiał ARED VO2 10000 z jednej strony chroni przed żywiołami, a z drugiej szybko odprowadza nadmiar ciepła i potu na zewnątrz.

PAS BIEGOWY. Ostatnim elementem ekwipunku, który musi znaleźć się w zestawie każdego szanującego się biegacza terenowego, jest pas biegowy. Oprócz niskiej wagi musi posiadać pewny system zapinania, pozwalający dopasować go do naszej sylwetki i stylu biegania, który zapobiegnie przesuwaniu się pasa podczas szybszych odcinków. Ważnym elementem jest również wygodne w obsłudze i stabilne miejsce na butelkę. Konstrukcja pasa musi zapewniać swobodny dostęp do bidonu - przede wszystkim w trakcie biegu. Dare 2b Ventura Belt wyposażony jest w dołączony, wygodny bidon oraz w niewielką kieszonkę, która jednak dzięki swej elastyczności, z łatwością pomieści dokumenty, klucze, telefon, a także dodatkowe, niezbędne żele.

Aby cieszyć się bieganiem w terenie, nie trzeba wiele. Jednak na wybór sprzętu warto poświęcić trochę czasu - z pewnością zaprocentuje to podczas każdej biegowej wyprawy.

www.sklep-dare2b.pl


2017-05-11

Pierwsze testy nowych butów biegowych Dare 2b - Altare i Raptare

DARE2B ALTARE
DARE2B RAPTARE
   

Wśród kolekcji marki Dare 2b znajdziemy wiele propozycji odzieży treningowej dla sportowców różnych dyscyplin. Dla biegaczy przeznaczone są koszulki, bluzy, wiatrówki, getry. W sezonie wiosenno-letnim nową propozycją są buty Raptare i Altare, osobno w wersji dla kobiet i mężczyzn.

Dare 2b Raptare to but dla lubiących ostre bieganie. Agresywny wzór bieżnika sprawdzi się podczas treningów na trudnej nawierzchni. Podeszwa jest również na tyle wytrzymała, że nie zaszkodzą jej asfalt czy beton. Środkowa podeszwa EVA gwarantuje lekkość i amortyzację. Trwała cholewka wykonana z nubuku PU i siateczki zabezpieczy stopę przed kamieniami, zapewni stabilność i doskonałe oddawanie nadmiaru ciepła. Odblaskowe elementy zwiększą bezpieczeństwo podczas wieczornych i nocnych treningów.

Lżejszą i bardziej miękką wersją modelu Raptare - jest Dare 2b Altare. Niski profil sprawdzi się zarówno na hali, jak i na asfalcie. Bezszwowo zaprojektowana cholewka wykonana z jednego kawałka materiału zapewnia ochronę przed powstawaniem obtarć i pęcherzy. Osłona z PU zwiększa wytrzymałość i trwałość podczas intensywnych biegów. Dla ceniących wygodę to doskonały but również na co dzień.

Obydwa modele przeszły już pierwsze testy surowych użytkowników z Dare 2b Team. To grupa czynnych sportowców, którzy nie tylko są ambasadorami marki, ale także testują i opiniują poszczególne produkty.

- Pierwszy do testów poszedł model Raptor, gdy śnieg dość mocno zalegał nawet jeszcze w dolinach. Bardzo miło zaskoczyła mnie agresywna podeszwa. Przy nie bardzo wysokiej budowie kostek but bardzo fajnie się trzyma w trudnych warunkach. Śnieg, błoto i wszelkiego rodzaju mieszanki są z tą podeszwą płynnie i stabilnie pokonywane. Mocna budowa cholewki zwiększa wytrzymałość i lepszą ochronę stopy w leśnym i kamienistym terenie. Buty spodobają się tym, którzy wolą cięższe i solidne konstrukcje. Model Altare jest lżejszy. Drobniejszy bieżnik rewelacyjnie sprawdza się w suchych Beskidach czy miejskich parkach, nawet gdy jest mokro. W Altare miałem okazję pobiegać przez 2 tygodnie w niemieckich lasach. Sprawdziły się przy długich 2-3 godzinnych wybieganiach. Poradziły sobie podczas podbiegów w powtórzeniach i w sumie niczego im nie brakowało podczas szybkich ciągłych biegów w drugim zakresie, gdzie zaufanie do buta podczas biegania w lesie to podstawa - swoimi spostrzeżeniami dzieli się Paweł "Pigmej" Krawczyk z Dare 2b Team, skialpinista i biegacz-pasjonat, który znany jest z osiągnięć w biegach górskich.

Wybór butów biegowych to bardzo indywidualna sprawa użytkowników, zależna od budowy stopy, stylu biegania czy terenu, w jakim but będzie używany. Również dwa modele Dare 2b przeznaczone są na różne warunki, więc można je dopasować do swoich preferencji. Dare 2b Altare i Raptare są już w sprzedaży w sklepach stacjonarnych oraz sklepie internetowym www.sklep-dare2b.pl


Dare 2b to brytyjska marka, która charakteryzuje się specjalistycznym przeznaczeniem odzieży dla miłośników sportów zimowych, narciarzy, snowboardzistów, kolarzy, biegaczy. To produkty wysokiej jakości o technicznym wzornictwie i doskonałym komforcie noszenia. Wykonane z użyciem nowoczesnych materiałów oraz technologii rozwijanych przez firmę, oferowane są jednak w przystępnych cenach. Produkty Dare 2b powstają przy ścisłej współpracy ze sportowcami z Dare 2b Team, reprezentującymi różne dyscypliny sportu. www.dare2b.com


2017-03-17

19 błędów, przez które nie chudniesz

Pamiętasz jeszcze swoje noworoczne postanowienia? Minęło dopiero kilka miesięcy, a ty już zapomniałaś o tym, że w tym roku miałaś być naprawdę fit i wreszcie pozbyć się nadmiaru kilogramów. A może winny temu wcale nie jest słomiany zapał - być może masz na sumieniu któreś z najczęściej popełnianych podczas odchudzania błędów, na przykład...

1. Jesz za rzadko. Dlaczego jedzenie zalecanych przez dietetyków 4-5 posiłków dziennie w około trzygodzinnych odstępach jest takie ważne? - W ten sposób nie dopuszczamy do odczuwania silnego głodu, związanego najczęściej z obniżeniem się poziomu glukozy we krwi, a także unikamy sytuacji, w której organizm karmiony nieregularnie zaczyna magazynować kalorie - tłumaczy dr Monika Dąbrowska-Molenda, dietetyk ze Szpitala Medicover.

2. Głodzisz się. Jabłko na śniadanie, marchewka na obiad i liść sałaty na kolację? Na dłuższą metę taka "dieta" nie tylko jest nie do wytrzymania, ale gwarantuje efekt jo-jo i może wyniszczająco wpłynąć na zdrowie. Pamiętaj, że istotą odchudzania nie jest głodzenie się, a takie zaplanowanie codziennego jadłospisu, by dostarczać sobie wszystkich potrzebnych witamin i składników mineralnych, wyeliminować tuczące produkty i dopasować jakość spożywanych posiłków oraz ilość energii do zapotrzebowania organizmu.

3. Odchudzasz się na własną rękę. Skomponowanie codziennego menu, które będzie smaczne i dobrze zbilansowane, a do tego pozwoli schudnąć, jest sporym wyzwaniem. Naprawdę niewielu z nas ma wiedzę, która pozwala zrobić to samodzielnie, z kolei gotowe "diety cud" nie uwzględniają naszych indywidualnych preferencji i predyspozycji. Jeśli więc bezskutecznie próbujesz schudnąć, skorzystaj z profesjonalnej pomocy - przede wszystkim dietetyka - ale nie tylko. Jeżeli zmagasz się z otyłością, konieczna może być też interwencja bariatry i psychologa żywienia. - Współpraca tych specjalistów pozwala ułożyć dietę, która uwzględnia nie tylko stan fizyczny pacjenta, ale i jego kondycję psychiczną, a także predyspozycje genetyczne, alergie i nietolerancje pokarmowe, przyzwyczajenia czy schorzenia, na które cierpi - mówi dietetyk dr Monika Dąbrowska-Molenda ze Szpital Medicover.

4. Zwracasz uwagę tylko na liczbę kilogramów. Ćwiczysz i zdrowo się odżywiasz, a kilogramów nie ubywa? To wcale nie oznacza, że nie chudniesz. Spadająca masa ciała potrafi oczywiście skutecznie motywować do wysiłku, ale pamiętaj, że waga nie pokazuje wszystkich efektów pracy nad sylwetką. Dużo lepiej obrazują je zmieniające się obwody poszczególnych części ciała.

5. Zdrowe produkty jesz bez ograniczeń. Myślisz, że jeśli wybierasz zdrowe produkty, możesz jeść je do woli? Niestety, one też mogą mieć całkiem sporo kalorii - garść suszonych moreli to na przykład około 300 kcal, łyżeczka migdałów - około 90 kcal. Pamiętaj więc o tym, by wielkość porcji kontrolować nawet wtedy, gdy twój jadłospis jest bardzo fit.

6. Działasz bez planu. "Schudnę", "Od jutra dieta", "Koniec z niezdrowym jedzeniem" - to bardzo dobre pomysły, ale nie zawierają w sobie konkretnych postanowień, przez co trudno będzie je wdrożyć, a później się ich trzymać. Jeśli więc zdecydowałaś się na odchudzanie, starannie zaplanuj ten proces, a w przypadku, gdy chcesz stracić więcej niż 2-3 zbędne kilogramy, wybierz się do dietetyka, by przez dietę tworzoną na własną rękę nie nabawić się niedoborów.

7. Wyznaczyłaś sobie nierealny cel. Waga pokazuje 10 kg ponad normę? Prawdopodobnie twoja masa ciała rosła przez kilka miesięcy, a nawet lat, więc nie zakładaj, że całą nadwagę zgubisz w dwa tygodnie. Bezpieczne tempo chudnięcia to od 0,5 do 1,2 kg tygodniowo - warto wziąć to pod uwagę, gdy wyznaczasz sobie cel diety.

8. Nie ćwiczysz. Aktywność fizyczna pomaga przyśpieszyć metabolizm, poprawia kondycję i po prostu pozytywnie oddziałuje na nasze zdrowie i samopoczucie. Nie szkoda Ci, że z tych zalet nie korzystasz?

9. Jesz dużo produktów light. Trudno ci zrezygnować z ulubionych produktów, więc zastępujesz je tymi z etykietą light? To niebezpieczna pułapka. - Dla artykułów spożywczych typu light charakterystyczne jest to, że obniżona zawartość jednego składnika, na przykład tłuszczu, jest rekompensowana większą ilością innego - przykładowo cukru. W efekcie ich kaloryczność może nie różnić się od "oryginału", a nawet być wyższa - zwraca uwagę dr Monika Dąbrowska-Molenda.

10. Podjadasz. "Mały batonik jeszcze nikomu nie zaszkodził", "Jedno ciasteczko przecież nie pójdzie mi od razu w biodra" - to prawda, ale pod warunkiem, że takie "przegryzki" nie zdarzają ci się codziennie. Jeśli podjadasz między posiłkami i często sięgasz po słodkie czy słone przekąski, bardzo szybko może to odbić się na twojej figurze i zdrowiu.

11. Nie zapisujesz tego, co zjadasz. Wielu z nas wydaje się, że je niewiele i w zasadzie zdrowo - aż do momentu, gdy wszystko przeleją na papier. Jeśli więc chcesz się przekonać ile kalorii tak naprawdę sobie dostarczasz, zapisuj absolutnie wszystko co w ciągu dnia jesz. Bez wymówek - w bilansie kalorycznym liczy się każda garstka chipsów czy dojedzona po dziecku kanapka.

12. Nie wysypiasz się. Według naukowców sen krótszy niż 6 godzin na dobę może negatywie odbić się na naszej figurze. Niedostateczna długość nocnego odpoczynku zaburza bowiem wydzielanie greliny i leptyny - hormonów odpowiedzialnych za uczucie sytości i głodu. Gdy jesteśmy niewyspani, nasz apetyt jest pobudzony, a chcąc go zaspokoić, musimy zjeść więcej niż zwykle.

13. Za mało pijesz. Przyjmuje się, że w ciągu dnia powinniśmy przyjmować między 2 a 3 l płynów, głównie w postaci niegazowanej wody mineralnej, pijąc ją małymi porcjami. Pozwala to uniknąć zaparć i przyśpieszyć trawienie, ale to nie wszystko. Odpowiednie nawodnienie organizmu jest niezwykle ważne także dlatego, że wpływa między innymi na prawidłowe funkcjonowanie naszych nerek czy mózgu. Ograniczenie napojów pozytywnie oddziałuje na zdrowie tylko jeśli dotyczy tych słodkich i gazowanych.

14. Nie jesz śniadań. O tym, że śniadanie jest najważniejszym posiłkiem dnia, słyszałaś już na pewno kilkadziesiąt (jeśli nie kilkaset) razy. Tylko co z tego, skoro nadal go nie jesz? Tymczasem w ten sposób mogłabyś dostarczyć sobie tak potrzebnego na początku dnia zastrzyku energii, a przy okazji przyśpieszyć przemianę materii i poprawić pracę mózgu.

15. Nie znasz prawdziwego powodu nadwagi. Przyczyną trudności ze schudnięciem wcale nie musi być nieodpowiednia dieta czy brak ruchu. - Nadmierna masa ciała może też wynikać z problemów ze zdrowiem, na przykład niedoczynności tarczycy, PCOS, zespołu Cushinga czy cukrzycy typu 2 - wymienia dietetyk. Jeśli więc pomimo prawidłowej diety i aktywności fizycznej nie tracisz kilogramów, koniecznie się przebadaj.

16. Za często pozwalasz sobie na "cheat meal". "Cheat meal", czyli z założenia niezdrowy i stosunkowo wysokokaloryczny, ale z góry zaplanowany i wkomponowany w dietę posiłek to dla wielu osób sposób na to, by uniknąć niekontrolowanych napadów wilczego apetytu. Warto wykorzystać taką opcję na przykład, gdy zbliża się obiad u babci albo wyjście na miasto z przyjaciółmi. Ale uwaga - żeby nie zniweczyć swoich wysiłków, nie pozwalaj sobie na niego częściej niż raz w tygodniu i nie stosuj tego rozwiązania przez pierwszy miesiąc zmian w kierunku zdrowej diety.

17. Żyjesz w ciągłym stresie. Pod wpływem nerwów w naszych organizmach zwiększa się poziom kortyzolu - hormonu, który sprzyja odkładaniu się tłuszczu, a dodatkowo powoduje zaburzenia snu (patrz punkt 12.). Jeżeli więc stres negatywnie odbija się na twojej sylwetce, postaraj się znaleźć metodę na rozładowanie go.

18. Jesz za dużo wysoko przetworzonej żywności. Nawet jeśli gotowe dania przypominają domowy obiad, to w rzeczywistości bardzo często zawierają mnóstwo wzmacniaczy smaku, stabilizatorów, substancji zagęszczających i konserwujących. Do tego zwykle wcale nie są sycące, przez co krótko po ich zjedzeniu znowu odczuwamy głód.

19. Wierzysz w odchudzające suplementy. Każdy chciałby schudnąć szybko, skutecznie i najlepiej bez wyrzeczeń. Nic więc dziwnego, że wiele osób walczących z nadwagą łapie się na haczyk producentów specyfików, które w magiczny sposób mają obniżyć nasza masę ciała, a ostatecznie jedyne co odchudzają to portfele. - Istnieją oczywiście preparaty, które mogą pomagać w utracie nadmiernej masy ciała, natomiast nie możemy traktować ich jako zamienników dla zdrowego stylu życia. Ich przyjmowanie zawsze należy skonsultować z lekarzem - podsumowuje dr Monika Dąbrowska-Molenda ze Szpitala Medicover.


2017-03-17

Przesolone Święta Wielkanocne

Czy wiesz, że 100 g groszku konserwowego, który dodajemy do sałatki jarzynowej ma 90 razy więcej soli niż 100 g groszku świeżego? Czy wiesz, że 100 g wędliny, która będzie gościła na wielkanocnym stole zawiera 21 razy więcej soli niż 100 g świeżego mięsa, które wystarczyłoby oprószyć ziołami i upiec? Spożycie soli w Polsce jest trzykrotnie wyższe niż zalecane, tymczasem ilość potraw, którą spożyjemy przy świątecznym stole będzie kilkukrotnie większa niż na co dzień. Ile soli zjemy i jak bardzo możemy sobie zaszkodzić?

Dlaczego sól nam szkodzi? Przede wszystkim ze względu na sód, który jest jej głównym składnikiem. Przesalanie powoduje choroby układu krążenia, rozwija nadciśnienie tętnicze i może powodować zawał serca lub udar mózgu, a to najczęstsze przyczyny śmierci wśród Polaków. Za duża ilość soli w diecie zwiększa ryzyko zachorowania na raka żołądka, sprzyja rozwojowi otyłości, powoduje osteoporozę. Tymczasem Polacy w ogóle nie zauważają, że solą za dużo.

Jakie są normy?
Zgodnie z zaleceniem Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) powinniśmy spożywać maksymalnie 5 g soli dziennie ze wszystkich źródeł, czyli jedną małą łyżeczkę. Niestety, aż 60% przyjmowanej przez nas soli to sól z produktów przetworzonych, głównie z pieczywa, wędlin i serów. 30% pochodzi z dosalania potraw, a 10% to sól występująca naturalnie w produktach spożywczych. Najwięcej soli można znaleźć w wędlinach (lepiej kupować surowe mięso i piec je samodzielnie), serach (szczególnie żółtych i pleśniowych), konserwach warzywnych w słonej zalewie, gotowych sosach, np. keczupach. - Okazuje się, że 100 g sera żółtego zawiera od 13 do 42 razy więcej soli niż 100 g sera twarogowego. W keczupie jest 120 razy więcej soli niż w świeżych pomidorach - ostrzega Aleksandra Koper, specjalista ds. żywienia z Fundacji Banku Ochrony Środowiska. Potrawy, które zamierzamy zaserwować na Wielkanoc wcale nie są lepsze. Porcja białego barszczu może zawierać nawet 3 g soli, a w 100 g białej kiełbasy znajdziemy 1,5-2,5 g tej substancji. Jak ograniczyć spożycie soli?

Metoda małych kroków
Pierwszą wręcz oczywistą czynnością jest usunięcie solniczki ze stołu i wyeliminowanie ciągłego dosalania potraw. Drugą, zmniejszenie ilości soli używanej podczas gotowania oraz dodawanie jej "do smaku" dopiero na końcu procesu. - Warto również stosować zioła i przyprawy, które są wspaniałą alternatywą dla soli. Zioła mają wiele korzystnych dla naszego organizmu właściwości: wspomagają metabolizm cholesterolu, mają działanie antyoksydacyjne, zmniejszają stany zapalne, niektóre z przypraw działają również bakterio- i wirusobójczo - podkreśla Maria Jakubowska, specjalista ds. żywienia w Fundacji BOŚ. Warto zaopatrzyć swoją kuchnię w świeży czosnek (naturalny antybiotyk), rozmaryn, oregano, tymianek czy bazylię. Kreatywnym i wiosennym rozwiązaniem może być także ziołowy ogródek na balkonie lub parapecie. - Pamiętajmy, że gotowe mieszanki z przyprawami, np. do kurczaka lub ryb, często zawierają ukrytą sól. Tymczasem z łatwością można skomponować mieszankę ziołową, którą będziemy wykorzystywać w naszej kuchni - dodaje ekspert Fundacji BOŚ. Trzeba pamiętać, że sól ukrywa się pod różnymi nazwami, których często z nią nie kojarzymy. Sporo soli znajdziemy w sosie sojowym oraz przyprawach uniwersalnych, takich jak kostki rosołowe itp. Poza ziołami i przyprawami dobrą alternatywą dla soli jest sok z cytryny. Nadaje potrawom głębię smaku, a także doskonale pasuje do świeżych warzyw i sałatek.

Zmiany na etykietach i przeliczenie
Jak weryfikować na co dzień ile soli znajduje się w danym produkcie? Warto czytać etykiety. Na każdej z nich można znaleźć informację o zawartości sodu. To właśnie sód znacznie częściej pojawia się na etykietach niż informacja na temat ilości soli. Od grudnia 2016 r. miało się to zmienić. Producenci mają obowiązkowo podawać wartość soli, a nie sodu w produkcie. Do tej pory pozostawało nam samodzielne przeliczanie zawartości soli na podstawie sodu. Jak? - Zawartość sodu należy pomnożyć 2,5 razy, co da nam zawartość soli. Przykładowo: jeśli: w 100 g produktu znajduje się 1000 mg sodu to zawiera on 2,5 x 1000 mg = 2500 mg soli, czyli 2,5 grama - wyjaśnia Aleksandra Koper, specjalista ds. żywienia w Fundacji BOŚ.


2017-03-17

Nie tolerujesz glutenu, a może tylko tak Ci się wydaje?

Kiedyś jak ognia unikaliśmy tłuszczów i cukrów, teraz równie ochoczo ze swoich jadłospisów wykreślamy produkty zawierające gluten czy laktozę. W rozmowach o dietach dyskusje o liczbie kalorii czy zgubnym wpływie węglowodanów na figurę coraz częściej zastępują różnego rodzaju nietolerancje i alergie pokarmowe. Czym te dolegliwości się różnią? Ilu z nas rzeczywiście na nie cierpi i jak to sprawdzić?

Masz alergię czy nie tolerujesz?
Bardzo często pojęcia "nietolerancja" i "alergia" stosujemy zamiennie, tymczasem tak naprawdę to dwie zupełnie inne dolegliwości. - Alergia pokarmowa oznacza patologiczną reakcję organizmu, a dokładniej układu odpornościowego na spożyty pokarm. W zależności od jej typu objawy mogą wystąpić już po kilkunastu sekundach od zjedzenia uczulającego produktu bądź dopiero po kilku dobach. Najczęściej są to pokrzywka i świąd skóry, wymioty czy biegunka, ale mogą do nich dołączyć także mrowienie języka i warg, obrzęk gardła, trudności z oddychaniem, kłopoty z sercem, a w skrajnych przypadkach nawet wstrząs anafilaktyczny - tłumaczy dr Monika Dąbrowska-Molenda, dietetyk z Kliniki Wellness Szpitala Medicover. - Z nietolerancją pokarmową mamy natomiast do czynienia wtedy, gdy organizm wykazuje nadwrażliwość na określony składnik żywności, ale nie ma ona charakteru immunologicznego, a wynika na przykład z braku enzymu odpowiedzialnego za jego trawienie. Objawia się najczęściej niepożądaną, nieprzyjemną i stosunkowo szybką reakcją ze strony układu pokarmowego, na przykład bólami brzucha, wzdęciami, zaparciami czy biegunką, ale też bólami głowy i stawów czy problemami ze skórą.

Jak sprawdzić co szkodzi?
Szacuje się, że na nietolerancje pokarmowe cierpi nawet 45% ludzi - zarówno dorosłych, jak i dzieci. To znaczy, że u niemal połowy z nas powracające bóle głowy wcale nie muszą być związane z migreną, przemęczeniem czy brakiem dostatecznej ilości snu, a dolegliwości trawienne wynikać ze stresującego trybu życia, a po prostu być efektem zjedzenia czegoś co nam szkodzi. Jak się jednak o tym przekonać i znaleźć "winowajcę"? Pierwszym przychodzącym na myśl sposobem jest dieta eliminacyjna - rezygnowanie z określonych grup produktów spożywczych i baczne obserwowanie reakcji organizmu. Zamiast eksperymentować na własną rękę z komponowaniem takiego jadłospisu lepiej jednak udać się do lekarza i wykonać badanie krwi ukierunkowane właśnie na wykrycie alergii i nietolerancji pokarmowych. Dziś można też pójść dalej i zdecydować się na specjalistyczne testy Genodiet, które pozwalają zdiagnozować nie tylko wrodzone alergie pokarmowe, ale i predyspozycje do nietolerancji o podłożu genetycznym.

Dieta wyczytana z genów
Test Genodiet można przeprowadzić zarówno u dorosłych, jak i dzieci - w ich przypadku dzięki uzyskanej w ten sposób wiedzy już od najmłodszych lat można układać dietę tak, by oszczędzić maluchowi nieprzyjemnych dolegliwości. - W ten sposób analizujemy stałe uwarunkowania organizmu, więc badaniu wystarczy poddać się raz w życiu, a następnie tylko dostosowywać wypływające z jego wyników wnioski i zalecenia do wieku oraz aktualnego stanu zdrowia - tłumaczy dr Monika Dąbrowska-Molenda ze Szpitala Medicover. Cała procedura składa się z trzech etapów. Najpierw za pomocą sterylnego patyczka lekarz pobiera próbkę DNA poprzez potarcie nim wewnętrznych stron policzków pacjenta (ważne jest, by minimum 15 minut wcześniej niczego nie jeść ani nie pić). Następnie taka próbka trafia do laboratorium, a po około trzech tygodniach otrzymuje się szczegółowy raport. Zawiera on między innymi informacje o stopniu nietolerancji i nadwrażliwości na takie składniki, jak laktoza, gluten, kofeina czy sól. Wyniki wskazują także produkty spożywcze, które najkorzystniej oddziałują na organizm pacjenta, pozwalają poznać przyczyny otyłości czy określonych chorób (na przykład cukrzycy), są również źródłem informacji na temat stanu kości, indywidualnej zdolności metabolizmu tłuszczów, węglowodanów i cholesterolu. Dzięki nim można też zweryfikować czy organizm skutecznie pozbywa się toksyn, a nawet dowiedzieć się, jaka aktywność ruchowa jest dla danej osoby najlepsza. - Bazując na takich wskazówkach oraz wywiadzie lekarskim układamy indywidualnie dopasowany do potrzeb danej osoby jadłospis - tak zwaną genodietę, a także rekomendujemy określony rodzaj ruchu - mówi dietetyk dr Monika Dąbrowska-Molenda. Taki plan działań pomaga utrzymywać prawidłową masę ciała bądź zgubić nadprogramowe kilogramy, ale przede wszystkim gwarantuje lepsze samopoczucie i pozwala uniknąć wiążących się z nietolerancjami pokarmowymi nieprzyjemnych zaparć, wzdęć czy innych żołądkowych "sensacji".


2017-02-20

House Fitness - wygoda, komfort i najnowsze trendy w sportowym wydaniu

Dobrze skomponowany zestaw treningowy to podstawa - niezależnie od tego, jaką dyscyplinę sportu wybierasz musi być komfortowo i funkcjonalnie. Potrzebujesz zastrzyku energii? House wie jak sprawić, by ćwiczenia dawały ci jeszcze więcej satysfakcji i radości. Z myślą o aktywnych i pełnych życia dziewczynach powstała najnowsza sportowa linia House.

Fly Girl to kolekcja ubrań treningowych, które podkreślają naturalne piękno i jednocześnie zapewniają najwyższy komfort podczas najbardziej wymagających treningów. W kolekcji znajdziemy funkcjonalne topy i biustonosze sportowe, w których zastosowano nowoczesne cięcia i system panelowy, zmniejszające ryzyko powstawania otarć podczas intensywnej aktywności fizycznej, legginsy wykonane z technicznej tkaniny z wbudowanymi panelami podtrzymującymi talię, wygodne i ultralekkie buty sportowe, dresowe spodnie i bluzę z suwakiem. Całość uzupełniają najmodniejsze dodatki: gumki, opaski, neoprenowa torba w zestawie z kosmetyczką i torba treningowa z wygodnym uchwytem na matę do ćwiczeń. Kolekcja została utrzymana w kolorystyce czerni, bieli, szarości, którą uzupełniają akcenty czerwieni i fantazyjne printy. Ubrania zostały wzbogacone o motywacyjne hasła, które na pewno pomogą podnosić kolejne poprzeczki.

Fly Girl to linia kompozycyjnie spójna, co daje pełną swobodę w zabawie z budowaniem outfitów. Wystarczy kilka produktów, by stworzyć wiele ciekawych i oryginalnych zestawów, w których można czuć się dobrze zarówno w klubie fitness, jak i podczas spaceru z psem czy chwil relaksu w domowym zaciszu. Ambasadorką i twarzą kolekcji została trenerka personalna Katarzyna Małkowska. Sportsmenka, która osobiście przetestowała ubrania podczas wymagających i trudnych treningów, zachęca by wyglądać modnie, czuć się komfortowo, a co za tym idzie, przełamywać własne bariery i czerpać radość z codziennej aktywności.

Jeśli cenisz sobie wygodę, bezpieczeństwo i najmodniejszy design, chcesz zawsze wyglądać pięknie, nawet podczas męczących treningów na siłowni, nie boisz się wyzwań i jesteś aktywna, to kolekcja Fly Girl jest właśnie dla ciebie!

www.house.pl


2017-02-20

28. Zimowa Uniwersjada z 12 medalami dla Polaków

W dniach 29 stycznia - 8 lutego 2017 r. w Ałmatach odbyło się sportowe święto studentów - 28. Zimowa Uniwersjada. Polacy zdobyli aż 12 medali. Świetnie zaprezentowali się nie tylko w dyscyplinach sportowych, ale także w odzieży przygotowanej dla nich przez markę Dare 2b.

Akademicka Reprezentacja Polski zdobyła 5 złotych, 2 srebrne i 5 brązowych medali, co dało biało-czerwonym piąte miejsce w klasyfikacji medalowej. Zwyciężyli Rosjanie, którzy wyprzedzili reprezentacje Kazachstanu i Korei Południowej.

Polskich sportowców na tegoroczną zimową uniwersjadę ubrała marka Dare 2b, która specjalizuje się w produkcji odzieży dla miłośników sportów zimowych: narciarzy, snowboardzistów i wszystkich, którym zima nie przeszkadza w uprawianiu aktywności. O zaletach tej odzieży przekonali się już wcześniej członkowie akademickiej reprezentacji Polski na Zimową Uniwersjadę, rozgrywaną w hiszpańskiej Grenadzie i słowackim Szczyrbskim Plesie oraz podczas Letniej Uniwersjady w Gwangju w Korei Południowej w 2015 roku. W tym roku odbędzie się jeszcze letnia uniwersjada w Tajpej na Tajwanie. Kolejna zimowa uniwersjada dopiero w 2019 roku w rosyjskim Krasnojarsku.


Dare 2b to brytyjska marka, która charakteryzuje się specjalistycznym przeznaczeniem odzieży dla miłośników sportów zimowych, narciarzy, snowboardzistów, kolarzy, biegaczy. To produkty wysokiej jakości o technicznym wzornictwie i doskonałym komforcie noszenia. Wykonane z użyciem nowoczesnych materiałów oraz technologii rozwijanych przez firmę, oferowane są jednak w przystępnych cenach. Produkty Dare 2b powstają przy ścisłej współpracy ze sportowcami z Dare 2b Team - reprezentującymi różne dyscypliny sportu.

www.dare2b.com | Foto: Paweł Skraba


2017-02-20

Znowu boli cię głowa? Wylecz zatoki!

Od pewnego czasu często boli cię głowa? Pewnie myślisz, że to po prostu kolejna migrena albo że winny temu jest stres, niewyspanie albo wręcz przeciwnie - zbyt długi sen. A czy wiesz, że "winowajcy" warto poszukać zupełnie gdzieś indziej? Bóle głowy są też jednym z objawów zapalenia zatok - szacuje się, że cierpi na nie już 5 milionów Polaków. Jak sprawdzić czy dotyczy to także Ciebie?

Dlaczego to tak boli?
Co tak właściwie sprawia, że problemy z zatokami powodują bóle głowy? - Przyczyną stanu zapalnego zatok najczęściej jest infekcja wirusowa. Wywołuje ona obrzęk błony śluzowej, która wyściela jamę nosa oraz zatok przynosowych, co ogranicza drożność połączenia między nimi. W efekcie w zatokach zaczyna zbierać się wydzielina, a powietrze, które nie może się z nich swobodnie wydostawać, zaczyna naciskać na ich ściany. Błona śluzowa zatok przynosowych jest silnie unerwiona, dlatego pacjent odczuwa dyskomfort bądź dolegliwości bólowe - tłumaczy dr n. med. Marta Held-Ziółkowska, laryngolog ze Szpitala Medicover. Choć choroby zatok w większości przypadków powodują wirusy, to do problemów mogą też przyczynić się niedoleczone infekcje górnych dróg oddechowych, alergie, skrzywiona przegroda nosowa, a także częste przebywanie w zadymionych pomieszczeniach - wszystko to może bowiem utrudniać cyrkulację powietrza w górnych drogach oddechowych.

Na to zwróć uwagę
Bóle głowy spowodowane przez stan zapalny zatok mają kilka swoistych cech, które ułatwiają ich rozpoznanie. - Charakterystyczne jest przede wszystkim to, że szczególnie mocno dokuczają w godzinach porannych i nasilają się przy pochylaniu, a także w innych sytuacjach powodujących zwiększenie ciśnienia, na przykład przy kaszlu, próbie opróżnienia nosa czy podczas aktywności fizycznej. Nieprzyjemne odczucia zwiększają się również przy uciskaniu bądź opukiwaniu okolic zajętych stanem zapalnym zatok. Ból najsilniejszy jest właśnie tam, ale może też promieniować, np. do skroni czy wierzchołka głowy bądź szyi - wymienia dr n. med. Marta Held-Ziółkowska. Warto także zwrócić uwagę czy tym dolegliwościom towarzyszą inne symptomy. Stan zapalny zatok wiąże się bowiem między innymi z katarem i uczuciem zatkanego nosa, wrażeniem drapania w gardle lub ściekania po jego tylnej ścianie wydzieliny. Niekiedy występuje też podwyższona temperatura ciała, osłabienie węchu, brak apetytu, chrypka i nieprzyjemny zapach z ust.

Nie czekaj, tylko lecz
Jeśli podejrzewasz, że ból głowy czy ciągle powracający katar może wynikać z chorób zatok - nie czekaj, aż samo przejdzie. - Część infekcji w obrębie zatok rzeczywiście mijają samoistnie, ale jeśli z nieprzyjemnymi dolegliwościami zmagamy się przez kilka tygodni bądź dłużej, należy niezwłocznie zgłosić się do lekarza. Zlekceważenie ich może skutkować nabawieniem się zapalenia o charakterze przewlekłym, które dużo trudniej wyleczyć - tłumaczy laryngolog dr n. med. Marta Held-Ziółkowska.

Wizyta w gabinecie lekarskim rozpoczyna się od wywiadu, a dzięki temu, że problemy z zatokami objawiają się w charakterystyczny sposób, specjaliście stosunkowo łatwo jest je zdiagnozować. Kolejnym krokiem jest skierowanie pacjenta na badania, które pozwolą wykryć przyczynę choroby i zaplanować odpowiednie leczenie. Gdy powodem kłopotów jest infekcja, terapia polega przede wszystkim na przyjmowaniu zapisanego przez lekarza leku przeciwobrzękowego bądź antybiotyku, zwykle przez około dwa tygodnie. - Dopiero w przypadku, gdy nie przyniesie to oczekiwanego rezultatu, sięga się po bardziej zaawansowane metody, takie jak balonoplastyka ujść zatok przynosowych, płukanie zatok przynosowych roztworem soli fizjologicznej pod ciśnieniem przy użyciu Hydrodebridera bądź przeprowadza się operacje endoskopowe zatok przynosowych, które pozwalają przywrócić ich prawidłową wentylację - mówi dr n. med. Marta Held-Ziółkowska ze Szpitala Medicover. - Zabiegi te wykonywane pod kontrolą wzroku z zastosowaniem endoskopów zapewniają precyzję całej procedury, ale też ograniczają pole operacyjne wyłącznie do obszaru wewnątrz nosa, dzięki czemu nie ma konieczności cięcia skóry twarzy, a rekonwalescencja jest znacznie krótsza - dodaje.

Niezależnie od przyczyny bólu głowy, który utrzymuje się przez dłuższy czas, nie wolno go ignorować. Może on bowiem być oznaką niewinnych dolegliwości, ale i objawem wielu poważnych schorzeń, w przypadku których szybka reakcja jest kluczowa, by zwiększyć szansę na ich skuteczne leczenie.


NEWS 1 ___ NEWS 2 ___ NEWS 3 ___ NEWS 4 ___ NEWS 5 ___ NEWS 6